Home FANTASY PREMIER LEAGUE Oczekiwania przed GW1

Oczekiwania przed GW1

0

Take me down to the paradise city…

Księżyc stał wysoko, przyćmiewając swoim blaskiem prawie wszystkie gwiazdy. Po obu stronach rzeki płonęły ciągnące się daleko w noc obozowe ogniska. Księżycowe światło i pomarańczowe blaski tych  położonych najbliżej odbijały się w załamujących się, pomarszczonych falach spokojnie płynącej ciemnej rzeki. Wszystkie te świetliste linie prowadziły do moich oczu, do miejsca gdzie, oplatając rękoma kolana, siedziałem na brzegu i rozmyślałem jak to często ostatnio o śmierci, przemijaniu, swoim życiu i FPL. Ktoś powie, że niemal po 10 latach fantasy premier league staje się nieznośną rutyną, coś jak przycięcie brody czy Taterka z bułką. Faktycznie. Mniej parzy, mniej grzeje, ale cokolwiek by nie napisać początek zawsze elektryzuje.

Moja matka mi powiedziała, któregoś dnia kupisz galery z dobrymi wiosłami i popłyniesz do dalekich brzegów. Stań wtedy wysoko, obierz kurs do przystani i miej wielu wrogów. Jak dużo nas jutro wyruszy? Pięć milionów pękło rano, do jutro liczba kont powinna dobić do 7-8 milionów. To dość dużo składów jak na grę, gdzie podobnie jak w Nieśmiertelnym, jest wyłącznie jeden zwycięzca. Tymczasem w porcie zgiełk i chaos. Drakkary ciasno, w szyku dzikich gęsi Guardioli, skrzypiąc linami ocierają się burtami, żeglarze pokrzykują na tragarzy, zgiełk pakowanego żelastwa, zbroi przebija przez ciężki zapach egzotycznych przypraw i pędzonych do ładowni zwierzaków. Z tego rozgardiaszu ciężko się wyłączyć, jesteśmy dosłownie bombardowani informacjami, składami i cyferkami. Chwalimy podobne do naszego składy, prewencyjnie wbijamy szpile w cokolwiek nowego i oryginalnego. Tak na wszelki wypadek aby taki Son, Vardy lub Grealish nie ukłuli za szybko naszych szablonowych, wypolerowanych jedenastek. Sam szablon cenię wysoko, po co się spalić ogniem jasnym zaraz na starcie, stąd mój zamknięty leży i pachnie. Siedzę za to nad Wartą delektując się perspektywą nowej wyprawy. Miliony kont i przynajmniej do pierwszego gwizdka na Gryffin Park każdy ma szansę na rozbicie GW1. To jedna z ostatnich znanych mi gier, gdzie szanse na starcie są równe. Ogorzały weteran z dekadą sezonów na koncie i młody wypłosz z Kante w XI. Dopiero później gra zabija wszystko i wszystkich a wieże rozpoznają swoich.

Dziewiąty sezon. Dla mnie dużo. Osiem lat pisania o FPL i czuję niepokój, że minęło to tak szybko. Chciałbym, naprawdę chciałbym, być po tych latach mądrzejszy, bo to by miało jakiś sens. Tyle sezonów to chyba łapiesz jakąś mądrość, powinieneś być w tym dobry i pewny własnych wyborów. Tymczasem byle jaka inność lub rysa na szablonie, dowolna plotka o kondycji piłkarza odpala we mnie nerwowe ruchy. Nawet ten zamknięty w ciężkim kufrze skład, rzucony pod futrami na dziobie łodzi, powinien być ostateczny. Powinien, bo dam głowę, że jutro około 19 rozwalę połowę ekipy. Dlatego ściemniam sobie. Że gram na luzie, że skład jest gotowy, że się nie przejmuję, i że każdy rezultat przyjmę z pokorą. Bo odnoszę wrażenie, że jeżeli naprawdę wyniosłem jakąkolwiek naukę z pokrytych pajęczynami minionych sezonów to jest nią zajebista zdolność oszukiwania samego siebie. Do tego ograną już niewinną wiarę, że wiem co robię, bo przecież każdy wybór potrafię w miarę merytorycznie zgnoić albo obronić. W głębi serca jestem bowiem samotny z moim składem a od dwóch lat jestem również bliski odnalezienia mojego własnego wyjścia z FPL. Ale jeszcze nie teraz. Nie w tym sezonie.