Unagi!

Unagi to stan pełnej świadomości. Tylko przez osiągnięcie prawdziwego unagi możesz być przygotowany na wszystko co się stanie. Żaden atak, żadne niebezpieczeństwo, nic złego nie może cię zaskoczyć. Niestety, pomimo najszczerszych chęci, zamykając odpaloną w trakcie przerwy dziką kartą, jestem miliony lat świetlnych od prawdziwego unagi. Dzika karta to Arnold Schwarzenegger FPL. Terminator. Conan. Pułkownik Matrix. Broń ostatecznej zagłady, która odpalona we właściwym czasie robi za doładowanie nitro z Fast and Furious. Tyle oklepanej teorii albowiem w praktyce dzika karta to co najwyżej zabezpieczenie składu na następny miesiąc. Może nawet dwa. To taki kondom, która ma nas chronić przed niespodzianką. Dasz mi to, co masz, a o czym jeszcze nie wiesz. Dlatego poprawnie ułożony dzikus powinien w zasadzie być nudny, szablonowy i przewidywalny. Jak redaktor niszowego bloga w pewnym wieku. Tak właśnie widzę moją jedenastkę do końca roku. I stąd w składzie mam Aguero, Hazarda, Salaha, Arnautovica, Richarlisona i Alonso, a jedynym polem do manewru będzie 4 slot z Martialem, który ew. zastąpiony Patersonem lub Brooksem da hajs na lepszego czwartego obrońcę, czyt. Digne. Albo i nie. Całe WC układałem z siedem minut a niezbędną analizę ograniczyłem do  trudnego wyboru pomiędzy Kayalem a Camarasą. Tak jakby ten piąty slot pomocy miał w grze jakieś znaczenie. Siedem pieprzonych minut. Nie żebym był super kozakiem FPL, tak po prawdzie, dzika karta jest teraz prostym ruchem, wszystkie atuty leżą na stole a niewiadomych przed GW13, a nawet do końca roku, mamy naprawdę bardzo niewiele.

To przypuszczalnie dobry momentem na dziką kartę. Nigdy nie brałem jej tak późno, ale tym razem widzę sens czekania do końca. Piłkarze grać będą bez przerwy do marca 2019 r., pod koniec roku przyda się ławka a Salah w składzie jest bezpieczną lokatą, którą w każdej chwili można wymienić na tańszego pomocnika premium. Nie jestem tylko specjalnie zajarany swoimi wyborami.  Nie czuję się panem i władcą mojego składu. Dzika karta powinna dawać szczęście, być złotą koroną nałożoną przez czarne wieże na nasze umęczone skronie i spływać gorącym strumieniem endorfin aż do gasnącego serca. Tymczasem emocje w listopadzie stygną, tracę ciepło i nawet sezon promuje bezpieczeństwo ponad ryzyko. Od linii obrony aż po opaskę. I dlatego zazdroszczę każdemu kto do składu WC wciśnie takich grajków jak Sane, Alli, Lacazette, Siggy, Aldi, Walker lub nawet Kane. Typów z potencjałem na punkty, ale chwilowo drugiej świeżości. Klepiąc to WC zastanawiałem się co nam umyka? Czy w tle rośnie jakaś różnica, która da tyle punktów co na przykład Martial przed zakończoną przerwą? Po cichu typuję dwóch piłkarzy: Davida Silvę i Harrego Kane’a. Pierwszy wydaje się stealem za 8.6 mln, drugi jest przebrzmiałym symbolem minionego sezonu. Wydaje się, że czasy jego świetności minęły a 12.4 mln za napastnika, który spacerkiem przeszedł obok spotkania z Cardiff, to za dużo, ale FPL w swojej strukturze przypomina pudełko czekoladek. Za Forrestem Gumpem, nigdy nie wiesz, na co trafisz, ale również każdy smak ma swoje miejsce. Każdy wybór oparty na jakości prędzej czy później w FPL trafi do odpowiedniego slotu, i pytanie brzmi co wtedy zrobisz? Przygarniesz punkty pierwszy przed masami czy je pospiesznie zaczniesz gonić?

Pierwszy sezon poza TOP10k. Czas na rewanż!