Jak co roku podczas reprezentacyjnej przerwy.

Dzień przed końcem świata Beniaminek wyszedł wyrzucić śmieci. Był średniego wzrostu, lecz zwalisty, nosił w pasie dowód, że wypił w życiu kilka piw za dużo. Ciągnął za sobą dwa pękate czarne worki ze śmieciami ozdobione złotym napisem BOSS, irracjonalnie biorąc pod uwagę okoliczności, ale na myśl o pozostawieniu po sobie syfu czuł kłujący dyskomfort. Taki typ. Dlatego na przekór logice posegregował plastiki i butelki po Lolojumbo’s End of the World russian imperial stout a później zdyszany oparł się o garbatą ławkę i sprawdził komórkę. 30 dni po wybuchu pandemii panował spokój. Dominowało powszechne zmęczenie apokalipsą. Pełne kościoły waliły smrodem niemytych ciał; znudzeni mordem szaleńcy odpoczywali a wypaleni prorocy wymieniali z nielicznymi przechodniami ostatnie uwagi na temat wyczekiwanego wyniesienia. Za mordę wzięto wszystkie sekty, mącicieli i szuje strzelając bez uprzedzenia. Panujące elity uznały słusznie, że może to ostatni gasi światło, ale niech to zrobi w spokoju. Dyszący ciężko Beniaminek wybrał świecącą żółcią ikonę fantasy premier league i po raz tysięczny sprawdził skład. Widzicie, dowcip polegał na tym, że trzecia planeta od słońca może i pakowała się w nieznane, ale po GW37 Beniaminek prowadził w over rating. I pomimo niesprzyjających okoliczności postanowił wygrać.

Na wieść o końcu świata najmądrzejsze rządy świata narzuciły ludzkości kaganiec w postaci FPL. Załóżcie konto, będziecie się świetnie bawić, przekonywali. Nie martwcie się. Postapokalipsa to jeszcze nie koniec świata. Od wschodu do zachodu Ziemię opanował drugi wirus – fantasy a zakładane konta liczono w bilionach. Z kolorowych billboardów duet G&G zapraszał na Podcasta Co poszło nie tak; wróżbici sprzedawali lewe pewniaki kolejki i obietnice bez pokrycia a ulubioną rozrywką mas był prowadzony przez gwiazdę tabloidów, Pietrzyka, porno show – Fake Injury. Rok po tym jak pozytronowe komputery bezsprzecznie podały datę końca świata a wirus pustoszył państwo po pańswie, trzydziesta ósma kolejka miała zakończyć się jakiś kwadrans przed odkrytym deadlajnem. Być ostatnim mistrzem świata… o dziwo rozpalało to wyobraźnię a kluby zgodziły się zagrać do końca. Pod lufami automatów zdesperowanej policji nie miały wiele do powiedzenia. Szorując ciężkimi buciorami Beniaminek wrócił do bloku. Rozłożył notatki, pociągnął z pierwszej pod ręką butelki i odpalił stronę FPL. Owszem, prowadził. Ale ex aequo z niejakim Miksonem. Czuł normalny w tej sytuacji niepokój, przytulił raz jeszcze butelkę i zerwawszy się zszedł do piwnicy. Jeden z ciemnych kątów zajmowała poobijana, drewniana skrzynia. Otworzył ją i spomiędzy szpargałów, pożółkłych Młodych Techników i ulubionego numeru Catsa wyjął notatki wuja. Szwabskiego gliny. Jego krewny, komisarz Perlalei zginął na służbie. Tak świadczył stary raport pełen precyzyjnych powiększeń rozerwanego, jakby od środka, wuja, zdartej z torsu skóry, niezliczonych ran i kłutych dziur na kończynach, po których zawody uprawiało pośmiertne robactwo. Wuja odnaleziono po kilku dniach, gnijące zwłoki robiły za drugą narzutę brązowej kanapy, ale równocześnie twardo trzymały w dłoniach plik kartek, notatek niejakiego profesora matematyki Floriana Ottohausera z Humboldt-Universität zu Berlin :

Jeżeli zawodnik, w trakcie GW1, nie strzeli lub nie zaliczy asysty to szanse na punkty w GW2 równe są zero. Sprzedawać.

Hit gwarantuje bramkę i asystę. Zawsze.

Kontuzje pomiędzy poniedziałkiem a piątkiem są wykluczone i niemiłe bogom.

Spadek wartości zawodnika o 0.1 wymusza sprzedaż. Taki gracz, w następnej kolejce nie ma szans na punkty.

Mrok ceni transfery zaraz po ostatnim gwizdku.

Team Value jest najważniejszy.

Zawsze kupuj zawodników DGW.

Tą wiedzę komisarz Perlalei przypłacił parszywa i brutalną śmiercią. Podobnie jak profesor Otthauser, którego ciało zniknęło w tajemniczych okolicznościach z miejskiej kostnicy. Sprawcy nigdy nie odnaleziono a gliniarze prowadzący sprawę odsyłali do półek z fantastyką. Wtedy jeszcze czarna magia zajmowała należną sobie niszę.  Na przekór mrocznym odkryciom Ottohausera Beniaminek grał po swojemu. Chyba dzięki temu nie oszalał, nie zaznał mroku ani uroków brutalnego zejścia. Rozczarowane ciemne bóstwa odpuściły żerując na pozostałych milionach słabszych duszyczek. Dzisiaj było inaczej. Rozłożył na kolanach notatki. Przesunął po nich dłonią czując pradawną wiedzę przedwiecznych. Atrament ręcznych zapisków Ottohausera zdawał się pulsować. Zacisnął dłonie i otworzył się na strumień równań chaosu. Rozpoznał skład przeciwnika, szablon i zachowane dwa wolne transfery przed ostatnią kolejką świata. Zrozumiał, że nie musi nic robić. Że Mikson kult Ottohausera doprowadził do takiej perfekcji, iż każdy transfer, skażony spaczeniem, prowadził najczęściej do katastrof w innych składach. Że przy transferach jego rywala bledną wszystkie przekleństwa i zmory. Skład Miksona był piekłem innej planety. Przyczyną upadku dawnych wielkich. Nic nie rób, pomyślał. W ostatnią kolejkę świata Beniaminek optymistycznie wszedł z zachowanym transferem.

PRZEKAŻ DAROWIZNĘ NA BLOGA