Autumn’s sweet, we call it fall.

Ta historia zaczyna się w bębnie pralki marki Samsung. Właśnie tam wylądowała moja szczęśliwa, dwunastoletnia, nigdy nieprana arafatka. Ostatnia pamiątka, którą ubogi Arab pielęgnował po pierworodnym synu, co oddał życie w wojnie sześciodniowej. Razem z nią w praniu znalazło się moje szczęście, fartowny fetysz i przyjaciel z niejednej podróży. Kobiety nie rozumieją. A potem nadeszła jesień. Te parę miesięcy mają z FPL dużo wspólnego. Jedno i drugie to bolesne zderzenie oczekiwań z rzeczywistością. Myślisz jesień i serduszko bije do drzew pomalowanych ciepłymi kolorami, tańczących liści na wietrze, kasztanów konających cichutko na mokrym asfalcie. Szkoda, że ta stockowa ściema nie odpowiada rzeczywistości. Jesień to siekący deszcz, gruba baba w 17 dźgająca wszystkich mokrym parasolem, względnie okładająca otoczenie czterema ociekającymi wodą torbami, lub garstka usmarkanych matołów tak inteligentnie komentująca rzeczywistość, że kalkulujesz czy na następnym przystanku zdążysz wyskoczyć , kupić w kiosku słuchawki i jeszcze wrócić do miejskiej dżdżownicy.

Jesień dość praktycznie wpisuje się w etapowość FPL. Entuzjazm pierwszych kolejek już dawno za nami. Skład owszem, świeci się pastelowymi barwami, ale od kontuzji, a oczekiwania z finiszu w top1000 co zapobiegliwsi redukują do top100k. No nie chce się. Dygnie może nam jeszcze w okolicach boxing day, poderwiemy się do walki po Nowym Roku, teraz najczęściej odgradzamy się od rzeczywistości potężnym parasolem. Kiedy ostatnio sprawdzałeś zmiany cen? Czy płakałeś po Mourinho? Jesień to również zbieractwo. Albo gromadzenie zapasów. Ja zbieram piwo, książki, hity za minus 4 i niecierpliwie czekam na RDR2. Rasowy menedżer FPL zagarnia team value. 103 to chyba przyzwoity wynik, a takie wartości latają na czacie Bloga. Wysokie TV to zazwyczaj rezygnacja z szukania różnic, których teraz mamy akurat dość  sporo. Eriksen, Son, Sterling, Alli, Vertonghen, Yarmolenko, Ramsey i paru innych to dalej wybory drugiej świeżości bo rynkiem rządzi transfer Mendy – Trippier. Przynajmniej do pierwszej rotacji Pochettino, chociaż z drugiej strony wczorajsza kontuzja Auriera daje nadzieję w październiku na regularne występy Anglika. Trudno zresztą nieszukanie różnic komukolwiek wytykać – ligę podzieliły pomiędzy siebie dwie ekipy, a co za tym idzie, drużyny FPL z potrojonym Liverpoolem i Manchesterem City nie należą do rzadkości. W efekcie niejeden w GW7 wystawi naprzeciwko siebie piłkarzy LIV i CHE, zagra bezpiecznie Aguero (c) i trójeczką z tyłu Alonso-Trippier-Robertson. Będzie wynik powyżej średniej. Względnie na odwrót, ktoś inny próbując przechytrzyć system zostawi na ławce obrońców premium i zagra Wan-Bissaką z Bennettem. Dwa punkty premium obrońców na Stamford Bridge wysypią niszowcami jak prawdziwkami po deszczu. To wszystko nie zmienia faktu, że dwie następne kolejki wydają się optymalne aby nadgonić mini ligi. Oczywiście trzeba dużo odwagi aby zamiast Richarlisona lub Hazarda kupić teraz Eriksena, albo Monreala w miejsce Mendy’ego. Pytanie czy granie szablonem daje nam jeszcze frajdę? Tak, wiem, że chodzi przede wszystkim o punkty, ale wtedy płyniemy z nurtem poddając się przywołanej na wstępie etapowości fpl. Może po prostu zadaj sobie pytanie. Mam farta? Do I feel lucky? Well, do ya, punk?

 

PRZEKAŻ DAROWIZNĘ NA BLOGA