[tutaj wstaw jakiś śmieszny, ale taki naprawdę śmieszny żart z koroną w roli głównej]

Czarne, czarne piaski w biały, biały dzień zaczynają już oddawać teren chwastom, te zarastają skrawki maseczek i bezużyteczne strzykawki. Na wysypisku śmierci ciężko było jednak mówić o wielkiej bitwie (zignoruj to zdanie, jeśli jesteś w Ameryce). Smród rozkładanych ciał i łgarska słodycz piekącej, krzepnącej krwi to póki co (na szczęście) domena ekranów i wyobraźni; w polskiej rzeczywistości dominuje zapach antybakteryjnego żelu, skądinąd dobrze znany. Dowódcy zarządzili natychmiastowy odwrót i pełni chaosu wrócili pysznić się do pałaców; legiony i cywile zamknęli się w domowych piwnicach, gdzie czekali już dziwnie uśmiechnięci gracze i domatorzy z padami i miotłami w rękach. Teraz i ty dowiesz się, co to znaczy być pozbawionym promieni słońca – szeptali zadziornie. Sklepowa i kurierska dywersja otrzymała za to tarcze, plexihełmy oraz notorycznie puszczane z megafonów Krystian próbuj na dodanie otuchy i +10 do przeciwwirusowej odporności. Taki obraz nasz, Anno Domini 2020, początek czerwca. Droga potomna ludzkości z przyszłych dekad i wieków: wybaczcie nam. Nie wiedzieliśmy co czynić, miotając się w kółko w pandemicznej zawierusze, ostrym cieniu mgły. Nadal zresztą nie wiemy. Mawiają, że to, co w życiu najważniejsze, jest niewidoczne dla oczu. Och, zalotna przewrotności losu, wsadź się w końcu w swoją dupę.

Sprawdziłem, że po wstrzymaniu rozgrywek popełniłem transfer na GW30: wyrzuciłem Bergwijna, a w jego miejsce przywitałem na czerwonym dywanie Williana. Ten transfer poważnie powalczy o miano najmniej ważnej rzeczy, jaką zrobiłem w życiu. Potem, jak zapewne większość z nas, przestałem knuć, mieliśmy ważniejsze sprawy na głowie. Zarazem po 3 miesiącach przymusowej absencji awansowałem o prawie 200 pozycji w OR i mam tylko nadzieję, że fanatycy robiący ujemne transfery na puste kolejki dostaną z powrotem stracone za to punkty.

Staram się zrozumieć tych FPLowych rzeźbiarzy, ale nie powiedziałbym, że mi to wychodzi w 100%. Być może dlatego, że pisanie dla Was wniosków przez ten sezon weryfikowało przy okazji mój zapał do gry. Zawsze wydawał mi się spory, miłuję przecież cyferki i piłkę nożną, zachowując zarazem skromne acz treściwe masochistyczne zapędy. Zapał wydawał się spory nawet gdy pod koniec swojego drugiego sezonu (2014/15) rzuciłem to w cholerę, by przez kilka ostatnich kolejek przekonać się, że mój brak ingerencji w zespół wybił mnie o 200k w górę. Narastająca frustracja sięgnęła apogeum. A jednak przed startem kolejnej kampanii odkryłem Niszowego Bloga i jeszcze chętniej dokonywałem zmian w składzie, dłubiąc we wszelkich możliwych kombinacjach składu na karteczkach. Wtedy też po raz pierwszy i jak dotąd ostatni otarłem się o osławione TOP10k. Przypadek? Raczej nie.

Nowe prawa i obowiązki redaktora powiedziały jednak sprawdzam, jak wielki ze mnie fanatyk, a raczej jak bardzo mi do niego dalekoWierzcie lub nie, ale mój pierwszy rzetelny udział w mini-lidze ze znajomymi miał miejsce dopiero w zeszłym sezonie, wcześniej grałem tylko o wysoki OR i miejsce w zbiorczych ligach-masówkach. I dopiero wtedy, gdy spotykałem się ze znajomymi z mini-ligi na wspólnych treningach, mogłem na żywo z kimkolwiek pogadać o kryteriach transferów i wyboru składu na mecz, weryfikując swoje zaangażowanie. I przy okazji słuchać steku obelg na tego parodystę Aubameyanga, który usilnie odmawiał punktowania w pierwszych meczach, a któremu jeden z członków drużyny konsekwentnie oddawał opaskę. Been there, done that. W porównaniu do w większości początkujących w FPL kolegów (których pozdrawiam bardzo ciepło, jeśli to czytają) mogłem wtedy próbować dawać trafne porady, czy nawet buńczucznie zgrywać proroka, choć tego drugiego na szczęście unikałem. Na blogu ograniczam się jednak głównie do cyferek i czasem swoich intuicji: spora część z Was wie co najmniej tyle samo co ja.

Pewnego wieczoru, gdy siedziałem w pociągu, nieoczekiwanie dostałem telefon od Pazdana, który przez dobry kwadrans wyjaśniał mi z najdrobniejszymi szczegółami swój dylemat: Martial czy Traore do składu? Od standardowego odhaczania porównań typu fixy przeszliśmy w trakcie rozmowy do psychologicznych uwarunkowań Martiala jako lidera zespołu pod nieobecność Rashforda. Co prawda też lubię spojrzeć na zawodników pod tym kątem, ale wyrywkowo i bez sprawdzania hipotezy, kierując sprawę pod zarząd intuicji. Tymczasem dla Pazdana to okazało się to kolejnym z bardzo wielu twardych kryteriów, którym poddawał swoje potencjalne transfery na 5 kolejek do przodu. Wielki szacun. A ja z jednej strony miałem satysfakcję, że mogłem pomóc bardziej doświadczonemu koledze w procesie wyboru niedalekim od antycznej tragedii, a z drugiej poczułem się jak kompletny junior, którym w sumie jestem z racji dwójki z przodu. Ale coś tam jednak wiem i w dodatku to coś okazuje się być pomocne, zwłaszcza dla tych szczęśliwych ludzi, którzy czerpią przyjemność z FPLa w trybie dorywczym i nie siedzą w komórkach i spreadach. A dla ekspertów znających statsy i bez mojego ich przytaczania zawsze zostają okazjonalne śmieszki, memy, składanie cyferek do literackiej kupy i okazjonalne seanse Wkurwu i wytykania zawodzących piłkarzy palcami podczas czytania.

W miarę zbliżania się lotto z plusem oznaczonego rzekomo dla niepoznaki jako GW30+ wyłania się pytanie i warto je sobie zadać: na ile tęsknię za FPLem? Osobiście bardzo tęsknię za futbolem w ogólności: za osobistym kopaniem, z kumplami oraz o stawkę, za oglądaniem Premier League i za odświeżaniem Flashscore’a, gdy nie mogę oglądać swojego kapitana w akcji. Od marca jedyną piłkarską przystanią był Football Manager i najpierw awans Swansea z Championship, a potem 10. miejsce beniaminka, które załatwiło transferowe trio Brewster-Dantas-Raya. Z tym pierwszym chłopakiem prędzej czy później spotkamy się także w FPLu. Miejcie na niego oko i bądźcie czujni, gdy będzie do zgarnięcia za 6.0 na wypożyczeniu w którejś z drużyn.

W FMie został królem strzelców grając w Swansea (tak, wyprzedził Kuna czy zaskakująco skutecznego Lacazette’a) i mając za plecami wielkie ofensywne tuzy w postaci Celiny i Ayew, którzy łącznie ustrzelili szalone 4 ligowe gole w trakcie sezonu. Nie polecam panów. Za to Brewstera polecam z całego serca. Niestety Liverpool słusznie uznał, że im się przyda, zaoferował trzynastokrotną podwyżkę i na trzeci sezon trzeba było szukać nowego napadziora. Żegnaj, przyjacielu. Swoją drogą, FM musi być jedną z najbardziej samotnych gier na świecie. Żeby dzielić się osiągnięciami, trzeba albo regularnie publikować soczyste update’y dotyczące transferów i wyników (i jako widz/czytelnik być z nimi na bieżąco, inaczej wypad z karuzeli) albo grać karierę znanymi powszechnie drużynami i zawodnikami. Gdybym próbował teraz w streszczeniu przedstawić zajebistość Pablo Punyeda w KR Reykavik strzelającego zwycięski dublet z Valurem, zasłużyłbym co najwyżej na łagodne i eleganckie ale o chuj chodzi?

Pandemia różnie działa. Chociaż sam nie korzystam jeszcze z uroków spienionego mleka, nie mogłem narzekać na brak zajęć i aktywności. Prawdę mówiąc, mój przypadek nie zawiera zbyt wielu ważnych zmian w rozkładzie tygodnia. Ot, po prostu przestałem dojeżdżać i sprawnie przeszedłem w tryb lekcji online; uzyskałem także wolne niedziele, poświęcane jeszcze niedawno na wnioski, przeszukiwanie tabel i ciche przeglądanie Ćwierkaczki. A że, jak głosi opis, mam zbyt wiele zainteresowań, często zresztą nie mających nic wspólnego z FPLem, to nie miałem żadnego problemu z wypełnieniem tego czasu. W końcu problem dla mnie zawsze znajduje się po drugiej stronie barykady, gdy łapię się na tym, że nie na wszystkie swoje projekty i pomysły starcza mi dnia, tygodnia, miesiąca. Część z Was na pewno zna z autopsji to uczucie nadmiernej życiowej zachłanności i chęci przeżycia wszystkiego i zrobienia wszystkiego tutaj naraz i już zaraz teraz. Z nietypowych rzeczy w izolacji: pamiętam już, że stolicą Brunei jest Bandar Seri Begawan. Wiem też, jak zamówić piwo po islandzku. Obie z tych rzeczy nie zawojowałyby hipotetycznym Index of pragmatism, ale zwłaszcza ta druga przyniosła mi mnóstwo satysfakcji. I to się liczy.

I na taką satysfakcję czekam teraz w FPL. Traktuję to jako dogrywkę, dodatek do meczów ulubionej ligi bez żadnego parcia na wyniki (mentalny stan na 11 czerwca). Odpalę zachowanego triple captain na kimś z City (mentalny stan na 11 czerwca). Będę zwyczajnie cieszył się powrotem w trakcie transmisji Aston Villa – Sheffield. I ten stan, tę decyzję akurat mogę zagwarantować. Tak samo jak zimne piwo pod ręką podczas oglądania. Piwo już nie majowe, na które w bardzo – nie zaryzykuję zbyt wiele, pisząc w liczbie mnogiej – czekaliśmy. Osobiście miałem wtedy odejść w końcu sprzed komputera, wyjść z jaskini i dotrzeć na wspólne zakończenie sezonu, na które wybierałem się i dwa lata temu, i rok temu, i w obu przypadkach moja wrodzona nieśmiałość i introwertyzm brały górę. A teraz nie ma bata, przyszedłbym. A jednak jest bat. Szach i mat. W tej partii.

Kończąc ten nieco chaotyczny wywód, pandemiczna przerwa doprowadziła mnie do następującego, nomen omen, wniosku: nie jestem fanatykiem FPL, gdyż inne pasje także domagają się mojego zaangażowania. Obawiam się również, że gdybym wciągał się w FPL bardziej niż wciągam się teraz, zrobiłaby się z tego przewaga Wkurwu, udręki i nieukierunkowanych zażaleń zamiast przewagi czystej radochy z dodatkowej ekscytacji podczas oglądania meczów – a o tym przecież myślałem na samym początku, gdy dowiedziałem się o Fantasy i z miejsca uznałem to za genialny pomysł. Dlatego po międzysezonowym resecie, z takim właśnie nastawieniem chciałbym w każdym z nadchodzących sierpniów tworzyć piętnastkę na nowo, szukać potencjalnych różnic, mieć preseason na radarze i liczyć na dobre otwarcie w GW1. A że GW30+ jest jego pokracznym i niedorobionym kuzynem, życzę Wam udanego dłubania w składach i czerpaniu z FPLa tego, co dla Was najlepsze i najbardziej emocjonujące. A potem tylko z górki: po GW30+ będziemy w końcu mądrzejsi o minioną kolejkę, własne odczucia, statsy i wnioski 🙂

PRZEKAŻ DAROWIZNĘ NA BLOGA