Te o duszy.

Za co sprzedałbyś duszę? Pierwsze myśli są altruistyczne. Powszechny dobrobyt; brak wojen albo może zdrowie najbliższych. Chwilę później lądujemy na twardym gruncie codzienności i już całkowicie na trzeźwo, zdroworozsądkowo i zgodnie z kanonami XXI wieku myślimy o sobie. Za co? W jednym z klasycznych opowiadań Sheckleya, do pewnego jegomościa przychodzi dobrze ubrany domokrążca. Dżin, szatan, ktokolwiek obdarzony mocą obdarowywania proponuje bohaterowi spełnienie trzech życzeń. Pod jednym warunkiem – jego największy wróg dostanie dwa razy tyle. Stąd kiedy nasz chwat woła o milion dolarów, ktoś inny mu wrogi otrzymuje dwa miliony papierów. Uszczęśliwiony na siłę bohater w końcu odnalazł rozwiązanie. Zażyczył sobie poznać piękną kobietę o ogromnym, acz do ogarnięcia, apetycie seksualnym. W świecie fantasy premier league, deal taki wyglądałby jak z góry stracona sprawa. Prosząc o setkę punktów w BGW31 Gruwwa dostałby ich dwieście, a wszelkie kombinacje z czerwonymi kartkami i kontuzjami osłabiłyby również i moją drużynę. Łatwiejsze wydają się bezwarunkowe transakcje stąd powrót do pierwotnego pytania. Za co sprzedałbyś duszę? L.C. Soothe opchnął ją za talent. Przeklęty przez diabła bluesman został legendą, ale jego karierę zakończył Ku Klux Klan wieszając muzyka na drzewie przy Devil’s Crossing. Sto lat wcześniej własną duszę przehandlował Paganini przez co arcybiskup Nicei, a także sam papież, odmówili mu pochówku na chrześcijańskim cmentarzu. Zresztą spróbujcie sami grać przez trzy oktawy na czterech strunach, czy pizzicato lewą ręką, a ciemnego władcę wzywać będziecie po każdej nieudanej próbie.

Czy sprzedałbyś duszę za wygranie FPL? Niejeden tak. Jestem pewien. Tymczasem rano zajarzyłem, że  właściwie nie mam pojęcia co dają za pierwsze miejsce a przecież raz, na koniec sezonu, dzieliło mnie od niego tylko 755 innych drużyn. Na ile wieże wyceniły nasz wkurw powszedni, hejt i mount everest frustracji? Góra złota, tropikalna wyspa, sponsorowana wizyta w siedzibie Lucasfilm, zimne piwo z George R.R. Martinem…. niżej bym nie schodził. Jak sięgam pamięcią nie kojarzę aby poprzedni zwycięzcy brylowali w mediach spijając celebrycką śmietankę. Na próżno szukać ich autobiografii czy chociaż niezależnych dokumentów na Netflixie. A przecież ci goście poznali tajemnice FPL. Rozszyfrowali równania, pokonali wieże i symbolicznie przeszli do innego wymiaru auto świadomości. Wyrwany nocą ze snu redaktor FPL powinien recytować nazwiska wybrańców. A tu nic. Brak ich kultu tłumaczy wyłącznie definicja idei wież FPL. Bytów złych z natury, mściwych i przebiegłych. Tworów, które zwycięzców FPL bardziej niż symbolicznie przenoszą gdzie indziej a w najgorszym wypadku każą grać następny sezon.

 

 

Pierwszy sezon poza TOP10k. Czas na rewanż!