Uma tnie równo.

Cięcie szóste turnieju Last Man Standing przypada w momencie kiedy niejeden zastanawia się czy żyjemy w symulacji, czy po prostu jesteśmy piekłem innej planety? Stąd kiedy morale sięga bruku a wena leży i kwiczy pod naciskiem priorytetów, rzeczy ważniejszych i jeszcze ważniejszych wasz skromny narrator o pustym sercu kolejną relację z umageddonu zamienia z epitafium na skromne odczytanie listy poległych.

Najpierw dumna dziesiątka aktualnych kozaków LMS:

Pierwsza czwórka to Free Hity. Różne i różniste, ale najważniejsze, że numero jeden czatownik Maniek dorzucił do puli turnieju pieprzone 92 punkty. Przewaga nad Pawłem wynosi 40 punktów, ale podobnie jak 2 : 0 nie jest wynikiem bezpiecznym, tak te cztery dyszki będą teraz celem pozostałej przy życiu biesiadnej dziewiątki. Czy skorzystają, że upasiony i upojony lider legł na moment w kącie?

Tniemy.

Pazdan. Kończ waćpanno wstydu oszczędź. Ledwie widoczny rozmazany ruch katany. FPL Freak. Ciało na podłodze. Fergi Time. Ten moment, kiedy Uma rozpoznaje jedynego dezertera w historii turniejów LMS. I przykra dla pozostałych bohaterów seria tanecznych kroków żegnająca Patryka, Filipa, Wojtka, Damiana, Piotra, Łukasza i Marcina. Nie smućcie się przyjaciele. FPL, wino i miłość niszczą nasze życie, ale też FPL, wino i miłość składają się na życie.