Te o letniej herbacie emeryta.

Mijająca kolejka przypomina letnią herbatę, podawaną w okutej metalem szklance przez moją babcię. Gorący, parujący napar z upływem minut zamieniał się w ciepły, przesłodzony napój, odbijający się czkawką przy miękkim, niczym uścisk pana od ksero, herbatniku. A wszystko zaczęło się obiecująco od klasycznego konkursu długości penisów. 14% opasek aktywnych menedżerów z Aguero rzuciło wyzwanie 39% posiadaczom Salaha na C. Na drugim planie, w mroku, niczym ukryty smok i przyczajony tygrys, na punkty czekało 13% opasek KDB i 5.5% Firmino. Pod zasłoną analiz ryzyka i statsów z ostatniego miliona kolejek największe plemiona chciały po prostu wyrżnąć przeciwnika, ujrzeć jego krew wsiąkającą w ziemię i usłyszeć lament jego kobiet. Zamiast tego, od momentu przełożenia starcia Manchesteru City z WHU tkwimy w limbo łudząc się snami o wielkości w przypadku opaski Aguero lub we wszystkich innych przypadkach licząc na mecz życia Jesusa i ławeczkę Kuna.

Myślę, że całe zło tej gry bierze się z myślenia. Zwłaszcza w wykonaniu ludzi całkiem ku temu nie mających predyspozycji, w tym przypadku mowa o mnie. Zawsze czułem, że druga połowa sezonu FPL, albo powiedzmy kolejki gdzieś od nowego roku, to czas dominacji instynktu i doświadczenia nad przesadnym myśleniem. Od zawsze w tym okresie odrabiam straty i ratuje OR po zazwyczaj kiepskim początku sezonu. W ten tok myślenia wpisuje się również motto porzuconego przeze mnie Niszowego Bloga oraz także słowa mistrza Jedi Qui-Gon Jinna – feel, don’t think, use your instinct. Stąd, przed tą kolejką, w mojej jedenastce zagościł na dłużej Boly i pozostał Mane. Są punkty, mogło być więcej gdyby nie var na Molineux Stadium i żółta kartka Mane. Była satysfakcja, powinienem być happy, bo jak ktoś mi ostatnio celnie napisał – najważniejsze są punkty, jak będę chciał mieć frajdę to pójdę na karuzelę. Pozostaje natomiast lekka gorycz, bo alternatywą dla sprowadzenia Boly’ego było zagranie Lundstramem i kupno Sona za Mane. Tymczasem za dużo myślałem. U fryzjera uznałem, że zostawiam Mane; w przecinającej parujące wnętrzności Poznania Piątce stawiałem również na Senegalczyka, na czerwonych światłach, pod prysznicem, przy serialu, siekając cebulę i odkurzając chatę myślami wyłącznie pielęgnowałem słuszność pozostawienia Mane. Wyszło jak wyszło, dla kontrastu podjęcie jak na razie najlepszej w sezonie decyzji o potrojeniu Salaha w trakcie DGW zajęło mi ze 4 sekundy.

To wszystko stare prawdy. Ograne, powtarzane mantry. Nie myśl za dużo. Nie daj sobie wmówić, że myśleniem wpłyniesz na wynik spotkania. Na półmetku GW26 odpalane ostatnio dzikie karty powinny mieć ponad 50 punktów. Jimenez, Traore, obrona Sheffield United, Firmino, Stephens, Vardy, biegający na skrzydle Auba, Salah (c), wszystkie te pionki na planszy bardziej lub mniej zawiodły. Jakie to ma przełożenie na proces podejmowania decyzji; czy można kogoś wytykać bo nie wziął przed GW26 Sona, Calverta Lewina, Pepe lub Lacazetta? Nie można. Pozostaje nam dalej lepić idealnego menedżera FPL. Golema, który łączy w sobie rozsądne myślenie i nielogiczne działanie. Istotę odporną na pokusy, chłodno kalkulującą, nie kierującą się sentymentem, naiwnością czy sympatią. Taka próba zresztą miała miejsce. Grupka studentów University of Leicester stworzyła sztuczną inteligencję, napakowała ją statystykami z OPTY i założyła jej drużynę FPL. Po jedenastu kolejkach program skasował konto.

PRZEKAŻ DAROWIZNĘ NA BLOGA