Scio me nihil scire

Sprawdzamy terminarze, analizujemy statystyki, liczymy na podtrzymanie dobrej passy lub przełamanie złej. Knujemy, próbując przekonać samych siebie, że skoro wszystkie podjęte przez nas decyzje na papierze są logiczne, to okażą się również trafione i zaowocują zielonymi strzałkami na koniec kolejki. Działa? Czasem tak. Czasem natomiast idący po tytuł kolejnych The Invincibles Liverpool potrafi dostać trójkę od walczącego o utrzymanie Watfordu. FPL oparty jest na piłce, a ta potrafi być cholernie nieprzewidywalna, dlatego pomimo wszystkich dokonanych analiz, koniec końców każdy z nas powinien potrafić spojrzeć sobie w oczy i, nawiązując do internetowego klasyka, powiedzieć otwarcie “koniu, g***o wiesz”.

Czy to znaczy, że nie powinnismy knuć? Absolutnie nie. O to przecież w tej całej naszej zabawie chodzi. Ponieważ środek sesji egzaminacyjnej nie służy jednak długim wywodom, a i statystyk na których możemy się oprzeć zbyt wielu nie ma, to dzisiejszy wpis będzie króciutki. W sekcji kapitana odmrażamy się stopniowo 😉

Na początku oddajmy głos mądrzejszym od nas. Nigdy co prawda w te procenty do końca nie wierzyłem, ale jeśli dla kogoś miałyby być jakąś wskazówką, to śmiało.

Jak widać, liderami zestawienia klasycznie są Obywatele. Do tego bardzo kusi fakt, że drużyna z Manchesteru ma przed sobą podwójną kolejkę. Problem z błękitnym duetem jest jednak ten co zawsze:

Jak już kiedyś mówiłem, różne są supermoce. Niektórzy potrafią latać, inni stawać się niewidzialni, dla mnie wystarczająca byłaby umiejętność czytania w myślach Pepa. Póki nie dołączę jednak do grona fpl-owych x-menów, tego co zrobi Guardiola mogę się niestety tylko domyślać, a jeśli dodamy do tego kilkumiesięczny lockout, który te i tak karkołomne przewidywania utrudnia, to pozostaje mi jedynie powtórzyć raz jeszcze: scio me nihil scire.

Pomimo tych wątpliwości, kapitana szukałbym głównie w błękitnym Manchesterze lub czerwonym Londynie (przy czym, decydując się na drugi wariant, wybór opaski byłby już raczej formalnością)

Więc teraz juz króciutko.

Kun – teoretycznie najwyższe szanse na bramkę w kolejce zasadniczej i najwyższe wśród zawodników odrabiających zaległości. Do tej pory z Arsenalem 11 bramek i 2 asysty w 4 spotkaniach. Z Burnley 9 goli w 7. Na papierze chyba najlepszy kandydat.

Jesus – na pewno byłaby to opaska niszowa (na ten moment ma 3,2% posiadania). Istnieje jednak spore ryzyko, że zagra ogony (ofc równie dobrze ogony może dostać Kun, ale wewnętrzny yedi podpowiada, że w południowoamerykańskim pojedynku o plac gry wygra Argentyńczyk). Ładny bilans z The Clarets – 3 bramki w 2 spotkaniach.

KDB – tu teoretycznie o minuty powinno być pewniej niż u duetu snajperów, choć z drugiej strony, nie grający juz o nic w lidze Pep, może chcieć oszczędzić belgijskiego wirtuoza. Przeciwko Kanonierom 4 bramki i 2 asysty w 11 grach. Z Burnley 1 gol i 2 asysty w 5.

Ster/Mahrez – odpowiednio: 5 bramek i 3 asysty w 11 meczach z Arsenalem, a gol i asysta w 8 z Burnley u Anglika oraz po jednym golu i asyście w 9 spotkaniach z Kanonierami i 3 trafienia + 2 asysty przeciwko The Clarets.

Auba – jeżeli w fplowej ruletce chcecie postawić na czerwone, to najlepszym wyborem powinien być Auba. Dużą zaletą powinny być u niego względnie pewne minuty. Gabończyk grał z Brighton 4 razy, zdobywając 3 bramki, przeciwko Obywatelom próbował 5 razy, ale w klasyfikacji kanadyjskiej jego wynik wynosi okrągłe zero.

No i cóż, można oczywiście kombinować bardziej, zarówno w ramach tych drużyn (Pepe? Bernardo?), jak i w ramach innych drużyn z podwójną kolejką (Grealish? Biorąc pod uwagę, że dodatkowa kolejka to spotkanie z Sheffiled może nie jest to jednak najlepszy pomysł). Można wreszcie spróbować kogo, kto w najbliższej kolejce rozegra tylko jedno spotkanie (Tammy vs Villa? Chcący zrobić kolejny krok w stronę mistrzostwa, a w przypadku niespodzianki na The Emirates, chcący je przypieczętować Liverpool? Danny Ings polujący na Kanarki?). Pytanie brzmi, czy takie nadmierne kombinowanie ma sens w sytuacji, gdy Obywatele mają podwójną kolejkę, a jednym z ich rywali jest Arsenal.

Chyba zdecyduję się Kuna. Easy?

Na koniec krótka prywata. Z uwagi na liczne obowiązki, sam jeszcze za bardzo nie knułem osobistego planu na tę i kolejne kolejki. Mam zamiar usiąść do tego wieczorem i zapomnieć na kilka godzin o wszystkim. O to chyba chodzi w FPL-u, żeby w świecie, w którym jest masa bardziej lub mniej poważnych problemów, z których każdy ma jednak zdecydowanie większy wpływ na na nasze życie niż FPL, czy ogólnie piłka nożna, mieć taką odskocznię, która pozwala nie myśleć o innych rzeczach. Emocjonować się tym, czy uda się zyskać 0,2 TV, czy mój kapitan nie skończy z blankiem, a jeżeli zaliczy dobry występ to ile zgarnie za niego BPS-ów. Mała rzecz, w sumie pierdoła. Ale cieszy, a w sobotę o 16 gdy siadasz do jednego meczu, a wyniki pozostałych co chwilę sprawdzasz w Internecie sprawia wrażenie, jakby była niemal kwestią życia i śmierci.

W obliczu sytuacji, która nas wszystkich spotkała brak FPL-a był drobnostką i przyznaję, że przez przez minione miesiące praktycznie o nim nie myślałem, zresztą, pewnie tak, jak wielu z Was. Mimo to, teraz, gdy wrócił, czuję, że mi go bardzo brakowało. Knucia, pisania na blogu i czytania o Waszym knuciu. Z tego miejsca chciałbym więc bardzo serdecznie podziękować zarówno chłopakom z redakcji jak i Wam wszystkim za tworzenie świetnej społeczności, dzięki której ta mała piłkarska pierdoła potrafi budzić tak wiele emocji.

Zrobiło się trochę ckliwie, więc definitywnie zmierzając już ku końcowi, klasycznie życzę Wszystkim, jak i samemu sobie, byśmy zakończyli kolejkę w morzu zielonych strzałek. A jeżeli się nie uda i będą spadki? Trudno, fajnie, że FPL wrócił.

PRZEKAŻ DAROWIZNĘ NA BLOGA