Demolition derby.

Czekają w blokach startowych. Rozgrzewają opony. Szczerzą zęby. Gotowi do pełnego fermentu i bólu zderzenia z rzeczywistością. Ale jednocześnie pełni nadziei i wiary, że nastąpi to jak najpóźniej. Zapalają się światła, silniki uruchomione, zielone i ruszyli. Świetny start pojazdów oznaczonych numerami 1, 2 i 17. Zwłaszcza wyskok z boksu tego dalszego numeru, błękitnego Chevroleta z zespołu Graham Potter i przyjaciele sprawił dużą niespodziankę, gdy z impetem władował się w tyłek żółto-czarnego rzęcha z logiem Watfordu na masce. Zniszczenie, pożoga, którą się zachwycaliśmy, bo dzień wcześniej obstawiliśmy właściwe numerki, słusznych kierowców oraz najlepsze ekipy.

Ale pierwsze chwile chwały minęły, i po kilku sekundach ze łzami w oczach obserwowaliśmy niezwykłe uderzenie w ścianę Bentleya o ognistym, czerwonym ubarwieniu z arabskimi zwrotami, przy próbie staranowania skrytego z boku auta w biało-czerwonym kolorze. Patrzymy, a za kółkiem tego zniszczonego siedzi nasz faworyt. Mohamed Salah.

FPL jak mało co uczy pokory, i szacunku do każdego, nawet najmniejszego sukcesu. Jeszcze tydzień temu obserwowaliśmy lamentujących z powodu ich 75 punktów, inni z 83 wspominali, że w sumie to poszło im bardzo średnio. Wszyscy powyżej 95 siedzieli jak królowie, spijając śmietankę z kielichów triumfu. Po dzisiejszych i wczorajszych meczach większość z nas leży w rynsztoku walcząc o skórkę od banana albo kromkę sczerstwiałego chleba. Podwojony w obronie Liverpool jest poronionym pomysłem, wie o tym nawet Rashid z Hurghady, typowy janusz FPL. Posiadanie Pukkiego (już za 6.7, osławiony pociąg odjechał), Digne, Mane, Lundstrama (kolejny Wan-Bissaka?) czy KDB dawało tylko wyrównanie średniej, posiadanie przynajmniej dwóch z nich pozwala odjechać. Można rzec, że co wieże dały w GW1, teraz zabrały i wyszliśmy na zero. Ale tak nie myślimy i opieprzamy Sterlinga za ledwie 6 punktów, który grał z Tottenhamem. Jeszcze mocniejszych słów używamy względem obrony Kloppa, ale akurat tutaj jest zezwolenie na przeklinanie. Nawet Auba oberwał za to, że po pierwszej połowie nie miał dubletu.

Niemniej nie zrażajmy się, to dopiero początek, szablon zaczyna się kształtować, zaraz odpalimy dzikie karty ruszając może nie tyle w pościg, co po prostu trzymanie dystansu. A jeśli nie dzikie karty, to użyjemy kilku transferów, może nawet ktoś zrobi hita. Kupimy szablon i nie będziemy tracić dystansu do czołówki, ledwie jedna czy dwie różnice będą ciągnąć ten skład węgla i papy w górę OR. Taka taktyka przyniosła mi po słabym początku poprzedniego sezonu, w którym dopiero po GW7 wygrzebałem się z miliona w OR, awans w GW38 tuż za 10k. Obecnie siedzę w okolicach 500k, ale zawsze mogło być gorzej. Bądź lepiej. Liczmy, że Pan Salah i jego Bentley ruszy i będzie odważnie taranować kolejne przeszkody. Peace!