Subiektywnie po GW5

Po 4 szalonych kolejkach, w końcu mam wrażenie że oglądaliśmy coś logicznego, przewidywalnego w Premier League. Żaden wynik nie wymknął się zupełnie logice, nawet dwa wyniki 3:3 w jakiś sposób oddają potencjał ofensywno-defensywnych tych czterech zespołów. Kilka razy można się w tej rubryce powtórzyć z poprzednimi tygodniami, co oznacza że wraca normalność

Hity:

Timo Werner – pierwszy raz był zabójczo skuteczny i spełnił oczekiwania, chociaż liczby nie powalają na kolana. Ze Świętymi 8 kontaktów w polu karnym, 3 strzały (wszystkie z pola karnego). Daleko mu jeszcze do napastników klasy DCL (taki sezon…), ale liczę na odblokowanie celownika.

Kane dogrywający ze środka do biegnącego przez całą połowę Sona – jedną akcją rozgryźli całą Premier League [zobacz jak]. Co z tego, że manewr powtarzany, prosty i do wyuczenia przed meczem. Nie potrafili temu zapobiec w Southampton, w Manchesterze, a teraz i w Londynie.

Aaron Cresswell – gracz, który był od przynajmniej dwóch lat był po drugiej stronie rzeki został wskrzeszony przez Moyesa. Przesunięcie na środek obrony wydatnie poprawiło jego grę, a przed sezonem widać że dopracował wrzutki ze stałych fragmentów gry. Piłki, które jeszcze rok temu kończyły się na obrońcy w jednoosobowym murze, dziś są regularne i są z nich konsekwentnie sytuacje. W ostatnim meczu 1 strzał z wolnego i aż 12 dośrodkowań – 3 z nich trafiły do adresata i za każdym razem był duży potencjał na asystę. Jeżeli 5.0 to za dużo na obrońcę Młotów (nie dziwię się), to alternatywą jest Masuaku – za 4.5 rola lewego skrzydłowego w fazie ataku i 2 strzały z pola karnego z Tottenhamem.

Heatmapa Masuaku ze Spurs:

Manchester United – ok, na razie to pierwsza jaskółka, ale trzeba docenić, że skład z Fredem, Matą i Jamesem wyciąga największą liczbę oddanych strzałów w tej kolejce (28) spośród wszystkich zespołów. Żeby nie przesłodzić – tylko 2 duże okazje strzeleckie i wciąż to było tylko Newcastle. Ja czekam na mecz z Chelsea, żeby zacząć ich ponownie traktować poważnie.

Ross Barkley – walczy, by na poważnie wskrzesić karierę, na razie efekty są imponujące. W ostatnich dwóch meczach:
11 kontaktów w polu karnym
8 strzałów (5 z pola karnego)
3 strzały celne
Anglik na boisku jest wszędzie (dosłownie, jak widać poniżej), ale szczególną uwagę zwraca pozycja centralnie przed bramką przeciwnika – statystycznie nie ma dogodniejszych pozycji na szukanie bramek:

Pierwsze 0:0 – taki powrót do przeszłości zaserwowali nam West Bromwich i Burnley. O kolejny taki wynik będzie ciężko. Nawet w tym meczu wymagało to łącznie 10 interwencji obu bramkarzy.

Kity:

Everton w derbach – nie mówię tutaj o wyniku, ale o podejściu i otoczce. Przystępują do spotkania jako lider, pokazywali wcześniej że potrafią grać w piłkę, piłkarsko są spokojnie na poziomie Liverpoolu w tym sezonie. Tymczasem ta maska spadła w drugiej połowie, gdzie stali się tradycyjną dla nich derbową grupką drwali. Jeżeli dołożymy do tego wjazd Pickforda, wychodzi smutny obraz w którym ważniejsza od własnego wyniku była eliminacja przeciwnika. Parafrazując Hadaja: Everton, nigdy nie będziecie mistrzami.
Na wszelki wypadek, gdyby komuś się wydawało po przemyśleniu sprawy Everton stwierdzi, że głupio tak komuś kończyć karierę, do sieci wpada to:

RIP obrona Liverpoolu – przy kontuzji Alissona można jeszcze było robić dobrą minę do złej gry, po wypadnięciu Van Dijka i łącznie 5 zdrowych obrońcach w składzie (w tym Neco Williams), wydaje mi się że czas powoli trąbić na odwrót. W najbliższym spotkaniu z Sheffield jeszcze jakoś to będzie, ale potem sytuacja się znacznie pogarsza: WHU-mci-LEI-bha-WOL. W tym momencie jestem sobie w stanie wyobrazić brak Robertsona i Trenta na dzikiej karcie. Jasne, liczymy od nich przede wszystkim na zwroty w ofensywie, ale jednak CS były miłym dodatkiem.

Źródło: expressandstar.com

Kepa – komentarza nie trzeba.

Aubameyang –  przed sezonem mówiło się o statusie must-have, było trochę zdziwienia ze względu na zmianę pozycji w FPL. Tymczasem 3 ostatnie mecze (liv-SHU-mci):
xG 0.05, xA 0.53
2 strzały, 1 z pola karnego (na 270 minut!)
7 kontaktów w polu karnym
2 stworzone szanse (1 duża)
i heatmapa:

Mitrović – sportowo zaliczył jeden z najgorszych występów życia. Mógł schodzić z hat-trickiem, a w FPL równe 0. 5 strzałów, z czego 4 z pola karnego. Jako posiadacz jestem zaskoczony swoją cierpliwością, ale oglądałem większość meczów Fulham w tym sezonie i ciężko o brak sympatii do Serba. Eye-test zdawał za każdym razem, co potwierdzają statystyki, Mitro ma drugą największą liczbę strzałów w Premier League (lepszy tylko Kane), a z pola karnego oddał największą liczbę strzałów ze wszystkich zawodników (17).

Crystal Palace – gra w piłkę nie jest najbardziej skomplikowanym sportem świata. Ot, wychodzi 22 chłopa (lub pań), przez 90 minut próbują uzyskać korzystny rezultat. Zwykle polega to na trafieniu w jeden, konkretny prostokąt o wymiarach około 7.3 x 2.4 metra. Całkiem spory, a na pewno wystarczająco duży by próbować kopnąć w jego kierunku przez ponad półtorej godziny. Wtem pojawia się Crystal Palace. Jeden strzał. U siebie. Z Brighton. Z wątpliwego karnego.
Ciekawostka – mimo takiej formy w ofensywie Zaha kosztuje już 7.2 i przed kalendarzem ful-wol-LEE-bur-NEW-wba będzie kusić wielu graczy. Znając FPL, pewnie ten plan wypali.