Gdzie dwóch się bije tam…/Są hity są bramki

Czymże jest dziesięcioletnia tułaczka wracającego spod Troi Odyseusza, w porównaniu z trzy razy dłuższym oczekiwaniem kibiców Liverpoolu na upragniony tytuł mistrza Anglii. Ostatnia kolejka przypieczętowała to, o czym od dłuższego czasu wszyscy wiedzieliśmy, a czego udaremnienia w tym sezonie najbliższa była pandemia koronawirusa. TO JEST TEN SEZON. The Reds wrócili na swoją pieprzoną grzędę.

Jak wpłynie to na atrakcyjność podopiecznych Jurgena Kloppa z punktu widzenia finiszu tegorocznego FPL-a? Uważam, że w tej materii wiele się nie zmieni – liverpoolczycy dalej powinni stanowić podstawę naszych składów. Po pierwsze, odpadnięcie z Ligi Mistrzów i FA Cup powoduje, że głównym wyzwaniem, które stoi jeszcze w tym sezonie przed The Reds jest próba wyśrubowania nowego rekordu punktowego w lidze (przy założeniu, że chłopcy z Anfield wygraliby wszystkie mecze, które im pozostały, są w stanie dobić do 107 pkt.; obecny rekord wynosi 100 i należy do City). Po drugie, zarówno Mo, jak i Mane wciąż liczą się w walce o koronę króla strzelców. Kontuzja Kuna oraz gorsza dyspozycja Auby i Vardiego powodują, że ich szanse są naprawdę spore, co powinno stanowić dla nich zastrzyk dodatkowej motywacji. Po trzecie, limit 5 zmian ułatwia stopniowe ogrywanie młodych zawodników lub dawanie szans rezerwowym pokroju Minamino, czy Origiego. Z jednej strony, na co kilkukrotnie zwracał uwagę w swoich tekstach Coleinho, prowadzi to do jeszcze większej atrakcyjności bocznych obrońców (sic!), ponieważ potencjalne zjazdy do szatni w okolicy 70 minuty powodują, że łatwiej jest o CS-a. Z drugiej, ewentualna rotacja z przodu i tak nie eliminuje szans na punkty Mane, czy Salaha, którzy nawet rozpoczynając mecz na ławce spokojnie mogliby liczyć na wejście w końcówce.

Tyle jeśli chodzi o ogólne rozważania na temat Liverpoolu, z punktu widzenia wyboru opaski na GW32+ sprawę należy jednak skonkretyzować. W czwartek, na zakończenie kolejki, The Reds zagrają na Etihad z City. Chociaż w kontekście mistrzostwa wszystko jest już jasne, to obu drużynom z pewnością zależeć będzie na zwycięstwie. Nowy mistrz zmierzy się ze starym. Liverpool będzie chciał zrobić krok w kierunku pobicia rekordu City, które z pewnością będzie chciało im to śrubowanie wyniku utrudnić. Jednym słowem, choć z punktu widzenia walki o trofea mecz nie ma wielkiej stawki, to na pewno jest to prestiżowe spotkanie, w którym obu drużynom zależeć będzie na zwycięstwie.

I tu pojawia się ważne pytanie, które powinno moim zdaniem niejako zdefiniować strategię, jaką obierzemy na tę kolejkę – spodziewamy się piłkarskich szachów, czy otwartego spotkania realizującego zawartą we wstępie zasadę “są hity są bramki”? Od przyjścia do Premier League Pepa Guardioli obie drużyny grały ze sobą w lidze 7 razy i tylko raz mecz zakończył się wynikiem 0-0. W sumie padły zaś w nich 22 bramki. Całkiem sporo. Wydaje się więc, że w sytuacji, gdy grają ze sobą dwie ofensywnie usposobione drużyny, które swoim poziomem przewyższają na ten moment resztę ligi, a samo spotkanie ma charakter przede wszystkim prestiżowy, co powinno zwiększać jedynie szanse na pełne bramek widowisko, postawienie po prostu na sprawdzonych, świetnych jakościowych graczy pokroju Salaha czy De Bruyne może okazać się naprawdę dobrym rozwiązaniem.

Poza tym, dobrym pomysłem wydają się być Diabełki. Martial ma za sobą pierwszego hat-tricka w barwach United, Rash zaliczył dublet asyst, a Bruno…dobry mecz (za który w FPL-u niestety szczególnie nie nagradzają). Ole z podopiecznymi pojadą we wtorek do Brighton na spotkanie z Mewami. Na papierze wygląda to bardzo dobrze i nie dziwi mnie, że w wielu składach widziałem podwojoną, a nawet potrojoną ofensywę United, ale mimo to, pozostałbym ostrożny. Brighton może jakoś szczególnie nie zachwyca, ale mimo to uważam, że Mewy wyglądają naprawdę solidnie, co widać zresztą po 4 punktach zdobytych w potyczkach z Leicester i Arsenalem. Poza tym, odkąd The Seagulls wrócili w 2017 roku do elity, United nie potrafiło wygrać jeszcze ligowego spotkania na Falmer Stadium (fakt faktem, mowa tu jedynie o dwóch spotkaniach zakończonych odpowiednio 1-0 i 3-2, ale mimo to takie smaczki również mogą być jakąś wskazówką przy doborze opaski). Niezłym pomysłem wydaje się być ktoś z Chelsea, która w niedzielny wieczór zmierzy się na wyjeździe ze skandalicznie słabym West Hamem. Gdyby sytuacja kadrowa w The Blues wyglądała tak jak pół roku temu, jednym z faworytów do zostania kapitanem z pewnością byłby Tammy. Brak pewności co do pierwszego składu powoduje, że bezpieczniejszym wyborem wydaje się być, najlepszy zawodnik czwartkowego starcia pomiędzy Chelsea, a City – Willian. Poza tym, solidny Jimmy wraz z solidnymi Wilkami już za kilka godzin zmierzy się w Birmingham z grającą o życie Aston Villą. Długimi momentami niczym nie wyróżniający się występ, który koniec końców okaż się naprawdę porządny dzięki bramce zdobytej głową po dośrodkowaniu Traore, a potem okrasa w postaci kilku BPS-ów? Jest to wielce prawdopodobne. Są wreszcie wielkie nadzieje będące powodem jeszcze większej frustracji – Kane , który przeciwko Młotom mógł rozbić bank, a ograniczył się do zabrania kilku drobniaków z kasy w spożywczaku, w czwartek jedzie do Sheffield, by zmierzyć się będącą ostatnio w odwrocie armią generała Wildera, a Auba… no na niego to w sumie szkoda słów, ale kiedy jeśli nie u siebie z Norwich?

Trochę pogadaliśmy o ogólnych odczuciach, więc teraz jeszcze garść statystyk.

Salah – z Palace bramka, asysta i 5 strzałów. Przeciwko City 4 gole i 2 asysty w 8 grach. 35%.

Mane – ostatnio 1 strzał i 1 gol, do tego 5 wykreowanych sytuacji, przeciwko Obywatelom 6 bramek i asysta w 13 spotkaniach. 31%.

KDB – z Chelsea kapitalna bramka z wolnego. Przeciwko Liverpoolowi 3 asysty w 9 grach. 22%

Mahrez – punktował w 4 z ostatnich 5 spotkań (w tym wszystkich od powrotu z lockdownu). W końcu dostanie resta, pytanie tylko czy przeciwko Liverpoolowi, czy raczej w FA Cup. Bilans dokładnie ten sam co Belg – 0 trafień i 3 asysty w 9 grach. 29%.

Ster – 32%. Przeciwko swojemu byłemu klubowi 1 gol i 2 asysty w 11.

Martial – 2 asysty w 6 spotkaniach z Mewami. Napędzony hat-trickiem z Sheffield. 42%.

Rashford – 2 bramki w 4 próbach. Również 42%.

Willian – 8 gier przeciwko West Hamowi, póki co bez rezultatów. 23%.

Jimenez – przeciwko The Villans grał raz i trafił. 44%.

Kane – 1 asysta w 3 grach z Sheffield (na poziomie Premier League jeden pusty przelot). 40%.

Son – 33%. 1 bramka przeciwko Szablom.

Auba – faworyt bukmacherów z aż 57%. Do testu Norwich raz już w tym sezonie przystąpił i zdał go z dwoma trafieniami.

Poza tym, ciekawie zapowiadają się spotkanie na Vicarage Road, gdzie Szerszenie podejmować będą Soton oraz na Goodison, gdzie Everton zmierzy się z Leicester.

Powodzenia, samych zielonych strzałek!

PS: czy warto było dać opaskę obrońcy? Warto. Szkoda, tylko, że nie temu, któremu ja dałem 😉 Do Matta ciężko mieć pretensje, zrobił swoje, zaliczył CS-a, jakoś szczególnie nie zawiódł – plan minimum został wykonany, ale lekki niedosyt pozostał.

PPS: Gdyby kogoś to interesowało, to podczas ostatniego cięcia niczym Arya Stark ostatkiem sił zdołałem powiedzieć Umie “not today”, ale tym razem to już serio potrzeba będzie cudu…

PRZEKAŻ DAROWIZNĘ NA BLOGA