Analiza GW6 w europejskich pucharach pod kątem FPL

Salzburg – Liverpool

Mecz na wysokim poziomie rozgrywania akcji i tempa gry, jednocześnie na bardzo niskim poziomie skuteczności. Liverpool przeważał i sam jest sobie winien, że napoczął Austriaków dopiero po godzinie.

Na plus: Aktywność Salaha i Mane. Mocarne statystyki w ofensywie: Egipcjanin 9 strzałów (3 celne) i 2 kluczowe podania, Senegalczyk 6 strzałów (2 celne) i 3 kluczowe podania (w tym piękna asysta). Keita, który podtrzymuje dobrą passę, tym razem 3 strzały (2 celne), przełamał opór Salzburga. Dla ciekawostki – cena 5.8. TAA – 2 strzały (niecelne), 2 kluczowe podania i aż 7 dośrodkowań. Dobrze zagrała obrona Liverpoolu umiejętnie wygarniając Austriakom piłkę w trudnych sytuacjach, lub zmuszając do oddawania strzałów z trudnych pozycji. Na plus skuteczność Salaha w beznadziejnej sytuacji przy golu – chyba tylko takie mu pasują żeby zachować koncentrację.

Na minus: Firmino –przyciągał uwagę obrońców i tyle, bez statystyk. Na minus skuteczność Salaha w prostych sytuacjach – mógł kończyć mecz z 4-5 golami, ale zawsze kończyło się to:

  1. mocnym niecelnym strzałem,
  2. słabym celnym strzałem,
  3. wyjęciem mu piłki spod nóg przez obrońcę/ bramkarza.

Bonusów w FPL by z tego nie było.

Chelsea – Lille

W tak ważnym meczu nie zagrał Mount, Lampard postawił bezpiecznie na Kovacić- Kante – Jorginho. Rudiger pierwszy występ od kontuzji, Emerson z szansą na lewej stronie.

Lille w trudnych warunkach pogodowych wytrzymało niecałe 20 minut mocnego naporu gospodarzy. Potem wszystko zrobiło się prostsze i gracze Chelsea zwolnili tempo, co nie przeszkodziło w podniesieniu rezultatu.

Na plus: Abraham i jego instynkt przy ustawianiu się. Do 3 strzałów dołożył 3 kluczowe podania w 70 minut. Willian – świetne zagranie, które otworzyło mecz, poza tym 4 strzały (najwięcej w drużynie, ale większość spoza pola karnego). Emerson i Azpilicueta – bardzo dobrze wspomagali atak zarówno strzałami (po 2) jak i wrzutkami.

Na minus: Trzeba pochwalić nawet obronę Chelsea – bramka stracona, ale trochę z przypadku. Winy za Everton starał się odkupić Zouma.

Pozostałe mecze niestety można potraktować jako sparingowe – były bez stawki, lub brak awansu mogły spowodować nierealne wyniki.

Dinamo Zagrzeb – Manchester City

Bravo, Cancelo, Otamendi, E Garcia, Mendy, Rodrigo, Gundogan, Mahrez, Foden, Bernardo, Jesus. W związku z brakiem stawki tego meczu dla City, można uznać że wyjściowy skład to zestawienie piłkarzy, którzy nie są kluczowi dla Pepa lub zupełnie nie mają zmienników.

Manchester grał to spotkanie na pół gwizdka, tradycyjnie dominując posiadanie piłki, co tym razem nie przekładało się na multum sytuacji bramkowych. Wyrównanie na 1:1 padło po zachowaniu nie fair gości, którzy wykorzystali brak w bloku obronnym kontuzjowanego w tej akcji Dilavera. Po przerwie gospodarze próbowali powalczyć o zwycięstwo, co nie skończyło się dla nich dobrze.

Zinchenko pierwszy mecz od momentu kontuzji.

Na plus: Jesus – hattrick, niezależnie od jakości rywala, to zawsze osiągnięcie. Mendy – ładna asysta, bardzo aktywny z 3 kluczowymi podaniami. Foden –gol, asysta, łącznie 4 strzały.

Na minus: brak

Bayern – Tottenham

Gazzaniga, Walker-Peters, Foyth, Alderweireld, Rose, Dier, Sissoko, Lo Celso, Eriksen, Sessegnon, Lucas. Tak jak City, mamy tu zestawienie mniej istotnych dla Mourinho piłkarzy.

Tottenham był wyraźnie słabszy, ale widać było ambicję graczy walczących o skład i Bayern w mocnym składzie nie miał łatwo. Piłkarsko to się nie obroniło, ale nie taki był cel.

Na plus: Sessegnon – najbardziej aktywny z przodu, do tego bramka wypracowana z trudnej sytuacji. Gazzaniga – kilka świetnych interwencji z linii.

Na minus: obrona Tottenhamu, która nie potrafiła opanować nawet pola bramkowego, w polu karnym Bayer czuł się jak u siebie.

Standard Liege – Arsenal

Martinez; Mavropanos, D Luiz, Sokratis; Saka, Willock, Guendouzi, Maitland-Niles; Nelson, Smith-Rowe; Lacazette. Mała refleksja – szkoda, że żaden z wielu wprowadzonych do szerokiego składu młodych zawodników nie przebił się na poważnie do jedenastki Arsenalu notując przy tym istotne w FPL liczby. Mielibyśmy chociaż tanią różnicę i powód by obserwować kanonierów.

Arsenal miał się tylko nie wydurniać porażką 0:4, przez moment zrobiło im się gorąco, ale szybka mobilizacja ugasiła tlący się ogień.

Na plus: Saka – patrząc na jego rozwój w tym sezonie i postawę Pepe, wielomilionowy transfer wydaje się niespecjalnie potrzebny. 5 strzałów (3 celne), 4 kluczowe podania, w tym gol i asysta odmieniające wynik meczu. Lacazette – zrobił swoje bramką na 1:2.

Na minus: tradycyjnie obrona, chociaż trzeba im oddać, że bramki padały po pechowych rykoszetach

Wolverhampton – Besiktas

Ruddy; Kilman, Coady, Bennett; Vinagre, Neves, Moutinho, Dendoncker, Buur; Cutrone, Neto.

Na plus: Jota – to już nie są żarty w jego wykonaniu. W weekend pierwszy od dawna gol, a teraz odmienienie meczu, hattrick w 12 minut od wejścia na boisko. W zeszłym sezonie też się powoli rozkręcał, odpalił w drugiej części. Cena w FPL skorygowana do 6.1 – wrzucamy do intensywnej obserwacji. Dendoncker – tym razem zagrał w pomocy i posłużyło mu to – 3 strzały, z czego 2 celne i jeden w obramowanie bramki. Defensywa Wolverhampton tym razem nie zawiodła: 7 strzałów Besiktasu, z czego większość zablokowana, sprzed pola karnego. Wahadła Vinagre i Burr (Duńczyk, 21 lat, członek akademii Wolves – debiut w 1. składze w tym sezonie) rozegrały bardzo dobre zawody: łącznie 5 kluczowych podań i 8 wrzutek.

Na minus: brak

Manchester United – AZ Alkmaar

Romero; Williams, Maguire, Tuanzebe, Young; A Pereira; Garner, Matic; Greenwood, Martial, Mata.

Na plus: Greenwood – 2 gole i wywalczony karny, do tego 3 kluczowe podania. Szkoda, że tak mało szans dostaje w lidze. Mata – do strzału z karnego dorzuca dwie asysty. Pereira – aktywny jak nigdy, najwięcej prób z drużyny. Obrona MUN tym razem bez wielkich zarzutów.

Na minus: Martial – bezbarwny, bez liczb, 58 minut gry to miks odpoczynku przed weekendem i bycia najsłabszym.

PRZEKAŻ DAROWIZNĘ NA BLOGA