Za nami przerwa reprezentacyjna. Jak raz nie taka zła. Odpoczęliśmy od piłeczki klubowej, której było ostatnio pierdyliard, złapaliśmy trochę luzu, przestaliśmy przeklinać po pudłach Watkinsów i innych Bamfordów. No ale czas wrócić do żywych lub martwych. Znów będziemy tonąć w naszych marzeniach o zielonych strzałkach. Jak poprawić sobie Wielkanoc?

Wielkanoc, zmartwychwstały Chrystus, święcenie jajek, śmigus-dyngus, Havertz na kapitanie… wróć. A może nie wróć? To be or not to be. Oto jest pytanie.

  • O tym też nie słyszałeś?
  • Bo Ty….
  • Co ja, co ja?
  • Bo FPL… mnie stresuje
  • Kurwa. Grasz w to ósmy sezon i wszystko to jak krew w piach
  • Ta, krew od razu

Ale ostatnio mi idzie. Niespodziewanie nagle wszystko zaczęło się układać. Sześć zielonych strzałek i znów jestem na mieliźnie. Z 750k na 120k. Idziemy dalej! Siłą rozpędu. Sky is the limit.

Co trzeba zrobić? Są trzy drużyny, których zawodników musimy mieć w swoich składach. To Leeds (ah shit, here we go again), sympatyczna Chelsea i Tottenham równie sympatycznego Jose. Ci ostatni grają z Newcastle i na tym w zasadzie wywód mógłby się skończyć. Harry Kane prowadź mnie za rękę. Raj, którego nocą pragniesz. Z kolei The Blyes mają trzy czyste ligowe konta z rzędu. Logika nakazuje brać ich obrońców i oczywiście dziwić się, że akurat seria skończyła się jak nadzieje Kuby Modera na przejęcie pałeczki po Tomaszewskim (ahh zwycięski remis na Wembley tak blisko… <smutna buźka, emotikonka z płaczem>. Azpilicueta (5.9), Ruediger (4.7!) i Alonso (5.7) zapraszają do stołu. Ten ostatni raczej ma skład, bo Chilwell będzie odpoczywał po morderczych pojedynkach z Beresiem. Ofensywa? Ciepłe i bezpieczne kapcie Masona Mounta (7.1) lub próba ataku mniejszym posiadaniem Kaia Havertza (8.2). Ja biorę Niemca. Liczę na podobny występ jak z Evertonem (9 pktów w FPL). Dla szalonych (wizjonerów?) – kapitan Niemiec.

A Leeds Bielsy? Come on, oni grają z Sheffield. Dzielne, choć mało efektowne w tym sezonie szable jadą na pożarcie. Strzelnica. Masakra. Rzeź niewiniątek. Raphinha (5.7, promocja jak na masło w Lidlu), Dallas (5.1, promocja jak na mandarynki w Biedrze), Bamford (6.7) – must have. Czyli wiecie, 1:1 (Roberts – Burke).

Co można zrobić? Zachować zawodników Brighton, których wzięliście (słusznie) na BGW z Newcastle. Wprawdzie Old Trafford brzmi jak misja trudna, ale Mewy wyglądają dobrze w obronie, a Trossard z Manchesterem United w poprzednim meczu obił trzy (!) razy aluminium. Może włączy tryb bestii? A jak nie wierzycie w ferajnę Pottera to czemu nie kapitanować króla Fantasy Bruno Ferandesa siedemnastego? Do gry będzie najpewniej Shaw, który nie grał z Polską (i bardzo dobrze).

Można też np. kapitanować Olliego Watkinsa. Nasz bohater ukuł ostatnio San Marino. To poważna sprawa i da mu kopa do wielkich rzeczy. Poza tym wraca Grealish, a z nim Aston Villa jest o wiele bardziej ekskluzywna. Biedny Scott Parker. Fulham jak świeże powietrze, coraz rzadziej na dworze. Dla goniących opcje z Southampton i liczenie na przełamanie z Burnley. Armstrong (5.5)? Trenuje już Ings (8.4).

Czego nie wolno robić? Na Boga, nie sprzedawajcie Stonesów, Guendoganów, Cancelo i innych asów z Manchesteru City. To pewniacy. Ja wiem, że Leicester, że 5:2 na Etihad, że strusie (pozdrawiam fanów “Testosteronu). Mimo to, nie ma sensu ich wymieniać nawet na obrońców Chelsea czy innych. Potem Polak będzie płakał przy odkupywaniu. Aha, nie wolno też pozbywać się chłopaków Moyesa z West Hamu. Do końca sezonu mają u siebie The Blues i Leicester, a poza tym kosmicznie dobry kalendarz. Cresswelle, Soucki, magiczne Jessie Lingardy. Ależ to będzie chodziło.

PS. Aguero odchodzi. Jakoś tak pusto będzie bez niego. Zieloności i mokrych jajek.