Uma tnie równo.

Człowiek w czerni uciekał przez pustynię a Uma podążała w ślad za nim. Ruszył naprzód ku samotnej, mrocznej wieży. Przysadzista baszta, ślepa jak serce szaleńca, z brunatnych kamieni – nie ma podobnej nigdzie na szerokim świecie. Minął pochylone ku czerwonej ziemi gołe drzewo a na nim rozpięte, wysuszone na wiór zwłoki. Groteskowo splecione z ostem, przekłute długimi czarnymi kolcami, z wyblakłą tabliczką wisząca na szyi. “Fergie, pedicabo te et irrumabo”. Odległe wzgórza pokładły się jak olbrzymy na łowach. Nic nie było słychać, chociaż gwar dookoła, a do wieży, prócz niego, zmierzało 119 innych postaci. Awanturników przepadłych, jemu podobnych. Ten silny, tamten zuchwały a każdy już zgubiony. I oto stanęli rzędem przed wieżą zebrani, jak do zbiorowego portretu, a zanim gasnące słońce odeszło, błysnęło jeszcze przez chmur szczelinę. Ostry blask padł na wrota, te ciężko, niechętnie,  rozwarły się zapraszając uciekinierów do chłodnego wnętrza. Na najwyższe piętro, na marmurowy taras, na ostatnią ucztę Last Man Standing.

Pierwsze cięcie jest formalnością. Błyskiem stali, niedbałym gestem Umy. W mgnieniu ostrza poeta widziałby sprawiedliwość wymierzoną ręką mrocznej wieży. Uma nie dzieli na lepszych i gorszych. Tnie równo uznanych menedżerów, jak i tych bardziej anonimowych towarzyszy broni. Wycina pechowców, kombinatorów, tych co hitowali i tych cierpliwych. Ich imiona podzielą losy faraonów. Będą wyrytą kataną pamiątką na sarkofagu 24 podwójnej kolejki, aż w końcu zasypane piaskiem zostaną zapomniane. Różnica między przeżyciem a ścięciem wynosiła tylko 1 punkt. Po pierwszym cięciu z turniejem żegnają się m.in. Gruwwa, który od lat brzydzi się przeżyciem pierwszego cięcia, Monte, redakcja Spojrzenia Z Kanapy, Michał Walczak, weterani jak Jotpeg, lider rankingów Prezes, mój ulubiony czarny kot Mikson oraz wielu innych. W turnieju pozostaje 120 drużyn – przynajmniej do nadciągającego weekendu.

 

PRZEKAŻ DAROWIZNĘ NA BLOGA