Analiza GW3 w europejskich pucharach pod kątem FPL

Tottenham-Crvena Zvezda

Niewielkie rotacje w składzie Tottenhamu, odpoczynek zaliczyli Rose i Alderweireld.

Crvena Zvezda ograniczyła się do roli statystów w tym meczu, byli dobrym rywalem na przełamanie złej passy. Problem w tym, że Watford też takim był…

Na plus: Duet Son-Lamela. Napędzali ataki Spurs i stwarzali sobie wzajemnie sytuacje strzeleckie. Efektem 3 gole i 2 asysty. Son 4 strzały w 67 minut gry (3 celne), Lamela 5 (3 celne). Kane dołożył 2 bramki, mocno walczył o hat-tricka oddając łącznie 7 strzałów (5 celnych). Tak zakończyło się obijanie gości z Serbii. W obronie najlepsze liczby zaliczył Aurier, do tego dołożył ładną asystę.

Na minus: brak, rywal nie postawił trudnych warunków

Sytuacja w tabeli: Lepsza niż gra. Awans na drugie miejsce i w perspektywie wyjazd do Serbii

Manchester City – Atalanta

Ruletka Pepa odpalona, tym razem: Ederson, Walker, Rodrigo, Fernandinho (C), Mendy, Gundogan, Foden, De Bruyne, Sterling, Mahrez, Aguero. Rodrigo zszedł w pierwszej połowie z kontuzją mięśniową. Od 60.minuty Fernandinho przeszedł do pomocy i środek obrony tworzyli Otamendi i Stones.

Atalanta postawiła się tylko przez pierwsze 20-25 minut meczu, po stracie pierwszej bramki pękli i zmienili się w łatwego sparingpartnera. Z ofensywnych zawodników tylko KdB nie rozegrał całego meczu. Do momentu kontuzji Rodrigo nowy system gry Pepa się niezbyt sprawdzał, ale (niestety) nie został on na tyle podważony, żeby nie był stosowany w przyszłości. Jeżeli CS-y City, to w dłuższej perspektywie FPL tylko Ederson.

Na plus: Wielki mecz Sterlinga, który był głównym kreatorem i egzekutorem w jednym. Hat-trick, wysokiej jakości asysta i wywalczony karny do ideału zabrakło wykończenia sytuacji sam na sam z bramkarzem w końcówce. Kun nie rozegrał wspaniałego meczu, widać było u niego brak rytmu gry. Mimo to dołożył 2 bramki z 5 strzałów (4 celne).

Na minus: Fernandinho – niepotrzebnie sprokurowany rzut karny, widać po nim było brak nawyków środkowego obrońcy. Foden – rozgrywał dobry mecz, druga żółta kartka była niepotrzebna i głupia. Ograniczył sobie możliwość łapania minut w następnym sparingu z włoską drużyną. Otamendi – to Stones, a nie on wszedł za Rodrigeo. Wydaje się że na ten moment jest numerem 3 na środku obrony (wliczając pauzę Hiszpana). Pod kątem spotkania z The Villans pomóc może mu 180 minut rozegrane już przez Fernandinho na przestrzeni tygodnia. W dłuższej perspektywie będzie jednak problemem w składach.

Sytuacja w tabeli: Nie mają w swojej grupie żadnej konkurencji, dwóch poważniejszych rywali podzieliło się punktami. Atalanta wciąż robi za statystów.

Ajax – Chelsea

Londyńczycy bez rotacji. Pytanie jak długo wytrzymają takie obciążenia.

Chelsea miała trochę szczęścia (minimalny spalony, słupek) i trochę umiejętności z ławki. Na średnio dysponowany tego dnia Ajax wystarczyło.

Na plus: Pulisic i Bats – rozruszali grę po wejściu i zadecydowali o wyniku. Batshuayi w 20 minut 4 oddane strzały (3 celne), najwięcej w drużynie. Tomori – 2 strzały oddane po sfg, 2 próby z gry miał Alonso, jedną Azpi. Tomori i Azpi załużyli się też dobrymi statystykami w defensywie i rozbrajaniem groźnych sytuacji sprokurowanych przez nieporadność Kepy i Zoumy.

Na minus: Abraham, Willian – obaj bez oddanego strzału, Tammy 70 minut bez liczb w ofensywie, czyżby przemęczenie?

Sytuacja w tabeli: Bardzo ważne zwycięstwo, które jednak niczego nie zapewnia. W grze o awans na ich szczęście potknęła się Valencia.

Genk – Liverpool

Powrót Salaha, brak chorego TAA. Milner tym razem łata dziurę na prawej obronie.

Mecz skończył się w 2. minucie po pierwszej bramce, potem wyrównanie gospodarzy skasował VAR. Po przerwie kontrola Liverpoolu była zupełna, mimo że grali na jakieś 60% możliwości. Na koniec wkradło się trochę wesołego futbolu, efektem czego gole Mane, Salaha i gospodarzy.

Na plus: Oxlade-Chamberlain – dwa gole, które ustawiły i zamknęły mecz. Salah, Mane i VVD(!) po 3 strzały.

Na minus: Lovren – zawinił przy golu, czym nie poprawił swojej beznadziejnej sytuacji w zespole

Sytuacja w tabeli: Liverpool i Napoli odjeżdżają Salzburgowi, pomimo ambitnej postawy Austriaków.

Partizan Belgrad– Manchester United

United zaczęli przemieszanym składem, z pierwszego garnituru grali AWB, Maguire i McTominay. Do składu wrócił Martial, który rozegrał na szpicy 60 minut.

ManU byli drużyną  słabszą – z minimalną liczbą strzałów na bramkę (najwięcej McTominay, 2), w drugiej połowie zupełnie zepchnięci we własne pole karne. Niezłe spotkanie z Liverpoolem było ich meczem sezonu na który się zmobilizowali, teraz wrócili do typowej mizerii. To smutna perspektywa dla ich fanów.

Na plus: Nikt, ewentualnie Phil Jones za najlepszą pracę w obronie.

Na minus: Wszyscy ofensywni zawodnicy (również zmiennicy). Nawet nie można powiedzieć, że chcieli zagrać na utrzymanie zero z tyłu, bo nie mieli żadnej kontroli nad meczem. 15(!) strzałów gospodarzy, na szczęście zawodziła celność (2 w światło bramki).

Sytuacja w tabeli: Więcej szczęścia niż umiejętności. Prowadzenie w grupie z 7 punktami, ale AZ i Partizan wciąż liczą się w walce o awans.

Slovan Bratysława – Wolverhampton

Wilki wyszły mocnym składem z kilkoma zmianami względem meczu ligowego. Na ławce Traore, Jota, Dendo i Neves.

Slovan zaczął ambitnie i imponował na tle Wolverhampton swoją grą. Sytuację odmieniło dopiero nieporozumienie bramkarza i obrońcy z Bratysławy, którzy podarowali wyrównanie, druga bramka po trochę naciąganym karnym. Te dwie akcje podłamały gospodarzy i obraz meczu się zmienił.

Na plus: mimo wyniku nikt.

Na minus: wszyscy, szczególne wyróżnienia: Jota – niepotrzebna czerwona kartka, Cutrone – bez strzału na bramkę, zmieniony w przerwie, Traore – robił tylko trochę wiatru dryblingami, poza tym bez liczb w ofensywie przez 45 minut.

Sytuacja w tabeli: Besiktas nieoczekiwanie bez punktów, pozostali są wciąż w grze, ale Slovan musi uzyskać chociaż punkt w następnym meczu z Wilkami.

Arsenal – Vitoria Guimaraes

Arsenal typowo przemieszanym składem, ale tym razem liczba młodych nieco ograniczona. Martinelli –Tierney, Holding, Mustafi, Bellerin – Willock, Torreira – Martinelli, Rowe, Maitland-Niles – Lacazette.

Pozostająca przed meczem bez punktów Vitoria postawiła się od pierwszych minut i parokrotnie ośmieszyła obronę Arsenalu. Emery próbował ratować sytuację dwoma zmianami w przerwie, ale dopiero wprowadzenie Pepe w 75.minucie zadecydowało o wyniku, bez niego to goście prezentowali się lepiej.

Na plus: Pepe – świetne wejście i gracz meczu, strzałami z rzutu wolnego wyrównał i ustalił wynik. Martinelli – 3 strzały (2 celne) i gol. Tierney: 5 wrzutek (2 celne) i asysta. Brakuje mu formy fizycznej – pod koniec spotkania, które nie było prowadzone w szalonym tempie, łapały go skurcze.

Na minus: Obrońcy Arsenalu, szczególnie Mustafi Holding i Bellerin nie radzili sobie z Portugalczykami, którzy strzelili w Londynie swoje pierwsze gole w LE. Ceballos – wprowadzony w przerwie nie pomógł w ofensywie, na razie wiele wskazuje że był gwiazdą tylko pierwszego meczu. AMN – najgorszy w pierwszej połowie: bez liczb z przodu, jego błąd doprowadził do straty gola, zmiana w przerwie. Po dwóch ostatnich występach w LE znacznie oddalił się od wyjściowej jedenastki. Laca – bez błysku, a to on powinien ciągnąć ofensywę Kanonierów w tym meczu i przetrzeć się przed ligą.

Sytuacja w tabeli: Bardzo dobra, Standard Liege przegrał z Eintrachtem na wyjeździe i w następnej kolejce ma mecz ostatniej szansy. Arsenal nie powinien jednak zlekceważyć wyjazdu do Portugalii.

PRZEKAŻ DAROWIZNĘ NA BLOGA