Home FANTASY PREMIER LEAGUE Jestem więźniem Faraona

Jestem więźniem Faraona

0

Przeżyliśmy razem dziesiątki jak nie setki udanych wypraw, ja i mój egipski przewodnik.

Bardzo często trafiały się spektakularne łupy, mój towarzysz szczególnie upodobał sobie gnębienie szerszeni, przecierałem oczy jak jednocześnie podpalił 5 gniazd bez choćby jednego ukąszenia.
Ten sezon wypraw również bardzo długo obfitował w złoto, zaczęło się od ograbienia kanarków i trwało nieprzerwanie kilka miesięcy, świetna passa. Czy były jakieś wpadki? Owszem, Książe Nilu złapał alergię na lisy.

Pod koniec grudnia mój przyjaciel oświadczył że wyrusza na wyprawę wraz ze swoim kolegą z senegalskiej wioski rywalizować o złoty totem. Bez wahania zapewniłem go że poczekam, nie wyruszę z nikim innym.
Długo wypatrywałem go na ścieżce, niecierpliwiłem się i tęskniłem, morale drużyny mocno ucierpiało podczas jego nieobecności.

Egipcjanin wrócił dopiero niedawno zmęczony i przybity. Mimo iż zapewniał, że jest w świetnej formie to widać było w głębi jego duszy ciemną pustkę.
Dużo kosztowała go ta mordercza wyprawa, ostatnie kilometry tylko się czołgał, już był tak blisko… przechytrzył go kolega Senegalczyk i ostatecznie wyrwał złoty totem chichocząc złowrogo.
To doświadczenie wyryło głęboką rysę w psychice bohatera, nie wiem czy nie przypłacił tego szaleństwem.

Jestem niewolnikiem sentymentów

Teraz siedzimy razem i przygotowujemy się do kolejnego questu, nie ma czasu na odpoczynek. W przeddzień wyprawy trzeba wybrać towarzyszy i zapasy, żeby zapuścić się w daleką dżunglę.
Pada rzęsisty deszcz, nastrój jest grobowy, Momo próbuje motywować i żartować, jednak już pierwszy cel wszystkich przeraża.

Patrzymy na obóz obok w którym dwóch portugalskich diabłów pręży muskuły, przechwalają się jakie łatwe łupy ich czekają, pokazują palcem na nas i śmieją się paskudnie.
Chcą się zakładać że zdobędą lekko dwa razy tyle, są pewni siebie i tylko ta ich niemiecka łajba trochę śmierdzi stęchlizną, mówią coś o bezczeszczeniu świętych i o zgrozo gwałceniu mew.
Prawdopodobnie tak będzie, obłupią się jak szaleni nie biorąc jeńców, jednak nie wybieram się z nimi, na dłuższą metę są męczący szczerząc swoje złote gnijące zęby.

Jestem ofiara swoich wyborów

Naszą podróż zaczniemy najgorzej jak się da, od próby złupienia zimnej i wilgotnej krainy Turf Moor, gdzie tubylcy są zaciekli i waleczni jak mało kto. Nie będzie łatwo, nie będzie miło i możliwe że będziemy krwawić.
Faraon obiecuje, że po pokonaniu Zbójcerzy droga do bogactwa będzie usłana różami, kanarkowa komnata i skarb południowo-amerykańskich piratów. Nie powiem bo działa na wyobraźnie, mój kapitan jest królem motywacji.

Tak łatwo mu zawierzyć, znowu ruszamy razem. Nie jest to najłatwiejsza droga, może trzeba było wybrać portugalski kurs, ale czasu już nie cofniemy, teraz zostaje tylko dobrze wybrać załogę i przetrwać pierwszą bitwę.
Wchodzimy w najciemniejszy las…