Uma tnie równo.

Biesiada trwa. Te półmiski kontuzów, arkasów, blemasów z ingredyjencyjami pomuchl, figatelów, cybetów, piżm, dragantów, pinelów, brunelów. Owe ryby! łososie suche, dunajeckie, wyżyny, kawijary weneckie, tureckie, szczuki główne i szczuki podgłówne, łokietne, flądry i karpie ćwiki, i karpie szlachetne. Żyć, nie umierać. Popuszczać pasa. Pośród gości uwijają się dyskretnie garsoni dolewając hojnie bursztynową mamałygę i złociste miody.

Na szczycie subtelna roszada. Mateusza i Michała dzieli niewiele, składy podobnie, ale u pierwszego zagrał Jimenez, u drugiego Maupay, Moura i … Cresswell. Na trzecim miejscu okopał się Artur, obłożył poduchami, przewrócił siedzisko i z przewagą 29 punktów nad miejscem 4 czeka na dalszy rozwój akcji. Ta przyspiesza, rozwiera gwałtownie wrota biesiadnej komnaty. Miejsce przy stole traci Dominika – 29 punktów z hitem, ciągnie niczym kamień na szyi i zapewnia bolesny wylot z pierwszej dziesiątki; na 18 miejsce spada Fechu – Beniaminek bronił top10 kapitanem Jimenezem, Rico, Dendockerem, Firmino i Maddisonem. Odważna decyzja z opaską daje nadzieje na szybki powrót. Na 5 miejsce wbija Darth, ten przebiegły szpieg z krainy deszczowców za dnia zgrywa janusza wsłuchując się uważnie w porady bywalców bloga a nocą wpisuje zdobyte dane do wysłużonego kalkulatora. Jest metoda, są rezultaty i awans na 5 miejsce. Swoje stołki utrzymali menedżerowie Yes I Kane, Uciekamy ze Stadionów i Myoofca. Uczta trwa dalej kiedy na salę wbija dwóch nowych pretendentów do tronu. Pierwszy to gładkolicy, smukły niczym syn Zeusa i Leto, bijący jasnym blaskiem menedżer pokrytego patyną Kessel Run. Ów młodzieniec zajął skromnie 9 miejsce, ostrożnie i nieśmiało zasiadając blisko wyjścia z sali. Drugim wędrowcem okazał się niesławny Rataj. Był jak wielki dom w butach. Faceci tacy jak on zwani są zwykle mikrus albo mały ktośtam. I bywają tępawi. Jednak ten chodzący gmach był nadnaturalnie szybki, potwornie silny, krostowaty i dwa razy mądrzejszy niż sugerowało szpetne oblicze.

Czas na cięcie nr 5.

Uma wycina ogorzałych weteranów niszowego bloga. Pod ostrze trafia doświadczony wieloma sezonami Łukasz Kublik; będący z nami niemal od początku Oskar; nietuzinkowy Machete, uznani Michał Dziambor i Jakub Hołaj. Żegnamy również Bartosza, Michała, pyskatego Adama vel Banana, Artura i nigdy nie poznaną Ewelinę. W tym momencie trzeba wyciągnąć dwa fakty. Pierwszy to wysoki poziom ściętej dziesiątki. Tu walka trwała do końca, Łukasz spada z 388 punktami, Bartosz z 70 miejsca z 381 oczkami. Na tym etapie odpadają już tylko najlepsi. Druga rzecz to przysłowiowa niesprawiedliwość wież. 388 punktów to ścięty Łukasz, to również utrzymane resztą sił pozycje redaktora Roberta oraz kolegi Huberta. Świadomi takich sytuacji musimy kierować się układem tabeli, która turniejowi zapewnia transparentność, mimo że nie do końca jest sprawiedliwa. Na koniec wpisu odnotujmy wielką ucieczkę drużyny Lakers, z miejsca 67 na bezpieczne 53; awans MKS Gądkovia Gądki z 64 na 44 i najlepszy wynik kolejki – 53 punkty drużyny Check-Matel. Jej menedżer długo zapewniał administrację turnieju, że nie ma nic wspólnego z szachami a z gier towarzyskich zawsze preferował warcaby.

PRZEKAŻ DAROWIZNĘ NA BLOGA