Home FANTASY PREMIER LEAGUE Oczekiwania przed GW4

Oczekiwania przed GW4

0

Te o pocisku w trzewiach.

Iskry padają jak śnieg z pantografu tramwaju sunącego Hetmańską. Powoli w dół ulicy, aż na Wildę, gdzie zarośniętych, śmierdzących meneli zastąpili znacznie estetyczniejsi, zarośnięci, pokryci tatuażami hipsterzy w szerokich spodniach. Elektryczne kable ciągną się górą a pantograf przesuwa się po nich niczym instrument muzyczny. Jakieś spięcie. Błysk. Widzę ją w tylnej zabrudzonej szybie trzymającą się plastikowego drążka. Stoi tak w jasnym płaszczu i macha. Do mnie. Jest bardzo wcześnie a świat jest ciemnoniebieski. Spadające iskry rozświetlają jej twarz a ulica wydłuża się, rośnie, kiedy tramwaj ciężko pokonuje kolejne metry. Coś jest w powietrzu kiedy podnosisz rękę w geście odwzajemnienia. Coś, co zawsze tam było. Czułość, którą czujesz. Widmo FPL między wami niosące twój ruch ręką. Święty posłaniec. Do niej, do zielonej strzałki, która praktycznie jest już niewidoczna, wraz z tramwajem umyka ci skręcając gdzieś w bok, w głąb obcej, pachnącej świeżo wypiekanym chlebem dzielnicy.

Na pierwszy rzut oka, po trzeciej kolejce z trzydziestu ośmiu, przygodę z FPL skończyło parę milionów menedżerów. To wszystko konta nie dotknięte cudownym dotykiem Antonio, magią Benrahmy, precyzją Greenwooda czy bramkami DCLa. To konta inne niż szablon GW1, czasami skażone drobnymi błędami, uporem czy niepotrzebną oryginalnością. To wszystko aktywne konta, wciąż zdrowe, pełne nadziei ale patrząc na OR, w ich mniemaniu, już przegrane. Sezon się skończył. Można go jeszcze ratować dziką kartą imienia Ronaldo, ale taki start to wciąż traumatyczny początek, zwłaszcza kiedy targowisko próżności TT roi się od dobrych wyników niczym Polka Dot-Man od kropek w Legionie Samobójców. Trochę to nawet prawda. Daleki jestem od ironizowania. Zły start w FPL jest jak pocisk pistoletu w ciele. Kiedyś przeczytałem, że to ciało otwiera się na nabój i może nie jestem ekspertem od kul i pocisków, ale myślę, że w FPL celniej byłoby napisać, że to my zamykamy się wokół symbolicznego pocisku. Nabój jest traumą. Siedzi w nas. Obejmujemy go w tkance bliznowatej i martwiczej. Nie jest prawdziwy. Prawdziwe jest doświadczenie. Trzeba je wyjąć. Byłoby łatwiej gdyby to był prawdziwy nabój. Coś fizycznego, namacalnego. Załóżmy na potrzeby mojego bełkotu, że to suma zdarzeń pomiędzy pierwszą a trzecią kolejką. Wypadkowa pomyłek, błędów i przyzwyczajeń. Coś do usunięcia i wyleczenia.

FPL jest grą przeglądarkową, jest również grą klisz, banałów i powtarzanych regularnie kłamstw. Dwa dość popularne to “To maraton a nie sprint” oraz “Początek nie jest ważny”. Oczywiście, że jest ważny a gra nie jest maratonem tylko serią biegów krótkodystansowych. Może sztafetą 4 x 400 metrów. Od przerwy do przerwy. Od formy do boxing day. Od jednej dzikiej karty do drugiej, i od drugiej do pierwszego DGW. Prawdą jest natomiast, że FPL jest grą błędów. Każdy je popełnia, więc skoro pierwsze masz już za sobą, wyciągnij z bólem ten pocisk, ogarnij skład, odpal dziką kartę jeżeli czujesz, że to ten moment i na spokojnie, na bardzo spokojnie, poczekaj aż błędy popełnią te syte i dumne lewiatany z top100k. Każde konto tam to osobna opowieść i biała karta tylko czekająca na pierwsze pomyłki, które ubarwią ją na krwawo czerwono.

Teraz widzisz siebie z góry. Wypchnąłeś z siebie pocisk, leżysz w Nowotelu na 14 piętrze. Nawet z tej odległości widać delikatne trzepotanie powiek – na wzmiankę o czym? Może na tak dalekim OR zapomniałeś już nawet jak się nazywasz , ale wciąż pamiętasz to uczucie. Słodkie, jak zapach konwalii. Poruszasz ręką. Wspomnienie animuje cię jak lalkę, porusza, stawia na nogi. Jesteś znowu na ciemnoniebieskiej ulicy. Widzisz kwiaciarnię na rogu, prowadzi cię do niej zapach kwiatów a zza zakrętu wynurza się niczym wieloryb tramwaj. Wracasz do gry.