Czas resetu.

Nic nie zmieni mojego świata śpiewali The Beatles. Nie lubię zmian i niespodzianek tymczasem nieoczekiwany powrót lata wykoleił mój chytry plan łączenia jesiennej zgnilizny z niepowodzeniami FPL. Nie byłem na to przygotowany a przecież jestem prostym człowiekiem. Latem chodzę w czarnej koszulce, jesienią w skórze, zimą w cieplejszej kurtce. Analogicznie lato w FPL oznacza początek i nadzieję, jesień regres a zima jest najczęściej żelaznym gwoździem do trumny sezonu. Cztery kolejki, przerwa na repy, reset, cztery następne kolejki… boxing day, GW38. Wszystko podporządkowane aurze i kalendarzowi z reprezentacyjną przerwą, która jak Cigarette Burns znaczy wolne weekendy. Tak głosi Jai, Guru, Deva, Om, za to słońce pizga radością, w skórze za gorąco, skład się zieleni a w weekend zagram bez Aguero.

Wspomniane Papierosowe Oparzenia to niewielkie plamki pojawiające się w rogu taśmy filmowej. Wizualny znak oznajmiający kinooperatorowi, że trzeba zmienić rolkę. To również tytuł jednego z odcinków antologii Masters of Horror, w którym Norman Reedus poszukiwał kopii francuskiego filmu zatytułowanego “Le Fin Absolute du Monde” (The Absolute End of the World). Obrazu rzekomo tak przerażającego, że najlepszym przypadku widzowie wydłubywali sobie oczy. FPL to podobno nie ten poziom grozy, ale przecież po ostatnim występie Kane’a oczy krwawiły równo. Dlatego zmieniamy rolkę po GW8, resetujemy wiedzę z ostatnich kolejek i wchodzimy w następne cztery. Tego jeszcze nie widać ale jest nas mniej. Liczba aktywnych kont spadła do 4.6 miliona a grono zombie liczy dokładnie 1 150 953 nieaktywnych drużyn. To jakieś 20% mniej graczy po ośmiu kolejkach. Grubo. Druga sprawa to dzikie karty. Z grających dalej 4.6 mln menedżerów aż 64.6% wciąż posiada WC i większość planuje ją odpalić zaraz po GW12. O jej kształcie zadecydują właśnie te cztery następne gameweeki, które powinny rozstrzygnąć kilka nierozwiązanych wciąż spraw. Niezbędność Salaha po meczach z Huddersfield, Cardiff i Fulham, dalsze miejsce w składzie Kane’a przy trudniejszym kalendarzu, oraz schemat w obronie: Alonso – Mendy – Robertson. Nie bez powodu przywołuję Salaha, Kane’a i szablonowy tercet, bo każdy z nich odegra w następnych kolejkach role niemal podwójnych agentów łącząc w sobie potencjał na punkty i bycie hamulcowym zmian w składzie. Harry Kane blokuje Lacazette’a, Salah Sterlinga a Alonso pochłania górę hajsu, za który można byłoby wzmocnić pomoc. Ostatni problem do rozwiązania po repach to niezbędność Aguero. A dokładniej przełożenie ograniczonego ostatnio czasu gry na punkty. Mamy to szczęście grać sezon, w którym nie zawodzą budżetowi napastnicy, i podejrzewam, że dalsze 60 minutowe cameo Kuna zaowocuje u niejednego wkurwionym transferem i sprowadzeniem ostatniej pozostałej wielkiej różnicy sezonu. Kevina de Bruyne’a.

PRZEKAŻ DAROWIZNĘ NA BLOGA