Behind enemy lines

30 sekund! Sierżant wrzeszczy, wypluwa spółgłoski razem ze śliną. Ostatni raz poprawiam szelki spadochronu, sprawdzam opaskę, ładownicę i czipy kiedy samolotem nagle szarpie na bok. Wiruję jak uwolniona ze sznurków marionetka. Flaki dziurawią skrzydło, przebijają podłogę rozcinając w pół żołnierzy siedzących z przodu maszyny. Sierżant traci równowagę, przewraca się na mnie, a następna seria rozpieprza drugie skrzydło i rozrywa silnik. Wan-Bissaka ściska moje ramię krzycząc – Skaczemy! Teraz! Opętańczo wyją wszystkie nierozbite kontrolki, z kabiny pilotów wali ogniem, żarem i smrodem palonych ciał a pozostali przy życiu spadochroniarze niezdarnie przepychają się do ziejącego ciemnością luku. Opuszczam spadający samolot jako jeden z ostatnich, jest ciemno, niewiele widzę, tylko błyski plujących ogniem dział i łuny pożarów. Chwytam za rączkę spadochronu, szary parasol gwałtownie szarpie a potem opadam przecinając zimne powietrze. Uderzenie. Wilgotna ziemia. Odcinam linki, zrzucam plecak i szukam kogokolwiek z oddziału. Flash! rzucam cicho w ciemność, cisza, brak odzewu. Jestem sam. Za linią wroga.

Wieże nie popełniają błędów tylko czasami fałszują melodię. Tak będzie w BGW27, które menedżerów powita atramentową ciemnością gęstego lasu niewiadomych. To kolejka bez szablonu. Chyba taka pierwsza w sezonie. Bez kupionego niemal przez 150 tysięcy nowych posiadaczy Aguero, z pojedynkiem Manchesteru United z Liverpoolem, w którym większości z nas zagra 4-5 zawodników. Za linią wroga liczy się wyłącznie szczęście, doświadczenie i szósty zmysł. Na czym wyłoży się szablon? Wilki zapewne potkną się w Bournemouth, AWB tym razem nie dowiezie CS, pojedynek na Old Trafford to średnio 5 zawodników w składzie a Totki po Lidze Mistrzów nieoczekiwanie mogą oddać punkty, niepokonanemu od siedmiu kolejek, Burnley. W takiej kolejce najgorszym ruchem wydaje się hit, najgorszym, gdyż pozornie łatwe kalendarzowe rozwiązania mogą się szybko rozkraczyć. Jak na przykład piłkarze Młotów czy Lisów. Transfery, jakby nie patrzeć, odpalane wyłącznie na ślepo. Bez dowodów, bez statsów i goli. Taki skok wiary z najwyższej wieży, a przecież musicie pamiętać, że właśnie w takich kolejkach syf klei się do każdego składu. Poza szablonem i różnicami, gdzieś tam w ciemnościach, czai się rozżalona ostatnią kolejką banda posiadaczy Auby i Kolasinaca. Ostatnia gwardia Gabończyka, najwierniejsi z wiernych, głodni, zmarznięci i wyszydzeni przez tłuszczę. BGW27 w ich planach jest okazją do zemsty, do szarży lekkiej kawalerii, bez jeńców, bez porażki, z hattrickiem Auby i czystym kontem Kolasinaca.  Mażą czerwoną farbą na sztandarach gloria victis, forward to death i oszczędzają transfer na Aguero. Za linią wroga jesteś zdany tylko na siebie. Musisz wybrać obóz, barwy, albo działać solo szukając strzału na BGW27. Co ciekawe, trudno nam w takich kolejkach zaufać największym. Dlaczego akurat Pogba czy Salah to gorsze opaski niż Aubameyang? Dlaczego lepszym wyborem jest niepunktujący od ponad 60 dni Anderson niż sprawdzony Fraser w meczu u siebie? Nasza wojna zbliża się powoli do końca a BGW27 jest prologiem nadciągającej ostatniej wielkiej bitwy o tabele FPL. Równo za miesiąc zagramy następne BGW, dwukrotnie trudniejsze niż to wtorkowe. Potem podwójne kolejki, zwroty akcji i finisz. Wojna może i zbliża się do końca, ale zdecydowanie jest fajniejsza gdy się ją wygrywa. I tego wszystkim życzę.

PRZEKAŻ DAROWIZNĘ NA BLOGA