Król Bólu.

Lista nieobecnych czternastej kolejki wyglądała nieźle: Elliot, Davies, Trippier, Hazard, Azpi, Salah, Coutinho, Sane, Silva, Lowton, Austin. Legion tych co zawiedli prezentował się jeszcze bardziej imponująco: Richarlison, Zaha, DDG, Eriksen, Morata, Firmino, Otamendi, Daniels, Mee, Wilson… długo by wymieniać i przecież wiemy jak było. GW14 obrobiła nas z punktów jak stara kurwa obiecując złoto gór szarych. Ale w długiej liście niepowodzeń kolejki widzę pozytyw. Emocje. Te pierwotne, ukryte w świecie szklanych biur, politycznej poprawności albo pod maską pudrowanej codzienności. Wkurw, potem radość.. walka do końca. Właśnie takie kolejki budują grudniowy mit FPL. Nie te poprawne na 60 punktów, czy tłuste na 100. Wkurwienie jest kwintesencją i paliwem tej pieprzonej zabawy.

Może to jakiś boski plan, wzajemne się rżnięcie przypadku z przeznaczeniem. Bo jak inaczej zestawić rozczarowanie odebraniem bramki Otamendiemu, żółtą kartkę kapitana w 90 minucie, głupio tracone CSy i rotacje z epickim kwadransem Salaha lub bramką Sterlinga w doliczonym czasie? Przecież nie operujemy w świecie równań różniczkowych a ktokolwiek wierzy w sprawiedliwość FPL jest fałszywie poinformowany. Wszystko jest płynne zaczynając od składu. Jedni odchodzą, inni wracają:

Ostatni weekend nakruszył tylko szablon, GW14 robi miazgę i odsyła nas z powrotem do deski kreślarskiej. Tylko po to aby za trzy dni ponownie nas zamknąć w ciasnej klatce z Królem Bólu. I w tym czyśćcu siedzimy do końca roku.

 

 

 

Pierwszy sezon poza TOP10k. Czas na rewanż!

Zapisz się na newsletter, bądź na bieżąco!

Bez spamu!