Subiektywnie po GW4

Hity:

„Obyś żył w ciekawych czasach”. Chińskie życzenie – przekleństwo, które uderza w tym sezonie w FPL prawdopodobnie jak jeszcze nigdy w historii. Nawet w mistrzowskim sezonie Leicester mieliśmy jakieś punkty stałości, jak forma samych Lisów, West Hamu i Southampton. Dziś strach kogokolwiek pochwalić, dobra gra w jednym meczu większa prawdopodobieństwo klęski w następnym spotkaniu. Oczywiście w każdej sytuacji po fakcie widać sygnały – West Ham powinien wygrać już spotkanie z Arsenalem, Aston Villa przed meczem z Liverpoolem miała komplet punktów, Tottenham w 3 meczach pod rząd miałby worek bramek, gdyby nie Darlow, a obrona Liverpoolu przeciekała jeszcze z Alissonem.

Ten sezon uczy pokory względem wygłaszanych przed startem sezonu opinii. Może przebieg wydarzeń pierwszych czterech kolejek przypomina, że nie ma uniwersalnych prawideł FPL. W top10k w tym momencie znajdują się konta, których menedżerowie nie wiedzieli, że TAA lub Robertson to gracze na cały sezon, ofensywa obu Manchesterów jest na tyle mocna, że trzeba mieć cover każdego z tych zespołów, DCL nie potrafił po wznowieniu trafić do bramki, a Kane się skończył przy Mourinho.

Gdyby ktoś zaczął grać w FPL w tym sezonie mógłby wysnuć następujące „prawdy FPL”:
– DCL to kapitan na set and forget
– West Ham i Aston Villa to solidne defensywy, warto mieć ich cover
– Burnley i Sheffield to łatwy fix dla graczy ofensywnych
– Manchestery? Na co to komu.

Jeżeli powyższe Was jeszcze dziwi, to dla przypomnienia tabela:

I na dole:

Tottenham – kolejni pogromcy mitów, tym razem „Mourinho gra defensywną piłkę, w jego meczach pada mało bramek, nawet przy 2:0 zabezpieczają głównie dostęp do swojej bramki”. Tymczasem mieliśmy już 5 goli z Southampton, rekord strzałów na bramkę z Newcastle i teraz sześciopak w Manchesterze. Zmieniła się też definicja pozycji Sona od poprzedniego sezonu. O ile wcześniej był głównie przyklejonym do linii skrzydłowym, teraz ma również zadanie uzupełniania pozycji Kane’a , którą ten opuszcza żeby rozegrać piłkę. Myślę, że efekt zaskakuje nawet samego Mourinho.

Na potwierdzenie tej sytuacji przychodzą liczby: Son ma obecnie największy współczynnik dużych okazji strzeleckich na 90 minut gry wśród pomocników (1.76). Jeżeli dodamy napastników, lepszy od niego jest tylko Lacazette (1.91). Koreańczyk nie strzela z karnych, czy rzutów wolnych, przez co nie imponuje łączna liczba okazji strzeleckich (10). W kontekście FPL nadrabia potencjałem na asysty – liczba stworzonych szans (13) to ta sama półka co KDB, Salah i Rodriguez.

West Ham – po pierwszym meczu byłem mentalnie gotowy na scenariusz braku żadnych punktów po 7 kolejkach. Tymczasem Moyes leczy się w domku i śmieje ze swoich krytyków. Proponowane przez niego ustawienie z 5 z tyłu sprawdziło się, strach pomyśleć co by było gdyby miał chociaż połowę tego wsparcia od zarządu, jaką miał Pellegrini. Tak jak kilkukrotnie wspominałem, syf w West Hamie wymyka się klasycznym ramom, bo przebiega na linii zawodnicy razem z trenerem vs. zarząd. Efekty przechodzą wszelkie oczekiwania, obecnie broni się każda pozornie dziwna koncepcja tj;
-Cresswell w trójce środkowych obrońców
-Fornals na lewym skrzydle
-ławka Hallera, mimo że ten jest w formie
-zapomnienie o graczach, którzy nie mają wystarczającej ochoty na pracę defensywną tj. Anderson, Yarmolenko i Lanzini

Przyczailiśmy się, że myśląc o największej liczbie stworzonych szans strzeleckich spoglądamy na Liverpool. Tymczasem TAA i Robertson są w czołówce (8+5), ale ich statystyki przygniatają obrońcy West Hamu:
Cresswell – 10, Fredericks – 9 (a jego następca Coufal 2), Masuaku – 5. Tak wygląda czołówka obrońców o największym potencjale na asysty:

Skromna teza: na kartach branych od GW7 wzwyż, posiadanie obrońcy Młotów plus Antonio/Bowena będzie szablonem.

Swoją drogą jestem ciekawy, jak duży wpływ na wyniki ma dowodzenie przez Moyesa drużyną z domu, z widokiem jak z Football Managera, a może nawet nieco lepszym (dobór większej liczby kamer). Jestem sobie w stanie wyobrazić sytuację, w której menedżer widzi dzięki temu szersze pole boiskowej akcji niż ze standardowej pozycji przy linii i jest w stanie podejmować lepsze wybory w zakresie organizacji gry i przeprowadzanych zmian.

Kity:

Obrona Burnley i Sheffield United – oba kluby znane z solidnej pracy w obronie dostępu do własnej bramki wyraźnie odstają. Brak Bena Mee i Deana Hendersona, a prawdopodobnie też brak kibiców mocno odcisnęły piętno na pewności siebie zwykle kontrolujących sytuację zespołów. W obu sytuacjach, menedżerów nie wsparł zarząd szukając odpowiednich uzupełnień składu.

Statystyki zamiast masakrować postawę tych zespołów paradoksalnie dają jeszcze nadzieję na przyszłość. Sheffield i Burnley są w TOP6 klubów z najmniejszą liczbą dużych sytuacji strzeleckich, jakie mieli przeciwnicy (ciekawostka – TOP1 to ex aequo West Ham i Everton). W takiej sytuacji warto spojrzeć na statystyki bramkarzy. Ramsdale wypada nieźle – 68.4% obronionych strzałów to przyzwoity wynik. Cieniuje za to solidny od kilku sezonów Nick Pope – 41.7%.

Obrona klubów „starodawnego” TOP6:
Liverpool: 1 CS, 11 goli straconych
Manchester City: 0 CS, 7 goli straconych
Manchester United: 0 CS, 11 goli straconych
Chelsea: 1 CS, 6 goli straconych
Tottenham: 0 CS, 5 goli straconych
Arsenal: 0 CS, 5 goli straconych

Co więcej, w kilku przypadkach nic nie wskazuje na poprawę sytuacji. Liverpool kilka spotkań może zagrać w 10 bez bramkarza, a do posadzenia na ławce nadają się Gomez i TAA (ale zmienników brak). Manchester City transferem Diasa kupił trochę nadziei, problem w tym że wciąż w radosnej wizji mieszają Ederson i Mendy, a i Kyle Walker jest pod formą. Manchester United – cóż, trzeba zaorać.

Zatajanie zakażeń COVID-19. Ostatnio chwaliłem trenerów za boiskową szczerość, teraz trzeba zganić za potajemne traktowanie informacji o chorobie. Teraz wciąż jeszcze używamy uproszczonego trybu, gdzie Mane wypada tuż przed reprezentacjami, czy wcześniej Diop, o którym są jasne sygnały w środku tygodnia. Będzie ciężko, jeżeli przemilczanie informacji o chorobie stanie się regułą. Może to nam mylić dwutygodniową pauzę ze zwykłym odpoczynkiem, co będzie miało duże znaczenie przy nagromadzeniu kolejek. Jeszcze większym zagrożeniem jest ryzyko rozprzestrzenienia się wirusa po jednej drużynie (patrz przypadki z Ekstraklasy). Patrząc na rozwój wirusa na Wyspach, możemy zacząć zakładać się w której kolejce jakiś mecz wypadnie już po deadline ze względu na masowe zarażenia.

PRZEKAŻ DAROWIZNĘ NA BLOGA