Te o kodowaniu szablonu.

Roku 216  p.n.e. sprzyjający rzymskiej wilczycy bogowie zaspali. Zabrakło cudów i znaków, które przepowiedziałyby klęskę Rzymian pod Kannami; kapłani przeoczyli narodziny dwugłowego cielaka, Westalki zignorowały trzeci cycek żony rzeźnika a maszerujące ubitymi drogami Apulii rzymskie legiony zbagatelizowały mijany w przydrożnej, porzuconej świątyni, pochylony posąg Marsa. I tak, pozbawionych boskiej opieki ponad 40 tysięcy legionistów, i tyle samo ich lekkozbrojnych sprzymierzeńców, wciągnął w pułapkę i niemal wyrżnął do nogi Hannibal. Po bitwie zmęczony generał spoczął przy po kłutym rzymskimi oszczepami, zakrwawionym cielsku słonia. Gdzie okiem sięgnąć zalegały stosy pociętych szerokimi sztyletami Rzymian, połamane znaki kohort i symbole legionów. Głośni i pijani mordem Kartagińczycy dobijali włóczniami rannych, obdzierali centurionów z pancerzy, pierścieni, czegokolwiek co afrykańscy wojownicy mogli oddać ciągnącym za armią dziwkom. Przy stratach dwukrotnie liczniejszej armii Rzymian po stronie Hannibala poległo zaledwie 7 tysięcy lekkozbrojnych Iberów i Galów. To tylko skutki decyzji, które podejmujemy – myślał stary wódz. Rozmyślał by dłużej gdyby nie głośne krzyki błagających o litość pojmanych żołnierzy; wysikał się i wrócił do obozu.

Kodowanie szablonu FPL to wspólne dzieło zbiorowej świadomości menedżerów. Coraz liczniejszych i lepiej zorientowanych. To najczęściej te same nazwiska, te same statystyki i niemal identyczne wnioski podejmowane w różnych miejscach świata. Szablon jest językiem uniwersalnym FPL. Szablon czyni nas mocniejszymi, niczym legiony rzymskie wydaje się niezwyciężony, niepokonany, zapewnia bezpieczeństwo i Pax Romana. Raz na jakiś czas szablon przegrywa pod Kannami, ale podobnie jak starożytny Rzym, albo marvelowska Hydra, wypluwa nową głowę, rządzi i dzieli tabelami FPL. Po pierwszych meczach 34 kolejki  szablon zawodził, dopiero wczoraj morale i średnia skoczyły w górę kiedy punkty dali Kane, Sonaldo i Gross. OR drgnęło nieśmiało jak penis starca a na fora FPL wylał się przedwczesny entuzjazm. Prawdopodobnie przedwczesny, bo wystarczy, że potwierdzą się dzisiaj plotki o karnej absencji Pogby, Sancheza, Herrery i Maty aby popularne, szablonowe, ale i zarazem często niszowe, wybory dały góra punkt. Albo dwa. Wystarczy, że Manchester United straci czyste konto a Lukaku ponownie zagra za 2 punkty, aby duże nadzieje zostały brutalnie zaorane przez rzeczywistość FPL. A ta rzeczywistość regularnie rzeza szablon. Regularnie, ale nie przecież nie aż tak często. Nie bez powodu gramy najpopularniejszymi zawodnikami. Jakość > forma. To ważne hasło. A czy forma jest ważniejsza od jakości to inna sprawa. Nie bez powodu największe skoki w OR notują ekipy, których piłkarze nieoczekiwanie przełamują złą passę. Tak jak wczoraj Gross, wcześniej Murray a wciąż grube punkty dać mogą Mahrez, Willian lub Azpi.

Dokładnie ten sam mechanizm zagraża nadciągającemu BGW35. Koniec sezonu Aguero, kalendarz i ostatnie punkty MCI, power metal Kloppa, oraz forma Zahy samo napędzają nowy szablon. Ruszyły potężne zębatki, blogerzy odkrywają statsy Jesusa lub fixy Crystal Palace. Pachnący nowością szablon zmierzy się z rotacjami Kloppa i Guardioli, z niespodziewanymi kontuzjami, sraczką Rooneya czy korkiem Zoumy. Szablon jak żelazny lewiatan przeć będzie do końca sezonu znacząc przebyty szlak śluzem i ominiętymi punktami różnic. Z punktu widzenia czterech rozegranych sezonów gwarantuję, że takie monstrum jest bezpieczniejszym i groźniejszym wyborem niż kolorowa, hałaśliwa jedenastka różnic. Nawet na końcu sezonu. Jedynym błędem każdego menedżera, siedzącego okrakiem na takiej bestii, jest postawienie na złego piłkarza. Na zły duet, na złą opaskę, na złą różnicę. To banał, ale po deadlajnie GW nic już od Was nie zależy. A przeklinając DGW34 dość szybko o tym zapomnieliśmy.

 

 

Pierwszy sezon poza TOP10k. Czas na rewanż!