Świat napiętnowany marzeniami

Zbiorowy umysł FPL jest świetny w wizualizacji swoich marzeń. Wizje są tak rzeczywiste, że przed kolejką pewne zjawiska staja się masowe. Pierwsze punkty Vardiego od GW28 powodują masowe ruchy Kane-Vardy. Trent wszedł do szablonu, mimo że obrona Liverpoolu na odpowiednim poziomie zagrała tylko z Arsenalem.
Jednocześnie zbiorowy umysł FPL zignoruje serię punktów Wooda, czy Pereiry. Spisze na straty regularnego Watkinsa. Zignoruje ruch Martinez-Johnstone.

Jedenastka GW33:

Illan Meslier:
3+2 punkty z ful-SHU
4+5+7 punktów z mci-LIV-MUN
czyli forma Leeds w pigułce. Nie cenię wysoko Francuza, ale trzeba mu oddać że z Manchesterem wyglądał bardzo pewnie, rządził na przedpolu i wyciągnął najgroźniejszy strzał Rashforda z rzutu wolnego. Meslier nabił już 143 punkty, co jest drugim wynikiem w FPL. Nie zalicza tak wybitnych wyników jak Martinez, ale nadrabia liczbą obron. Jeżeli wieże coś przeoczą i w przyszłym sezonie będzie też dostępny za 4.5, to od niego zacznę budowanie składu.

Luke Shaw – w meczu z Leeds miał więcej swobody niż w poprzednich meczach i pokazał, że forma wciąż się utrzymuje. 5 sytuacji stworzonych (xA 0.35), 11 dośrodkowań i stała pozycja na połowie przeciwnika. Gdyby miał rasowego napastnika typu Cavaniego w polu karnym, mogło to się skończyć dwucyfrówką. Ostatnio było trochę wątpliwości, ale mając Shawa można nim grać spokojnie do końca sezonu.

Ben Chilwell – zaliczył asystę do Wernera, co jest unikalnym osiągnięciem. Jego najlepszy mecz za kadencji Tuchela. 3 sytuacje stworzone, ale przede wszystkim wysokie ustawienie na boisku, gdzie pokazywał się na pozycji skrzydłowego, uczestniczącego w wysokim pressingu.

Seamus Coleman – mini-powrót do przeszłości, kiedy był regularnym kozakiem w FPL. Wracając po kontuzji zaliczył 4 kolejne mecze z punktami (z Tottenhamem asysta z ławki). Liczby nie są potężne, średnio 2 kluczowe podania na mecz, ale również dzięki pracy w obronie łapie się wysoko w punktach bonusowych. Za 4.8 to ciekawa nisza do końca sezonu, przy kalendarzu AVL-whu-SHU-WOL-mci i zaległym meczu wyjazdowym z Aston Villą. Byle zdrowie dopisało do wychodzenia w podstawowej jedenastce w każdym meczu.

Timothy Castagne – Lisy są kulawe w obronie, ale Belg niweluje ten efekt grając na wysokości skrzydłowego, który partneruje napastnikom w polu karnym przeciwnika. Castagne po kontuzjach wrócił do formy z początku sezonu i od statusu must-have oddziela go tylko jakość kolegów z obrony.

Pascal Struijk – nietypowo wyróżnię kogoś innego z defensywy Leicester niż Dallas. Holender zagrał bardzo dobre spotkanie z największą w drużynie liczbą CBI (7) i 100% udanych wślizgów (4). Sympatyczne uzupełnienie ławek za 4.0. Od GW15 opuścił 2 spotkania (oba bez CS) i raz, z City wszedł z ławki w przerwie.

Matheus Pereira – po GW30 można było kupić fenomenalnego wtedy Jotę. Za 1.5mln mniej dostępny był klejnot ostatnich GW, pobłyskujący ze strefy spadkowej. Poza wykorzystanym karnym zaliczył 3 strzały spoza pola karnego i stworzył 3 sytuacje (1 dużą). Kalendarz do końca sezonu wygląda dla zawodników ofensywnych lepiej, niż kolorują go wieże w FPL: WOL-ars-LIV-WHU-lee to nie są defensywy na tyle żelazne, żeby zakładać czarne scenariusze. Większym wyzwaniem będzie przewalczenie w sobie naturalnego odruchu odrzucającego piłkarzy drużyn spadających z Premier League.

Mohammed Salah – sportowo zawiódł, bo powinien z 6 strzałów wyciągnąć więcej, ale w FPL wraca na półkę pt. „bezpieczna opaska”. Jednocześnie składów bez Salaha jest na tyle dużo, że czuje się jego opaskę w OR. Wciąż bez dwucyfrówki, ale wisi ona w powietrzu i jeszcze w tym sezonie ją spotkamy.

Chris Wood – regularne punkty od GW27 zwieńczone wybuchem z Wilkami. 6 strzałów, 2 dwustuprocentowe sytuacje, 2 szanse stworzone. Burnley ładuje 4 bramki, a na horyzoncie ma mecze z potencjałem: WHU-ful-LEE-LIV-shu. Mamy więc formę, niezły kalendarz i serię punktową, co tworzy z Chrisa Wooda must have do końca sezonu. Problem w tym, że i tak prawie nikt go nie kupi, na co łatwo będzie znaleźć wytłumaczenia pt. „swoje już dał”, „nie grają już o nic”, „Burnley gra defensywnie”.

Strzały Wooda:

Kelechi Iheanacho – życiowa forma, na jego plecach Lisy wchodzą do LM. 2 strzały i jednocześnie 4 szanse stworzone. Gol z niemożliwej pozycji. Niszowy(?) kapitan na GW34 dla tych, którzy zdążyli pozbyć się Kane’a.

Na mapce Kelechi grający jednocześnie w ataku i na pozycji Maddisona:

Ollie Watkins – abstrahując od fantasy asysty, Watkins znowu pokarał sprzedających będąc przeciwieństwem Bamforda. W ostatnich 6 meczach 5 razy udało się nabić więcej niż wyjściowe 2 punkty. Z West Bromwich bardzo aktywny: 14 kontaktów w polu karnym. Tylko 3 strzały, ale z niezłych pozycji nabijając xG 0.41. Kto ma ten trzyma przynajmniej do DGW, wrażliwi niech nie patrzą na wrażenia artystyczne.

Antyjedenastka GW33:

Bernd Leno – najpierw posiadacze byli wkurzeni, że nie grał, teraz mogą być wkurzeni że gra. Samobój dużo poważniejszy niż np. zeszłotygodniowy błąd Fabiańskiego. Jest to dla mnie niepojęte, że w Arsenalu przez kilka lat najpierw widzieli Martineza na treningach, potem widzieli jak ratował im końcówkę sezonu, a i tak postawili na Leno oddając Martineza do bezpośredniej ligowej konkurencji, która prawdopodobnie przeskoczy ich w tabeli. Przy takim pionie sportowym i zarządzającym nie pomogłoby nawet 180mln z superligi.

Conor Coady, Willy Boly, Romain Saiss – wszyscy obrońcy Wilków zagrali fatalne spotkanie, Boly i Saiss pudrowali swoje błędy statystykami wybić i odbiorów. Coady w tej całej nawałnicy zaliczył skromne przejście obok meczu z dwukrotnie mniejszą niż u kolegów liczbą interwencji. Obrona Wilków pięknie skusiła menedżerów nabijając dwa dość pewne czyste konta, by w trzecim podejściu utopić posiadaczy w szambie.

Trent Alexander-Arnold – nie byłem przekonany do jego zakupu, ale uwiodła mnie seria punktowa, nijakość Newcastle i siła ofensywna jaką Liverpool miał do uwolnienia będąc wolnym od Ligi Mistrzów. Defensywa Liverpoolu w końcówce przypomniała o swoich wszystkich największych wadach. W ostatnich 10 minutach meczu dotychczas przyzwoita postawa (nawet Kabaka!) przestała mieć logiczną kontynuację. Kto ma Trenta, ten przetrzyma go do końca sezonu, ale patrząc na przeciwników już widzę zabójczy kwartet Ings-Pereira-Wood-Zaha, który konsekwentnie zdejmuje wszystkie dostępne CS-y.

Diogo Jota – są w FPL łatwe wybory, ale nie ma łatwych punktów. Jota po meczu z Arsenalem dawał wątpliwości tylko pod względem minut. 3 razy z rzędu dostał w lidze miejsce w podstawowej jedenastce i zamienił się w nowe wcielenie Wernera, czy Maupay’a. Można się zżymać, że partnerzy nie wystawiali mu na pustą bramkę, ale same sytuacje które miał Portugalczyk powinny dać 3-4 zwroty punktowe. Gdyby pewny był rozkład DGW, teraz mógłby być niezły moment na utylizację Joty.

Swoją drogą spotkanie z Newcastle pokazało znaczną różnicę w ofensywie między Liverpoolem a City. Wśród Obywateli Pep wypracował system, w którym zawodnicy szukają się nawzajem, żeby najlepiej zakończyć akcję strzałem do pustej bramki. Ewentualne marudy typu Sterling są czasowo odsuwane od ważniejszych meczów, ale wciąż utrzymuje je się „pod prądem”. W Liverpoolu mamy 3 gości, co do których po kolejnym pudle zastanawiam się czemu nie wystawili koledze na pustą. Jednocześnie nie posadzisz ich na ławce częściej, bo zmiennicy są poniżej poziomu przyzwoitości. Kiedyś się z takich twierdzeń śmiałem, ale w wywiadach z byłymi napastnikami przewija się czasem temat podświadomego kombinowania o korzyściach indywidualnych, gdy drużyna prowadzi. Liverpool mistrzem mógł zostać raz, ale według mnie nie ma tam teraz klimatu szatni na regularną grę z poziomu punktowego Manchesteru City. Bez rewolucji nie tylko ten sezon może być pozbawiony LM.

Bruno Fernandes – kopia niedawnych perypetii z Salahem. Bruno w ostatnich meczach grał dobrze, ale nie pod FPL, szukając asyst drugiego stopnia. Teraz bez Pogby wykręcił liczby „jak dawnej”, ale skończyło się na statystykach. 5 strzałów i 2 stworzone okazje nie wystarczyły. To piąty z rzędu blank i problem w składzie. Sytuację komplikuje możliwy DGW, przez co łatwa podmianka np. na Sona, czy KDB jest ryzykowna. Jedyna sensowna porada, to omijać go jako opcję na kapitana.

James Maddison – widziałem go w kilku składach jako różnicę. W przeciwieństwie do Vardiego nie dawał jednak większych nadziei. 3 strzały (1 z pola karnego) i 1 szansa stworzona. Jego rolę przejął Kelechi, przy czym jednocześnie Nigeryjczyk odgrywał na drugi etat swoją rolę w ataku. Maddison grał w fazie ataku głębiej niż np. Castagne i nic nie zapowiada nagłego przebudzenia w następnych spotkaniach.

Patrick Bamford – 0 strzałów, 1 kontakt w polu karnym, 2 sytuacje stworzone. Od GW24 Bamford zdobył dwie bramki i ciężko znaleźć coś na jego obronę, nawet mimo poprawiającego się kalendarza. Leeds cierpi na brak Raphinhi, który napędzał wiatr i statystyki z przodu. Bez niego coraz częściej rozegranie polega na długiej piłce na osamotnionego Anglika, który jak już wygra pojedynek z dwoma przeciwnikami to może co najwyżej wycofać do boku na ruszającego Heldera Costę, czy Tylera Robertsa. Na koniec sezonu Leeds obrywa za wąską kadrę, brak zmienników i plagę kontuzji.

Dominic Calvert-Lewin – wspominało się o nim jako o opcji na końcówkę, ale na razie nie przekonał. 1 strzał, 2 kontakty w polu karnym, 0 szans stworzonych. Everton to ciekawa drużyna: niby wskoczyli na wschodzącą falę, walczą o TOP4, mają fajny kalendarz i DGW. Jednocześnie nikt z ofensywy nie daje w tym momencie pół argumentu uzasadniającego transfer.

Jamie Vardy – w statystykach tylko 3 strzały, powinno być ich przynajmniej dwa razy tyle. Mecz z kolejny raz zmarnowanym potencjałem wyśmiał każdego, kto zszedł z (jednak) zdrowego Kane na Vardiego. Czy trzeba robić transfer powrotny? Teoria mówi, że tak. Praktyka szukania różnic poparta obserwacją EFL Cup podpowiada mi kontrowersyjne zdanie, ze Vardy spłaci się z Southampton bardziej niż Kane z Sheffield. Kiedyś musi, może w momencie największego potencjału na trollowanie.