Zaczęły mnie zastanawiać niektóre procesy myślowe towarzyszące graczom fantasy. Niepopularne i oryginalne reakcje na sportowe informacje i wydarzenia. Trochę nawet psychologia postaci tragicznej, jaką niewątpliwie jest „menedżer” FPL.  Oczywiście jest to „analiza” pacjenta zakładu psychiatrycznego, który obserwuje swoich współosadzonych 😊

Wzburzone wyczekiwanie

Przerwa na reprezentacje trwa wieki, mimo że to nawet niecałe 2 tygodnie, wydaje się że dni liczone są w miesiącach. Niektórzy znajdują nowe hobby tymczasowe, grają w gry, nadrabiają filmy i seriale, czytają książki ale wszyscy równo cierpią. W fazie odrzucenia pojawiają się głosy że fajnie, odpocznę od tego, po czym mija dzień dwa i słychać krzyk dawać już te mecze! Osłodą są oczywiście mecze Reprezentacji, no ale umówmy chyba nie dla Polaków, nie codziennie gramy z Bośnią z przewagą jednego zawodnika.

Wygląd osobników oczekujących ligi podobny do Pablo z mema z serialu Narcos.

Składy przypominają choinkę na święta, świecą się we wszystkich odcieniach, zaraz po kolejce nikt się mocno nie przejmuje typowymi urazami “reprezentacyjnymi”, gorsze info płynie ze sztabów narodowych później. Ale zawsze może być jeszcze gorzej kiedy twój kapitan na następną kolejkę idzie na egipskie wesele brata… Myślałem że długo nikt nie przebije Kuna w taxi w Amsterdamie a tu proszę 😊

W 2020 wysyłanie graczy na reprezentacje to rosyjska ruletka. Ponad dwudziestu chłopa zjeżdża się z różnych miast i krajów żeby grać mecze z innymi chłopami w tej samej sytuacji. Do tego dochodzą sztaby szkoleniowe, cała otoczka meczowa i podróże…

Każdy z nas wie że będą przerwy na reprezentacje a i tak jest zaskoczenie i konsternacja. Można powiedzieć że wyzywanie tego czasu od kurew jest bardzo powszechne. Tak jak i walka z samym sobą, zrobić transfery czy czekać? Tracić wartość zespołu czy narażać się na punkty ujemne za hitowanie kontuzjowanych.

Nie ma dobrego rozwiązania bo i tak zawsze źle wybierzesz 😉 Ten czas to pełzający stres, czytając kolejne informacje o kontuzjach i zarażeniach.

Na dzisiaj straciłem cały Liverpool a to dopiero półmetek…

Kim jest gracz FPL?

Podaję uproszczoną definicję: jest to osobnik interesujący się Premier League, który miał tego pecha i zaczął układać skład a teraz nie może bez tego żyć, albo nie chce.

To tak jak granie w gry za dzieciaka, jeżeli gra komputerowa była prosta to szybko się nudziła, za to godzinami grało się w te tytuły które były wymagające, mimo że często wyprowadzały z równowagi, powodowały rzucanie różnymi przedmiotami, brzmi znajomo? Halo gracze FIFA co u was słychać?

Stare wygi vs młodzi gniewni = remis, mniej więcej pół na pół.

Dinozaury jeszcze nie wyginęły 😊

Humory

Moi bliscy i znajomi nie mają pojęcia jakie w moim mózgu zachodzą procesy dzień przed kolejką. Nie wiedzą jakie emocje mną targają kiedy trwają mecze. Jeżeli ktoś neutralny stanął by zupełnie z boku i widział o czym myślę czasem przed zaśnięciem mógłby się mocno zdziwić, jestem jak Beth Hamron tylko na suficie zamiast szachów jest ten tragiczny skład.

Niedziela wieczór przeważnie określa humor graczy FPL na początek następnego tygodnia, wiem jest to niepoważne jak Choupo-Moting w Bayernie, ale tak jest.

Możesz śmiać się do rozpuku jak Sam Allardyce po symulce, kiedy twój kapitan zrobił dwucyfrówkę a czutka dorzuciła gola. Możesz cieszyć się z wygranej jak Mane ale czuć się jakoś nieswojo bo Salah ani razu ci nie podał na pustaka. Możesz czuć się jak Arsenal który dostał gola z rzutu z autu w zimny deszczowy wieczór w Stoke, kiedy jesteś poniżej średniej. Można też czuć się jak Gerrard na poślizgu w meczu z Chelsea kiedy twoja drużyna zgodnie blankuje a twój kapitan kończy na minusie z samobójem, niestrzelonym karnym lub czerwoną kartką.

Oczywiście wyolbrzymiam, jednak zauważam że to początkowo niepozorne hobby ma wpływ na nasze/moje życie.

„Musisz zaakceptować ewentualność, że FPL nie lubi cię, nigdy cię nie chciało i prawdopodobnie cię nienawidzi.”

Kiedyś to były czasy, teraz nie ma czasów

Na pewno spora część was zaczynała podobnie albo nawet jeszcze wcześniej, mój start przygody (biczowania się drutem kolczastym) to jakoś luty 2011, przeczytałem w artykule dotyczącym ligi angielskiej że jest takie coś jak FPL, mam nadzieję że to nie był PR 😉

Na początku był chaos, fajna zabawa, czasem zapomniałem ustawić skład, transfery robiłem jak ktoś mi wypadł itp. Co widać po OR, prawdopodobnie w sezonie 2014/15 zaczęło się szaleństwo ale stopniowo – znalazłem „niszowego bloga”, jeszcze na luzie czytałem artykuły, rok później zacząłem się udzielać w komentarzach, a ponad 3 lata temu założyłem TT i wsiąkłem do reszty w ten świat.

Wstyd się przyznać ale miałem tak wywalone przez 7 sezonów że nawet czerwona kartka Giroud na kapitanie mnie nie ruszyła. Jednak największy wstyd jest inny – do 2017 roku myślałem że dzika karta to jest jeden transfer extra więcej! Tak robiłem WC wymieniając 2 zawodników przez ponad 6 lat. I co? Wynik w sezonie 2016/17 OR 4840, nawet nie wiedziałem że to dobry rezultat. Teraz potrafię dopiero to docenić. Pamiętam jak 3-4 kolejki do końca byłem drugi w lidze bloga, w tekście było nawet o mojej drużynie, sztos. Szkoda że nie zaryzykowałem hitów i w ostatniej kolejce poleciałem do drugiej dziesiątki. Kejn 5.0, Sterling 4.5, jednosezonowiec Michu, tak to były czasy!

Wnioski na dobry wynik: mieć wywalone i trzymać się swojego składu w formie, teraz łatwo się piszę a najchętniej zrobił bym -24 pkt na następną kolejkę.

Świeża bryza z Bałtyku

Chciałem pokazać na swoim przykładzie jakie są kolosalne różnice w tym co było a co jest teraz. Jeżeli ktoś powie że kiedyś to było lepiej to… nie zgodzę się – proces myślowy podobny do tego jak ludzie mówią że za komuny było lepiej, to się nazywa sentyment, a przy okazji człowiek był młodszy to lepiej wszystko wspomina.

Dzisiejsze FPL to ogromna społeczność, masa informacji, pomocne statystyki, dyskusje, zjazdy i spotkania w knajpach na wspólne oglądanie meczów. Mamy do dyspozycji heat mapy, liczby xG xA, obliczone prawdopodobieństwa zawodników i zespołów, przewidywania bukmacherów, wszystko podane na tacy. Może to komuś zamącić w głowie od zbyt dużej ilości informacji, ej ale czy ktoś każe ci wszystko czytać i sprawdzać?

Jest kilka osób które z tematu FPL stworzyły swoistą „sztukę” nagrywając filmiki i podcasty. Nie wyobrażam sobie po kolejce nie odpalić CPNT, a jak jest czas to też innych. To już jest marka i profesjonalizm.

Dlaczego w to gramy?

Czy ktoś jest normalny, kiedy cierpi, jest poniewierany, rozkładany na łopatki a i tak co tydzień i co rok robi to samo – zakłada drużynę, analizuje i ma nowe niczym nie poparte nadzieję że będzie pierwszy z 7 milionów. Dla mnie to jest romantyczne – samotny wojownik na przekór całemu światu 😉

Jeżeli zestawić z czego składa się to że ciągle z dużą pasją do tego wracamy mimo niepowodzeń, wychodzi mniej więcej taki zlepek:

  • ponad przeciętne zainteresowanie Premier League, od tego się zaczyna, dzięki fantasy obchodzą nas już nie tylko szlagiery big six ale też mecze Burnley – Crystal Palace, emocjonujemy się czymś mało strawnym gdzie oczy pękają a my z uśmiechem na twarzy stwierdzamy po 0-0 – mój obrońca i bramkarz z CS i bps!

  • hazard – jest adrenalina, są punkty, trochę losowości, do tego często płatne ligi.

  • rywalizacja – męskie pierwotne niczym nie skalane odruchy naturalne.

  • uzależnienie – jesteś menedżerem czegoś wirtualnego a jednak czegoś prawdziwego, bo “twoi” zawodnicy są prawdziwi.

Jeżeli jesteś fanem jakiegoś zespołu z Anglii to nie graj w FPL, z czasem znienawidzisz nawet ten swój ulubiony.

„Bez bólu, bez poświęcenia nie osiągnęlibyśmy nic!”

Apogeum białego królika

Paradoks nie wyciągania wniosków. W której dziedzinie tak często się mylimy?

Wraca do ligi Fulham a wraz z nim mistrz karnych Mitrović, ile jeszcze trzeba żeby zrozumieć, chyba się nie da bo dalej mam go w składzie.

Czy to już szaleństwo?

Deadline uciekające minuty, dziwne pomysły zaczynają się piętrzyć, robisz wszystko to czego chciałeś uniknąć, popełniasz ciągle te same błędy.

Nagle chcąc przygarnąć Iwobyego, Walcotta lub innego Welbecka jesteś jak Dr Gonzo w ubraniu w wannie z nożem myśliwskim błagający o to żeby zakończyć twoje cierpienia wrzucając radio do wody. To jest adrenalina, szybsze bicie serca, podnosi ci ciśnienie za każdym razem jak mikroskopijny Lamptey zapiernicza na prawym wahadle i piszczysz jak mała dziewczynka przy kolejnym dośrodkowaniu.

Ale to jest piękne, to jest kurwa piękne, kto normalny kupuje sobie koszulkę Bournemouth, lata jak potłuczony po domu krzycząc Wilson gol i Fraser asysta?! Tylko piękny wyzwolony umysł tak ma (oby tylko nie ten z filmu o tym tytule).

Czuję że jestem blisko tej nirwany, przechodząc dziwne stany podczas tych wszystkich sezonów, zaczynam czerpać dziwną energię nawet z kolosalnych porażek.

„Ile nocy i dziwnych poranków trwa ten obłęd?”

Nie wygląda żeby gracze FPL byli do końca normalni. Ta „zabawa” przeniknęła już na stałe do naszego życia i opętała nasze umysły. Z jednej strony chciałbym kalkulować na chłodno jak Skandynawowie ale czasem te spontaniczne decyzje są zwyczajnie dobrą zabawą.

Możliwe że to syndrom Sztokholmski, tak długo jesteśmy zakładnikiem tej gry że zaczynamy z nią szukać nowych ofiar 😉

PRZEKAŻ DAROWIZNĘ NA BLOGA