Krótka historia o tym jak spieprzyłem sobie sezon.

Chwilę mnie nie było. Pomyślałem że napiszę gwoli wyjaśnienia, co tak naprawdę się stało. Bardziej dla siebie, bo wy pewnie macie teraz Wildcard Fever i już nie możecie się doczekać kolejki. Ja mam zwykły fever z powodu przeziębienia.

Popełniłem błąd, który może nie przekreśla mojego sezonu całkowicie (choć wg mnie nie ma już czego ratować) aczkolwiek spowodował tak głęboką frustrację i wkurwienie, że odechciało mi się zajmowania FPL-em.

A było to tak. Odpaliłem free hit na DGW32. Miałem w czwartek super team z Bernardo, a w piątek równie dobry z Luizem. Za długo kombinowałem, wymyślałem, rozkminiłem. Stworzyłem jeszcze więcej opcji i tuż przed deadlinem zamiast w sobotę skupić się na zajęciach w szkole, kombinowałem dalej.

Luiza brać czy Milo? Zrobić tak jak w Drużynie Bloga, czy jednak zrobić małą zmianę? W końcu po rozmowie z redaktorem GRUWWA zdecydowałem się na Milo i bycie spójnym ze sobą, z drużyną bloga, ale w tym samym momencie coś tam sobie notowałem z zajęć i otwarta (od dłuższego czasu) drużyna w przeglądarce została w wersji sprzed jakiejś godziny.

Myślę sobie: Chuj. Szkoda trochę Milo, ale jest Luiz. Jakoś to będzie. Zobaczymy.

Wchodzę na przerwie między zajęciami na drużynę, a tam kurwa co?! McDonald z Camarasą zamiast Luiza i Jimeneza! Ja pierdolę!

Sorry, ale dawno się tak zajebiście nie wkurwiłem. Przecież to szkolny błąd. Nie robi się takich rzeczy, a na pewno nie robi tego gość, który poważnie traktuje temat FPL-a. Nieustawienie właściwe składu. Noż kurwa!

Moi rezerwowi próbowali mnie co prawda ratować… Camarasa dał z siebie wszystko (dzięki Victor), Jimenez z Lapo też starali się mnie pocieszać (przynajmniej w pierwszej serii gier), ale finalnie pozostawione 30 punktów na ławce (i efektywna strata 18 pkt) bardzo mnie zabolały. Doszedłem do wniosku, że za bardzo się przejmuję. Że mając masę innych problemów, robotę, rodzinę, weekendowo szkołę i dodatkowe projekty zawodowe, które sam sobie wziąłem na głowę, potrzebuję przerwy. Potrzebuję też przerwy od FPL-a.

Pomyślałem sobie, że to wszystko nie jest tego przecież warte. Na pewno nie jest warte tych złych emocji. Nie jest warte czasu, który powinniśmy spędzać z bliskimi i rodziną (póki jeszcze są). Nie jest to warte naszego zdrowia. Fizycznego, a szczególnie psychicznego.

Można się bawić, ale bez odpowiedniego podejścia do tej gry, po prostu się nie da. Ja przynajmniej nie umiem. Kiedy coś robię, to staram się to robić najlepiej jak potrafię. Zaprząta to moją głowę i zawsze się przejmuję. A jak mi to nie wychodzi, to mnie to wkurwia.

Fajnie, że jest ten blog. Kiedyś dawno temu, pisałem swojego bloga. Bez żadnych ram, po prostu wylewałem na nim anonimowo wszystkie swoje przemyślenia czy frustracje. Teraz starałem się tego nie robić, bo piszemy przecież o czymś, na konkretny temat. Teraz jednak zrobiłem wyjątek. Napisanie o złych emocjach bardzo pomaga. To taka forma darmowej terapii. Można z siebie to wszystko wyrzucić, wyrzygać, tak żeby nie toczyło nas od środka. Potem od razu potem człowiekowi lepiej. Już dawno to napisałem, po prostu dziś wrzuciłem. Już długo po fakcie.

Teraz już jestem spokojny. Nadal mam zapierdol, jestem chory, ale przynajmniej przestałem się tak bardzo przejmować FPL. Będzie jak będzie i tak nie mam na to wpływu.

Przedwczoraj zjebany po robocie, jak koń po westernie (i do tego przeziębiony), zasnąłem w połowie meczu Ligi Mistrzów. Normalnie mi się to nie zdarza. Tak to mniej więcej wygląda.

Nie mam kiedy na luzie z piwerkiem w ręku obejrzeć sobie meczów PL na 3 ekranach, a przede mnie kolejny zajebiście ciężki miesiąc, który skończy się dopiero rodzinnym wyjazdem na urlop pod koniec maja, więc kiedy wy będziecie pili piwko na podczas GW38, jak będę walczył z innymi tematami na drugim końcu świata i może uda mi się sprawdzić wyniki.

Ogromnie się cieszę, że kolega Rataj będzie pisał Drużyną Bloga do końca sezonu, bo jest do niej wręcz stworzony (a ona dla niego). Pisałem o tym już wcześniej, żeby taką zmianę zrobić (mam na to screeny z messengera) i fajnie, że GRUWWA tak zdecydował. Ja może też coś jeszcze napiszę od siebie, jak tylko znajdę czas, ale nie obiecuję, także wybaczcie.

Ja swój sezon dog(o)rywam do końca, choć bez większych nadziei. Jestem jak taki kolarz co uczestniczył w kraksie i pogrzebał swoje szanse na zwycięstwo, ale jedzie dalej. Dobrze że chociaż koledzy z redakcji trzymają poziom z widokami na dobre miejsca OR.

Ja życzę zarówno im, jak i Wam życzę udanych dzikich kart, zielonych strzałek i odporności psychicznej, bo ta gra naprawdę potrafi dać kurwa w kość!

Pozdro!