Home FANTASY PREMIER LEAGUE Ostrzegawczy strzał w głowę. Co poszło nie tak: sob, GW29

Ostrzegawczy strzał w głowę. Co poszło nie tak: sob, GW29

5
0

Ślepa szarża w 29 kolejkę.

Planując GW29 miałem do rozwiązania wyłącznie problem 4 pomocnika – ADM sam się wypisał z mojej jedenastki, zatem szukałem godnego następcy. Postanowiłem ufać dobremu przeczuciu, sprawdzonej strategi power four w pomocy i wejść w GW29 z siłą wodospadu, z epą napakowanego na wkurwie bysiora. Plan wydawał się prosty: Drakkar zbliża się do brzegu. Moja jedenastka, rycząc jak potępieni i wściekle wymachując toporami szturmuje wybrzeże, wybija w pień obrońców , rozwala czaszki, zdobywa punkty. Bóg rozpoznaje swoich. Prosty plan na proste czasy. Potrzebny aby wygrać 6 pojedynków pucharowych, utrzymać się w LMS i jeszcze powalczyć o czołówkę ligi bloga.

Pierwszy błąd polegał na odpuszczeniu obrony. Strategia na berserka zakłada ślepą szarżę, ale najczęściej to obrona wygrywa mistrza. Podobnie uczy życie. Drzewiej, wyprawa z akademików polibudy po alkohol ocierała się o wypad z pierścieniem na wrogie tereny Mordoru (dzisiaj zauważyłem jest łatwiej, akademiki otoczone są nocnymi jak lepszy celebryta paparazzi). Tamtej listopadowej nocy wyprawiliśmy się w czwórkę. Podejście prawie udane, do momentu gdy Mąka nadział się na czujkę wroga. Padło pytanie o hasło, ten zamiast rzucić coś uspokajającego typu „łysy”, albo „Dębiec”, postanowił zgrywać bohatera i z marszu obraził pytającego. Zabulgotało, zawrzała, a w światło blado oświetlonego chodnika wtoczyła się dwumetrowa, wkurwiona szafa gdańska. Zanim zdążyliśmy zrobić cokolwiek zaszarżowała wściekle, a wyprzedzała ją taka wiązanka, że spisaną tylko przekazać antropologom. Niefart tej nocy towarzyszył jednak tubylcom. Nogi bysiora się zaplątały, stopa nieszczęśliwie stąpnęła na oblodzony krawężnik (betonowy, 20 x 30 chyba) a nasz niedoszły adwersarz huknął o płyty tak potężnie, że jucha z rozbitego nosa, zębów i pękniętych ust otoczyła go ciepłą, czerwoną chmurką. Kuhwa dzwoncie po kahetke- tyle powiedział.

Jakby tego było mało, wiele lat później życie po raz kolejny udowadnia, że na berserka to co najwyżej można się przed dziećmi popisywać. Jechałem z koleżanką tranzytem przez Łódź – prowadziła brykę, i faktycznie uparcie trzymała się lewego pasa dwujezdniowej przelotówki. Nie spodobało się to dwójce za nami, którzy długimi i klaksonem sugerowali jej zjazd na prawy pas. W końcu ją wyprzedzili i jadąc równolegle prawym pasem, najarani opuścili szybę i stykając się z nami niemal lusterkami obrażali dość barwnie. Nakręcali się tak, że w grę weszła gestykulacja i plucie. Z jadącego auta, co skończyło się ich wjazdem na pełnej epie w tyłek jadącej przed nimi śmieciarki. Gdy ich mijaliśmy, wykrzykiwali wciąż: zabijemy was!, stąd proponując zlot FPL w Łodzi proszę o ponowne przemyślenie miejscówki.

Poniżej jeszcze ekstremalny przykład mieszania mitów, bersekerstwa i 21 foot knife rule. Uwielbiam ten serial:

No, ale wracając do GW29. Pierwszy na piaszczystą plażę wyskoczył Puncheon. Szybko wyprzedzili go Zaha i Bolasie, sam Punch zatoczył się trafiony strzałą, klęknął, rzygnął krwią i zagrał za 1 punkt. Bykiem szarżował Sanchez – tak nieudolnie i kłamliwie, że oberwał na odlew żółtą kartką, a w drugiej połowie zmienił go pospiesznie Welbeck. Ozil ciągle mylił obuch ze styliskiem, Cazorla, jak to hobbit, sprytnie przeczekał atak schowany za tarczami, i uderzył na końcu celną asystą. Bellerin nawet zza nich nie wyjrzał. Natarcie prowadził Giroud – niestety z sukcesem. Austin – jak całe QPR – odpuścił. Z rozbitą czaszką, z szeregów wypadł w 56 minucie Foster, Moses poległ kilka mgnień oka później, Huddlestone zagrał nieczysto, i nawet nie wszedł do Walhalli. Jej progi przekroczyli za to z podniesioną głową zawodnicy Aston Villi. Sam Bragi witał Benteke słowami bestia. Pole bitwy zasłały stratowane zwłoki obrońców Sunderlandu – Panti oddał głowę ostatni zbierając wcześniej kilka ciosów na tarczę. Hufce Leicesteru i Hull  City zagubione nie dotarły na bitwę, a ciężkozbrojni Pulisa, gdzieś na zapleczu postawili mur, od którego odbiło się nieskuteczne Stoke City. Gdy już opadł bitewny harmider nadeszły pułki z Manchesteru. Na bogato, pod kolorowymi sztandarami, obwieszone złotem i srebrem. Ujrzawszy wilcze doły, zasieki, Lorda Boyda i determinację całego Burnley uznane nazwiska, nie chcąc brudzić sobie cennych rączek, zawróciły oddając punkty i prawdopodobnie trenera.

Taka to była sobota, i chyba podzielę zdanie wielu, dobrze że jest już za nami. Oczywiście, zawsze może być gorzej. Toż to FPL.

5 komentarzy

  1. JimmyRMCF

    15 marca, 2015 at 1:44 pm

    21 punktów i zielone strzałki. Tego jeszcze nie było.

    Reply

  2. MALACHI FACHI

    15 marca, 2015 at 11:23 am

    Foster i Puncheon na kapitanie w składzie. Boli 🙂

    Reply

    • JimmyRMCF

      15 marca, 2015 at 1:42 pm

      u mnie podobnie, na szczęście w ostatniej chwili zmieniłem kapitana z Puncheona na Kane.

      Reply

  3. DragonNT

    15 marca, 2015 at 10:35 am

    Boyd z Heatonem na ławie, dziękuję za uwagę 🙂

    Reply

  4. syciciel

    15 marca, 2015 at 3:32 am

    cóż tu dodać, wyroki fpl najczesciej nie sa justified, uderzają w nas losowością, ktorej wszyscy sie spodziewamy, ale liczymy, że w jakimś stopniu ją odczytaliścmy bądż ujarzmiliśmy, zyczę Wam i sobie wiecej pokory mniej wqrwu

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *