Kiedyś miałem świetny skład,

Chłopcami z Leeds wypełniony tak,

Co kolejkę słychać było: “paw i goool”,

Jak zapowiedź losu,

Po weekendzie znajdowałem tam punktów stos,

Wielki, punktów stos.

Do rozpoczęcia kolejnej edycji Premier League jeszcze sporo czasu, jednak fakt, że znamy już nie tylko ceny poszczególnych zawodników, ale i terminarz powoduje, że powoli wraca to charakterystyczne napięcie, które rokrocznie towarzyszy startowi rozgrywek. Warto rozpocząć wstępny rekonesans, dzięki któremu w naszych głowach będzie mogła narodzić się wizja tej najważniejszej drużyny w sezonie. Najważniejszej, bo jedynej podczas tworzenia której jesteśmy równi. Bez hitów, bez chipów, z równym TV. Drużyna, która niczego jeszcze nie musi gonić, jednak której gorsza postawa od początku wprowadzi nerwową atmosferę i skłoni do potencjalnie nieprzemyślanych ruchów mających na celu gaszenie pożarów.

Właśnie ten egalitaryzm towarzyszący GW1 jest jednym z elementów jej wyjątkowości. Kolejnym bez wątpienia jest nadzieja. Nadzieja na to, że tym razem uda się zrealizować wszystkie postawione przed sobą cele. Istotna jest wreszcie pewna doza tajemniczości. Nie wiemy w końcu czego powinniśmy się spodziewać. Jaką formę przygotują poszczególne zespoły? Jak w nowych klubach odnajdą się dopiero co pozyskani zawodnicy? Jak na wyższym poziomie rozgrywkowym zaprezentują się beniaminkowie? Przyznaję, że zazwyczaj  ta ostatnia kwestia jest dla mnie najciekawsza. Rozsądek kazałby poczekać i dać im chwilę na aklimatyzację. Sam doskonale pamiętam, jak w zeszłym sezonie odpaliłem się na widok zielonej autostrady Aston Villi, po której klub z Birmingham jechał ostatecznie dość zachowawczo. Z drugiej strony, element ryzyka może się opłacić, czego najlepszym przykładem może być fiński ekspres TPukki, który choć dość szybko się wykoleił, to początek ubiegłego sezonu miał imponujący.

Umiejętnie wstawieni do składu zawodnicy beniaminków to szansa na stosunkowo dobre liczby w stosunkowo niskiej cenie (we wszystkich trzech drużynach, które wracają właśnie do elity, najdrożsi zawodnicy kosztują 6.0). Czy podopieczni Marcelo Bielsy, podobnie do pawia znanego z wyśpiewanej nam przez Ryszarda Riedla historii, co kolejkę będą składać pełne punktów złote jajo, które jeszcze po latach będziemy wspominać z nostalgią? Brzmi to pewnie dość naiwnie, niemniej nie takie historie FPL już widział. Nawet gdyby miało się jednak okazać, że zawodnicy Leeds nie będą stanowić swoistych gamechangerów pokroju piłkarzy Leicester z sezonu 15/16, to i tak wydaje się, że warto im się nieco bliżej przyjrzeć, bo przynajmniej na papierze widać tu kilku zawodników z potencjałem na bycie solidną, acz budżetową opcją.

Biorąc pod uwagę dorobek punktowy, The Peacocks ze swoimi 93 punktami są w teorii najsłabszymi zwycięzcami Championship od czasu Burnley z sezonu 15/16 (The Clarets zdobyli wówczas również 93 oczka). Sytuacja wygląda jednak zupełnie inaczej, gdyby wziąć  pod uwagę różnicę pomiędzy mistrzem, a drugą drużyną ligi. 10 punktów przewagi podopiecznych Bielsy nad West Bromem to największa różnica od czasu, gdy w sezonie 09/10, również The Baggies, stracili 11 punktów do Newcastle. Jest to przede wszystkim efekt imponującego finiszu – w 9 kolejkach rozgrywanych po rozmrożeniu ligi Leeds zdobyło 22 punkty, tracąc przy tym jedynie 5 bramek.

Ogólnie rzecz biorąc, defensywę należałoby chyba uznać za jeden z głównych atutów podopiecznych Bielsy w minionym sezonie. 35 straconych bramek to lepszy rezultat m.in. od Sheffield z sezonu 18/19 (41), czy Wolverhampton z sezonu 17/18 (39). Jeszcze bardziej imponująco wyglądają statystyki Leeds, gdyby ograniczyć się jedynie do spotkań rozgrywanych na Elland Road. The Whites 13 z 23 domowych spotkań kończyli z czystym kontem, w sumie tracąc raptem 14 bramek. Choć w delegacji liczby te wyglądają gorzej, to Pawie i tak zanotowały 9 wyjazdowych czystych kont. Gotowi do rzucenia się na na defensywę The Pecocks? Uważajcie, niestety jest pewne “ale”. Etatowy duet środkowych obrońców stanowili wówczas Liam Cooper i wypożyczony z Brighton Ben White. Drugi z nich, grający we wszystkich 46 spotkaniach Leeds i notujący w nich średnio 2,7 wybicia oraz 2,5 przechwytu, na tyle dobrze zaprezentował się na zapleczu Premier League, że zaproponowana przez Mewy cena wykupu okazała się dla beniaminka zaporowa. W związku z tym, wciąż niewiadomo, kto w przyszłym sezonie okaże się partnerem Coopera na środku obrony. Idealnym rozwiązaniem byłoby oczywiście wykupienie White’a, jednak na ten moment więcej mówi się o Robinie Kochu z Freiburga. Jaki będzie finał tej historii? Wkrótce powinniśmy się dowiedzieć, jednak nie ulega wątpliwości, że z punktu widzenia atrakcyjności obrońców Leeds w FPL-u, ostateczny brak White’a byłby sporą stratą. Jako ciekawostkę można wspomnieć, że sprawę w swoje ręce próbowali wziąć kibice, którzy na Twitterze rozpoczęli akcję “FreeBenWhite”.

Jeśli chodzi o dysproporcję pomiędzy spotkaniami u siebie i na wyjeździe, to jest ona mniejsza w przypadku popisów ofensywnych. Z 77 zdobytych łącznie bramek 40 zostały ustrzelonych na Elland Road. Generalnie więc, przynajmniej na poziomie Championship, można byłoby powiedzieć, że Pawie są drużyną, która potrafi wykorzystać przewagę własnego boiska, nie będąc jednak od niej uzależnioną (inna sprawa, że ograniczenia dotyczące udziału publiczności i tak znaczenie tejże przewagi mocno marginalizują, choć, jak pokazuje ich dyspozycja po powrocie z kwarantanny, akurat Pawie naprawdę dobrze się w nowej rzeczywistości odnalazły).

Jeśli chodzi o terminarz, to wygląda on średnio:

W ciągu pierwszych pięciu kolejek spotkania z Liverpoolem i City, do tego Wilki i wyjazd do Sheffield. Swoistą łyżką miodu jest tu domowy mecz z Fulham, które niedawno, bo 27 czerwca uległo na Elland Road Leeds 3-0. Zresztą, o ile spotkań z City i Liverpoolem bronić ciężko, to wyjazdowe spotkanie z Szablami wcale aż tak trudnym być nie musi. Choć The Blades zdecydowanie należy rozpatrywać jako drużynę swojego boiska, to pod względem ofensywy Szable do najsilniejszych drużyn Premier League nie należą, co może rodzić nadzieję na czyste konto podopiecznych Bielsy. A jak szanse z przodu? Pomijając frazesy o ciężkim drugim sezonie etc., bardzo dużą stratą dla podopiecznych Wildera z pewnością byłaby ewentualna strata Deana Hendersona o której jest ostatnio coraz głośniej. Koniec końców, terminarz z pewnością idealny nie jest, ale wydaje się, że można dostrzec w nim pewne przebłyski nadziei. Szału nie ma, tragedii chyba jednak też nie.

W ubiegłym sezonie w bramce Leeds występowali doświadczony Hiszpan Kiko Casilla (4.5) i młody Francuz Illan Meslier (4.5.). Casilla rozegrał 36 spotkań wpuszczając 31 bramek i notując 15 czystych kont, Meslier 10, wpuszczając 4 i 7 razy schodząc niepokonanym. Choć, w przeciągu całego sezonu Casilla grał więcej, to od wygranej 4-0 z Hull 29 lutego zagrał on jedynie raz, w przedostatniej kolejce przeciwko Derby. Ok, pauza była wprawdzie efektem zawieszenia Casilli, spowodowanego jego rasistowskimi zachowaniami z wrześniowego meczu z Charltonem, jednak dobra postawa Mesliera i fakt, że Leeds zdecydowało się wykupić jedynie wypożyczonego dotychczas zawodnika z FC Lorient powodują, że uzasadniona wydaje się przeważająca na Twitterze opinia, że to młody Francuz jest faworytem do gry w pierwszym składzie. Więcej będzie można oczywiście powiedzieć po spotkaniach przedsezonowych. W sytuacji, gdy na rynku nie możemy narzekać na nadmiar bramkarzy w cenie 4.5, Meslier może być naprawdę atrakcyjną opcją (o ile rzecz jasna faktycznie wygra on rywalizację z Casillą) dla managerów, którzy preferują grę dwoma goalkeeperami. Kalendarz Leeds nieźle rotuje się z terminarzem Soton, więc duet Meslier-McCarthy może być fajnym połączeniem dla osób chcących zamknąć temat bramki za 9.0.

Patrząc na Leeds z perspektywy FPL-a, najciekawsza wydaje się być obrona. Na pierwszy plan wysuwają się zwłaszcza Luke Ayling (4.5)Stuart Dallas (4.5). Na którego z nich lepiej postawić? Staty mają podobne. Ayling zaliczył 4 bramki i 4 asysty w 37 spotkaniach oddając średnio 0.9 strzału na mecz i notując celność podań na poziomie 80%. Dallas trafiał do siatki 5 razy, 3 razy asystował, strzelał 1.7 raza na mecz i podawał ze skutecznością 79.4%. Grał nieco więcej od Aylinga – 45 razy. Różnica spowodowana jest kontuzją, z którą Luke mierzył się na początku sezonu. W defensywie nieco lepiej prezentował się Ayling (wybicia 1.8 do 1.1., przechwyty 1.6 do 0.9, bloki 0.4 do 0.3). Z drugiej strony, na korzyść Dallasa przemawia fakt, że zdarza mu się grać w pomocy. Na papierze oba wybory się bronią. Pomocne powinny okazać się mecze przedsezonowe, ponieważ na ten moment wybór pomiędzy oboma przypomina swoistego coin flipa. Dostępne na Twitterze porady również nie pomagają i przeważnie można byłoby je streścić stwierdzeniem “jeden rabin powie tak, drugi rabin powie nie”. Obaj zawodnicy mają swoich fanów, którzy na pytanie “czy jest w Leeds jakiś FPL-owy must have?” pewnym głosem odpowiadają to “Ayling”, to “Dallas”.

Poza wymienionym duetem ciekawymi opcjami mogą okazać się Ezgjan Alioski (4.5) i Pascal Struijk (4.0). Pierwszy zdobył w minionym sezonie 5 bramek i 3 razy asystował. Średnio oddawał 1.5 strzału na mecz. Co więcej, Macedończyk niejednokrotnie zamiast w obronie grał na skrzydle. Gdyby wywalczył sobie pierwszy skład mógłby być rozpatrywany w kategorii zawodników must have, problem polega jednak na tym, że Alioski zaczynał w podstawowej jedenastce raptem 21 razy, 18 razy wchodząc z ławki. W oczywisty sposób obniża to więc jego potencjał związany z CS-ami i stwarza ryzyko jednopunktowych przelotów. Kluczowe będą tu mecze przedsezonowe. Gdyby Alioski miał pewny skład, mógłby okazać lepszą opcją od Dallasa i Aylinga, póki co ktoś ze wspomnianej dwójki wydaje się być jednak zdecydowanie bezpieczniejszym wyborem. Co ze Stuijkiem? Młody Holender zaczynał jako defensywny pomocnik dwa ostatnie spotkania w Championship. Oczywiście do pierwszego składu droga jest stąd jeszcze daleka, niemniej warto poświęcić mu nieco uwagi, ponieważ jego regularne występy oznaczałyby, że mamy grającego obrońcę za 4.0. Innym defensorem z najniższą możliwą ceną jest znany z boisk Ekstraklasy Barry Douglas. Szkot w sumie rozegrał 15 spotkań, jednak jedynie 6 razy zaczynał w wyjściowym składzie. Brak bramek, brak asyst. Niska cena powoduje, że warto mieć go na radarze, jednak wydaje się, że o miejsce na boku obrony będzie mu bardzo ciężko. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć Liama Coopera (4.5), który w minionym sezonie grał w 38 spotkaniach (36 w podstawowym składzie). Tyle samo kosztuje, stanowiący marzenie kibiców The Peacocks Ben White, któremu póki co do Leeds niestety chyba dość daleko. W odniesieniu do White’a, warto raz jeszcze wspomnieć, że choć i tak nie byłby on raczej dla fantasy managerów pierwszym wyborem, to jego ewentualny transfer oznaczałby dla defensywy Pawi swoisty stempel jakości i z pewnością podniósłby atrakcyjność pozostałych obrońców.

W pomocy Leeds wyróżniającą się postacią był doświadczony Hiszpan Pablo Hernandez (6.0), który w minionym sezonie zaliczył 9 bramek, 9 asyst, 2.1 strzału oraz 2.3 kluczowego podania na mecz. Problemem w jego wypadku są ograniczone minuty (raptem 2506). Biorąc pod uwagę 35 lat na koncie Hernandeza wydaje się, że tendencja może się utrzymywać. Nieco tańszą i sporo młodszą opcją jest regularnie wypożyczany przez The Whites z Manchesteru City Jack Harrison (5.5.). 23-latek 6 razy trafiał w minionym sezonie do bramki rywali, dokładając do tego 8 asyst. W przeciwieństwie do Hiszpana grał we wszystkich spotkaniach Leeds (w sumie zaliczył 3810 minut). Średnio 1.7 strzału i w sumie 87 wykreowanych sytuacji. Jeśli mowa o minutach, to 8 więcej od Harrisona (w sumie trzeci wynik w zespole, mniej jedynie od White’a i Dallasa) rozegrał Mateusz Klich (5.5). Pochodzący z Tarnowa trzydziestolatek zdobył 6 bramek, dołożył do tego 5 asyst, wykreował 79 szans, w ciągu spotkania oddając średnio 1.7 strzału. Kurde, naprawdę miłe uczucie pisać o Polaku jako o sensownej opcji. Przyglądając się przedsezonowym potyczkom Pawii warto zwrócić uwagę na Heldera Costę (5.5), który w minionej kampanii zaliczył po 4 bramki i asysty, oddając 1.5 strzału na mecz i kreując 47 kluczowych sytuacji. Wart odnotowania jest jeszcze Kalvin Phillips (5.0). Gdyby był o 0.5 tańszy byłby naprawdę dobrą opcją na piąty slot. 3254 minuty. 2 bramki, 2 asysty, aż 68 wykreowanych szans. Fajny gość. Doceniany przez kibiców. Minus? Grając zmniejsza szansę na grę Struijka. Inny minus? Chyba jednak o 0.5 za drogi.

Na ten moment atak Pawi jawi się jako jednoosobowa firma zatrudniająca Patricka Bamforda (5.5). 3464 minuty 16 bramek. 2 asysty. Z jednej strony łatka zawodnika zbyt słabego na Premier League, z drugiej silna wiara pokładana w nim przez Marcelo Bielsę. Gdyby utrzymał pozycję podstawowego napastnika Leeds, ze swoją ceną byłby dobrą opcją na budżetową opcję w ataku. Po raz kolejny powtórzę coś, co choć w żaden sposób nie jest odkrywcze, to na tym etapie ciężko powiedzieć coś więcej: trzeba monitorować sytuację. Nie tylko w sparingach, ale również na rynku transferowym. Mówi się o zainteresowaniu Michim Batshuayim (6.0) z Chelsea. Gdyby Belg faktycznie dołączył do Leeds, a następnie wywalczył u Bielsy pierwszy skład, stałby się jednym z ciekawszych napastników w swoim przedziale cenowym. Słowo klucz? Gdyby. Póki co jest to sfera domysłów.

Reasumując. Leeds wraca do elity  z czymś więcej niż piękna historia i spore ambicje. Pawie mają na ławce jednego z najbardziej fascynujących szkoleniowców w lidze, a sam skład jest naprawdę bardzo solidny. Na każdej pozycji doszukiwać się można zawodników, których można rozpatrywać jak opcje w kontekście FPL-a. Czy po latach, wspominając zawodników Bielsy, będziemy mieć przed oczami tłuste dwucyfrówki i związane z nimi zielone strzałki? Nie mam pojęcia. Być może jestem zbytnim optymistą. Mimo to, jak była już wcześniej mowa, magia tej przedsezonowej fascynacji w pewnym sensie polega właśnie na nadziei. Nadziei na to, że uda nam się trafić na nowego Lundstrama, nowego Wan Bissakę, nowego Hendersona, czy nowego Dohertiego. Czy tego typu odkrycia czekają nas w Leeds? Zobaczymy. Na papierze Pawie wyglądają naprawdę dobrze. Oby z czasem pojawiły się złote jaja.

PRZEKAŻ DAROWIZNĘ NA BLOGA