God’s Gonna Cut You Down.

Znam ludzi, którzy grają w to gówno już dziesięć lat. Nawet dłużej. Pasjonatów o sercu dziecka kiedy kapitan zagra za milion. Puste skorupy po nieudanych kolejkach. Obłupane pomniki niejednego sezonu. Starych i młodych. Milczących i pyskatych. Często zmęczone i wypalone duchy zapomnianych sukcesów. Ludzi pozornie mi obcych i anonimowych, ale czasami bliskich, kiedy wspomnienia jakieś jednej konkretnej kolejki przeobrażają ich w serdecznych duchowych bliźniaków. Mówimy wtedy jednym językiem, tak jakby nigdy nie powstała dzieląca nas wieża Babel. Brakowało mi tego piątku. Dopiero teraz to czuję, tak jakby w układankę tego pojebanego sezonu wskoczył ostatni, brakujący klocek. Siedzę sobię w ciemnym pokoju z laptopem, z kiepskim alkiem w słoiku, z druhem, któremu fpl zajmuje może minutę tygodniowo, ale łupie właśnie w Halo, z młodą, która gdzie w kącie pod kocem być może marnuje dzieciństwo oglądając yutuba i żoną, która widząc na matowym ekranie moje fpl żyje swoim czasem ignorując chwilowo obcą jej rzeczywistość.

Brakowało mi tego piątku. Tego poczucia panowania nad FPL. Bycia wszechwładnym władcą marionetek, który widząc na horyzoncie podwójną największą w sezonie 20/21 kolejkę, po paru mocniejszych łykach ma w głowie wyjebane na hity i pewnym ruchem kursora kreśli plany rozkurwienia systemu. Jestem Hannibalem i Napoleonem. Szaleńcem i geniuszem. Nie czuję strachu, nie boję się konsekwencji. Oczywiście jednocześnie rozrywają mnie niezliczone rozterki. Legiony szatańskich demonów szepczących – garret to jebnie. To typowa fpl schizofrenia. Muszę poświęcić wieżę, aby uratować królową, albo zagrać gambit de Bruyna by te dwa mecze City przeżyć we względnym komforcie psychicznym. Wyrzucę za moment najlepszego zawodnika sezonu bo w głowie już od rana ułożyłem sobie listę zdroworozsądkowych argumentów broniących ten ruch. Jednocześnie mam w kieszeni dżinsów na dupie drugi zbiór wymówek, kiedy coś pójdzie nie tak. Również przemyślanych i mniej lub bardziej rozsądnych. Szusuję tą myszą niczym zakłamana Emilewicz na stoku od ponad godziny. W zasadzie wiem co zrobię, ale bawię się decyzją. Jej podjęciem. Dopóki nie kliknę confirm czuje się bogiem. Would you rather live in peace as Mr. Nobody… or go down for all times in a blaze of glory?

Alkohol w nadmiarze l i FPL mają coś wspólnego. Kac i tak uderzy. Nie można być bogiem zbyt długo, jeżeli na stworzenie świata dostałeś wyłącznie siedem dni. Nawet jeżeli bóg jest matematykiem. Nie wszystkie moje decyzje będą słuszne, i pewnie jak on na końcu spierdolę dobry pomysł. Dlatego mój skład będzie zawsze perfekcyjnie niedoskonały, okaleczony i egoistyczny ale równocześnie pełen nadziei, że może się uda. Dlatego teraz tak bardzo przeciągam ten transfer, ten hit lub hity, aby mój piątek trwał jak najdłużej. Tak jak sen o udanej podwójnej kolejce.