Dzień, w którym zginął narrator.

Stefan co ciśnie. Gaz depnięty do dechy, najwyższy bieg rzęzi jak konający delfin a ekipa bzium ścina kolejny zakręt goniąc szaleńczo Mańka. 83 punkty bez potrojonej opaski, ale z obroną Rudiger, TAA, Reguilon. Maniek broni Harrym x 3, tyle że reszta piłkarzy nie wybiła się ponad przeciętność GW32. Do tego wszystkiego spokój top10 rozpieprzyło dwóch awanturników. Z 14 na 6 wbija Michał Wysocki, a z 13 na 7 Cezary Stańczak. Blogowy Konrad spada ciężko na 8 miejsce, za pierwszą dziesiątką czai się najlepszy Polak w turnieju – Łukasz Kublik, natomiast ex adversarius Mańka popularny Paweł Chmiel jest już wyłącznie wyblakłym wpisem z archiwalnych tekstów  o top10 LMS.

Po raz ostatni ścinamy dziesiątkę uczestników LMS – od następnej kolejki będzie to 6,6 i 5 dusz.

Oto jest dzień, w którym umiera narrator. Drzwi się wydęły i zgasły, nie odróżnisz postaci w cieniach. W huku jak w ogniu jasnym, wtedy krzyk krótki zza ściany, wtedy w podłogę skałą. I ciemność płynie jak z rany sympatycznego, walczącego o wizerunek, niesamowicie przystojnego i zajebistego garreta. Wyrwana z ram turnieju chwila bez istnienia pociąga za sobą również blogowego redaktora Filipa i niedoszłego króla czatu fantasypl, czujnego zawsze niczym elf Dartha. Do pojedynku staje Daria, Uma ją mija z uśmiechem szeptem kradnąc duszę by w następnym piruecie czerwoną nitką niczym struną wypisać na bruku jednym zamaszystym cięciem imiona Kuby, Łukasza, zmechanizowanego Kuby, Karoliny, Wojciecha i Roberta. Dziękuje, doszliście naprawdę daleko.