Description

The Horror. The Horror.

Tragedia. Siedzisz w środę do tej dwudziestej trzeciej. Obrażona kobieta już dawno zgasiła światło i zamknęła wokół siebie ostatnie okruchy jakiejkolwiek pozytywnej przestrzeni; samotna mała dioda lśni mikroskopijnym bladym refleksem po klawiaturze laptopa. Myśli absolutnie rozbiegane jak spłoszone zapalonym światłem robactwo; nieliczne przypominają, że po piątej pobudka, pozostałe legiony balansują pomiędzy wkurwem a rezygnacją. Mogłeś sadzić drzewa, ratować pokój na bliskim wschodzie albo przynajmniej zbierać makulaturę. Wybrałeś FPL. W zasadzie to nie pierwsza z długiej listy popełnionych życiowych pomyłek, ale w takich momentach cała ta zabawa kojarzy się z gównem przyklejonym do glanów. Jak się pozbyć? Każda decyzja, każdy wybór dwudziestej piątej kolejki pachnie porażką, gorzko, jak piołun czy jak ten syf, który piłeś kiedy się popsuł Czarnobyl. Kane, Jones, Hazard, Christensen, Maguire, Lingard, Alonso, Pogba, Sanchez, DDG .. długo wymieniać. Tracisz ciepło i ponownie rozważasz życiowe rozdroża…

Jest tu jakiś paradoks. Najciekawsze od lat zimowe okienko, po godzinie 21, wbija w realia szalonego parku rozrywki. Takie pandemoniom, gdzie wszystko jest nonsensem. Nic nie jest tym, czym jest, bo wszystko byłoby tym, czym nie jest. Bournemouth rozbija Chelsea? Bardzo proszę. Kane bez punktów? Jones z samobójem.. jedziemy. Doceńmy te chwile, ten moment kiedy nagle rozumiesz pogubionego Mourinho zdejmującego kilka minut po wejściu Fellainiego.

Uwielbiam kolejki w środku tygodnia tak samo jak szanuje zapach napalmu o poranku. Czujesz kurwa, że żyjesz. I wtedy wchodzi Aguero. Cały na biało…..

 

 

Pierwszy sezon poza TOP10k. Czas na rewanż!

Description

Zapisz się na newsletter, bądź na bieżąco!

Bez spamu!