Labirynt.

Już wiem, że Fantasy Premier League to labirynt. Jest początek, mosiężna tabliczka GW1, a we wciśniętej w dłoń na starcie, pożółkłej instrukcji, anonimowi autorzy sugerują istnienie końca. Przez system korytarzy, od najprostszych do coraz bardziej skomplikowanych, różnice poziomów i schody abstrakcji mają wdrażać menedżera w zasady poprawnego myślenia. Snuje się tedy nieszczęsny gracz popychany przez preceptorów korytarzami indukcji i dedukcji, nieprzytomnym okiem szuka wskazówek. I tu zaczynają się schody. W głębokich ciemnościach szuka po nagich i zimnych ścianach chociażby nici Ariadny. Kreśli dłońmi abstrakcyjne kształty za wyimaginowaną wskazówką. Na zdartych kolanach maca marmurową posadzkę szukając pułapek. Przy pomocy ostatniej zapałki próbuje odczytać nabazgrane czerwoną farbą hieroglify. Wszystko na próżno, kiedy powietrze robi się ciężkie i stęchłe, a początek dawno przepadł w mroku.

Reguły labiryntu dają szczurowi punkty za trafione wybory. Nazwijmy je opaskami. A co jeżeli przez siedem mijanych skrzyżowań trafisz tylko jedną? Czy padniesz na kolana bluźniąc do bogów, czy pójdziesz dalej? Ci pierwsi złorzecząc tracą zmysły, aż w końcu zamieniają się bezmyślne zombie. Drepczące w miejscu, kręcące się w kółko, czy trzymające kurczowo ścianę. Zastygnięte słupy soli. Animatroniczne kukiełki. Co z tego skoro niektórzy z nich zajdą w taki sposób dalej niż ty. Przy wyłączonych zmysłach i wyrytym w sercu ostatnim prawdziwym wyborem. Po jakimś czasie zaczynasz rozumieć pierwsze wskazówki. Hieroglify nie są już ciągiem abstrakcyjnych figur tylko pojedynczymi literami. Szkoda, że ułożone w odpowiedniej kolejności tworzą zdanie – ty, który wchodzisz, żegnaj się z nadzieją. Uparcie idziesz przed siebie, a kolejne wskazówki nareszcie prawidłowo podpowiadają kolejne zakręty. Dostajesz punkty za czyste konta, za bramki i asysty. Zawsze jednak minie cię ktoś inny. Zawsze jest większa ryba. Oczarowana i zmyślona wyobraźnia wytwarza złudne plany, wskazówki mają swoje nazwy, nazwiska, a nocami samotny na rozdrożu labiryntu tworzysz nowe i urojone kombinacje. Te kuszenia nocy jesiennych zaczynają się niewinnie, od chęci skrócenia sobie drogi przez drobnego hita za minus 4, użycia nie zwykłego ale szybszego przejścia. Powstają ponętne kombinacje, przecięcia zawiłej wędrówki jakąś nie wypróbowaną przecznicą. A wtedy, ta kurwa Pep Guardiola zostawia na ławce Aguero, z czerwoną kartką wylatuje Aurier, Tammy Abraham marnuje 4 setki z rzędu a nagle każdy dookoła ma przechuja Vardy’ego!

I kiedy wrzeszcząc nie możesz już złapać tchu, przypominasz sobie dlaczego w ogóle tutaj wszedłeś. Bo tylko takie labirynty są coś warte, w których można się zgubić.