Uma tnie równo.

Pośród biesiadującej elity bez zmian.

My – dzieci dekadentów
Córki, synowie rozpusty
Alkohol mamy od zawsze we krwi
Rozum genetycznie struty
Raczej nie życzymy nikomu źle
Raczej nikomu dobrze
Raczej siedzimy na dachach
Bawimy się w powietrze

Panowanie na żelaznym tronie umocnił Michał Markiewicz. Wraz z menedżerem Dubliners odskoczyli pozostałym biesiadnikom na ponad 10 punktów. Zawsze to jakiś atut przed nadciągającą burzą BGW. Poza tym Dubliners prawdopodobnie nie kochają Michała jak Irlandię, i już w weekend uderzą w niego z pełną mocą kapitana Aguero.  Przy stole coraz konkretniej rozpycha się rozochocony Pietrzyk. Uczony w piśmie sybaryta radośnie dopadł antałek miodu, opróżnił jednym szybkim haustem po czym wyrżnął pustym naczyniem kierownika drużyny Raków Ostatni Grosz. Jeden mniej. Zawinął drewniany stołek i szarmancko dopadł Edytę. Wybekał śmiało how you doin wyraźnie akcentując youuuuuu i zgorszona królowa czmychnęła aż na 10 pozycję. Nową twarzą pośród biesiadników jest Paweł i jego gambit Pionka. Ma on niepowtarzalną okazją dopisać do turnieju własną historię, albo wraz z królową Noteć Łabiszyn wypaść po weekendzie z top10.

Uma tymczasem wycina następną dziesiątkę:

Pomimo 64 punktów odpada weteran Łukasz Midor, płaskie cięcie eliminuje sympatycznego menedżera kapeli jotpeg a głowę traci doświadczony Maciej Urbaś. Gdzieś w kącie dogorywa pocięty czatownik Mateusz; Morituri te salutant odważnie rzuca Umie kolega Sebastian po czym rozpłatanym gardłem barwi na czerwono ubite klepisko. Zapada martwa cisza. Uma wyciera katanę o truchło menedżera FC Marianello, sprawdza bez pośpiechu pochlapane juchą pomieszczenie i jakby wyraźniej słyszy echo biesiadującej czołówki. Pietrzyk … syczy przez zaciśnięte zęby.