Oczekiwania przed GW16

new-hope-crawl-starwars

Cóż moje niegodne pióro może napisać na temat nadciągającej kolejki, fantasy premier league, roboczogodzin spędzonych nad cyferkami oraz Gruwwy, który jednym mailem zmienił codzienność waszego sługi skromnego. Zacznę od Gruwwy. Od tego wielkodusznego człowieka, serdecznego przyjaciela, dumnego blogera, niezrównanego szermierza, nieustraszonego odkrywcy, wybitnego pewnikiem kochanka, od czasu do czasu korporacyjnego kapitana, niezmordowanego ojca, uznanego rzeźbiarza amatora, degustatora i twórcę trunków jakże szlachetnych, mistrza pływackiego na krótkie dystanse, kibica stołecznej drużyny, wojowniczego poety, słynnego menedżera FPL. Jest człowiekiem wybitnym, obdarzonym niezwykłymi przymiotami. Szybkim w działaniu niczym lis, a zarazem pełnym wrażliwości i fantasy miłosierdzia; cech jakich pozazdrościłby mu najłagodniejszy gołąbek. A jednak pomimo osiągnięć, którymi można by obdarować pięć bogatych żywotów, nie ma w nim ani cienia blogerskiej arogancji bądź próżności. Stale stara się doskonalić, sięgać dalej, mierzyć wyżej, i chociaż jego postępowaniu na przestrzeni dziesiątek zwycięskich sezonów nie można niczego zarzucić, często doznawał rozczarowania kolejką. To cena jaką płacimy w tej branży, powiedział kiedyś waszemu niegodnemu kronikarzowi, a jego szlachetne oblicze zasnuło się bezgranicznym smutkiem. I choć przyszło mi obcować z nim zaledwie cztery zimy to zawdzięczam mu dziesiątki, jak nie setki udanych weekendów oraz jakże pożyteczne dla wspólnego parszywego padołu przekuwanie resztek dorosłego wolnego czasu na ludzką energię. Ani przez chwilę nie żałowałem wyborów, nie raz ważąc nocą na szali wagę uzależnienia od FPL i szarą poezję dnia codziennego. Na ten przykład, nawet wczoraj, zafrapowani ligową codziennością pochyliliśmy się wspólnie nad drużyną bloga i odkryliśmy w sobie nieskończone pokłady zgody, zrozumienia oraz oddania sprawie. Również dnia ostatniego wasz skromny przewodnik po meandrach FPL miał prawdziwą i szczerą przyjemność wymienić słowa z młodym lwem FPL, Majkiem. I ponownie moje skromne pióro, wybijające rytm na zakurzonej i już wytartej klawiaturze Della Precision, nie jest godne opisać jednym słowem tak sympatycznej i oddanej sprawie postaci. Pozwolę sobie jeno, patrząc skromnie na czubki czarnych glanów, wyrazić skrytą radość, że tak lubiana i szanowana w naszej różnorodnej społeczności postać, atrakcyjny avatar, korsarz informatyki, również oddany ojciec dwójki przyszłych adeptów mrocznych ścieżek IT, zauważyła nasze – tj. z Gruwwą – oddanie sprawie i spędzanie w jej arkanach tak znacznej ilości czasu. Otóż przyjacielu, z którym nie raz miałem przyjemność krzyżować słowa i myśli na szerokiej i wartkiej autostradzie czata, prawda jest taka, że robimy to co lubimy. Dla siebie samych, dla własnej satysfakcji, wybujałego może sporadycznie ego, dla naszych żon, kochanek i dzieci. Biję się również w pierś wątłą iż tak naprawdę, zmęczeni codziennością czujemy satysfakcję jak to wszystko, niczym golem, niczym czarodziejski kontstrukt napędzany magicznym perpetuum mobile samodzielnie żyje, tworzy, myśli i kombinuje. I w takich okolicznościach czasu, przyrody, pełny prawdziwego i autentycznego szacunku dla Was, wywołanych i wymienionych z ksyw szlachetnych, aliasów znakomitych, awatarów tajemniczych, kolegów oraz również wypełniony po brzegi jestestwa sympatią dla każdego czytelnika Bloga owego chciałem tak naprawdę tylko napisać, że w mając na myśli Oczekiwania przed GW16 to mam ją prawdziwie w dupie gdyż w jej trakcie, z całą familią, no prawie całą, siedzieć będę w Imaxie na nowych Gwiezdnych Wojnach, w oryginalnej i jedynej koszulce Rogue One, przywiezionej własnym sumptem z tegorocznego London Celebration i daję słowo, prawdziwe i szlachetne, że ani razu nie spojrzę na Livescore. Pisałem to ja. Wasz skromny i lubiący to miejsce bloger, menedżer Kessel Run, etc i etc… niżej podpisany Garret. Znany również jako Garrett, Garet, …..

 

Napisane przez

garret