Home FANTASY PREMIER LEAGUE Oczekiwania przed GW38

Oczekiwania przed GW38

0

Żeby dotrzeć na północ, trzeba zmierzać na południe. Żeby znaleźć się na zachodzie, powinno się podążać na wschód.

Kapuściński z doświadczenia ujął to dość celnie. Przeciętny człowiek nie jest specjalnie ciekaw świata. Ot, żyje, musi jakoś się z tym faktem uporać, im będzie go to kosztowało mniej wysiłku- tym lepiej. A przecież poznawanie świata zakłada wysiłek, i to wielki, pochłaniający człowieka. Większość ludzi raczej rozwija w sobie zdolności przeciwne, zdolność, aby patrząc- nie widzieć, aby słuchając- nie słyszeć. Przeciętny kibic Premier League nie jest szczególnie zainteresowany Fantasy Premier League. Nawet jak ułoży skład to najczęściej jego drużyna ląduje pośród hord zombie teamów straszących menedżerów w okolicach losowania pucharu FPL. To my, ziemi naszej sól, hardcory FPL, to my najlepiej wiemy ile potrzeba wysiłku aby po długim sezonie w końcu dopłynąć do macierzystego portu, jak bardzo potrafi pochłonąć ta w zasadzie prosta gra przeglądarkowa. Piłkarzyki.

W niedzielę zakończymy rozdział FPL 2020/2021. Sezon, który dla niejednego był jak podróż do Conradowskiego jądra ciemności lub jak długa przeprawa przez wrota piekieł prosto do ukrytego wymiaru. Pierwsza myśl i ten sezon? Powolne i długie grillowanie menedżerów. Podwójne kolejki. Blankowe. Trwające dzień po dniu wymyślne tortury. Po co delikwentowi wyrywać paznokcie jak można go było posadzić przed telewizorem i włączyć Arsenal? Czy to pan zamawiał tortury? To proszę obejrzeć skróty z ostatnich spotkań Evertonu lub Tottenhamu, i dodatkowo na bieżąco sprawdzać OR w livefpl. Tak ciężki sezon musiał na każdym hardcorze odcisnąć krwawe piętno, może jeszcze tego nie czujecie, ale po cichu skradł wam parę gram duszy. Blizna jest jeszcze niewidoczna, ale kiedyś ujrzy światło dzienne. Jak złamane serce. Tymczasem pierwsze hardcory fpl układają już składy na Euro analizując macedońskich obrońców za 4.0. Absolutnie wyczerpujący sezon nie oznaczał nudnego maratonu. Wręcz przeciwnie. Prywatnie, pomimo prawdopodobnego wyniku z okolic 40-60k, uważam go za bardzo ciekawy. To taka obserwacja kiedy odziany w wykrochmalony biały kitel naukowiec odcina badanemu zwierzątku kolejne kończyny zapisując w kajecie – fascynujące jak teraz zwija się z bólu. Parę razy kończyłem kolejkę skulony w kłębek, były momenty kiedy ukochana wchodziła do pokoju, widziała co wisi w powietrzu i zawracała na pięcie. I to wszystko pomimo dystansu i luzu no nie? Sezon więc ciężki, na pewno pełen zwrotów akcji, mam nadzieję że taki ostatni. Będę go pamiętać za eskapizm jaki oferował kiedy zamknięto nas wszystkich w domach. Za generowane dźwięki kibiców udające normalność, za determinację walczących przy pustych trybunach piłkarzy, za te wszystkie momenty kiedy chociaż na chwilę mogliśmy wyobrażać sobie, że jest normalnie. Będę cenić to kurestwo za pojedyncze piękne epizody, za trafienie w pierwszej kolejce Salaha i DCLa, za dobry moment odpalenia dzikiej karty, za bramkę Alissona, takie chwile kruszą normalność sezonu, nie da się zmieścić w głowie tylu historii i pozostać normalnym. Zresztą obwody normalności wbudowano w szkielet szablonowego menedżera FPL bardzo niedbale. Posadź go z innymi podobnymi frikami i zacznie z niedopałków papierosów pokazywać pozycję Dallasa na boisku, wyciągnij go z grupy, posadź samego na kanapie to skłamie, że ma luz i dystans a minutę po ostatnim gwizdku wyjebane na wszystko.

Sezon 2020/2021 w moim przypadku będzie jednym z tych gdzie najczęściej obserwowałem sukcesy innych. Jeżeli istnieje jakaś definicja przeciętności FPL to Kessel Run zbliżył się do niej na wyciągnięcie ręki. Żadnej wybitnie dobrej kolejki. Żadnej równie wybitnie złej. Nawet dłuższe ciągi zielonych strzałek były po prostu poprawne, porządne, jak ładna dziewczyna w okularach czy Nowa Zelandia. Ładne bez skazy sugerującej pazur czy mrok. Z taką przeciętnością kończę sezon poza top10k, ale z dziecinną łatwością wytłumaczę sobie co poszło nie tak. To umiejętność, której menedżer FPL uczy się najszybciej. Nie decyzyjności, szacowania ryzyka czy planowania tylko wymówek. Tyle, że to już nie wada jak narzekanie własne transfery, na grę przeglądarkową, gdzie po pierwszym gwizdku ma się niewiele do powiedzenia, to nie wada tylko często druga skóra. I nie widzę nic w tym złego dopóki bierzemy to na klatę nazywając błędy po prostu błędami. Tak czy inaczej, w niedzielę kończymy przyjaciele. Ostatni gasi światło przynajmniej do sierpnia. Pierwsza kolejka ma zawsze jakiś dyskretny urok Ragnaroku. Starcia bogów. Nastanie wiek szczęku mieczy i toporów, nastanie wiek krwi i zamętu. Ziemia nasyci się krwią tak, że nie będzie mogła wsiąkać, lecz będzie gromadzić się w potworne czerwona jeziora. Taka tępo ciosana obietnica 38 kolejek większych bitew i pomniejszych starć. To czym jest zakończenie sezonu? W którymś momencie kościany drakkar musi dopłynąć do portu. Poobijany, przetrącony, ale gotowy aby wkrótce ponownie postawić żagle. Życzę abyście odpoczęli, zebrali siły a w sierpniu raz jeszcze wyruszyli na Ragnarok. Za to teraz zamieńcie tortury 37 kolejek 20/21 po prostu na wspomnienia. Fortuna i sława są jak odbicie próżności, szaleństwo mija, lecz wspomnienia pozostają. I bywa, że bolą, ale poza bólem często nie widzę innego powodu dla którego gramy.