Pewien polityk powiedział kiedyś, że prawdziwych mężczyzn poznaje się nie po tym jak zaczynają, ale jak kończą. Jeśli jest to prawda, to miniony sezon Championship uczynił z Deana Smitha i jego chłopaków solidnych kandydatów do zastąpienia Seana Connerego w ewentualnym remake’u Goldfingera.

Historia i zeszły sezon

Po przegranej przeciwko Fulham, w finale ubiegłorocznych play-offów, piłkarze Aston Villi 27 maja powrócili na Wembley, by 2-1 pokonać prowadzone przez Franka Lamparda Derby County i zakończyć tym samym swoją trzyletnią banicję, będącą konsekwencją tragicznego sezonu 2015/16, który The Villans zakończyli z zaledwie 17 pkt. i bilansem bramek -49.

Pomimo ostatecznego happy endu, przez długi czas wiele wskazywało na to, że drużyna z Birmingham marzenia o powrocie do elity będzie musiała przełożyć na kolejny rok. Kiedy 10 października Dean Smith przejmował stery klubu z rąk Steva Bruce’a (co nie wróży dobrze Srokom z Newcastle), Lwy zajmowały w tabeli dopiero 15 miejsce i choć po zmianie szkoleniowca zaczęły punktować lepiej, to wciąż niewiele wskazywało na to, że zakończą sezon awansem do Premier League. Kolejne 9 spotkań to 5 zwycięstw, 2 remisy i 2 porażki, dzięki którym The Villans awansowali na 8 pozycję z 4 pkt. straty do play-offów. Potem przyszła jednak kontuzja Jacka Grealisha, która wyeliminowała go z gry na blisko 2 miesiące, w czasie których chłopcy z Birmingham rozegrali 13 spotkań, z których 4 przegrali, 7 zremisowali, a zaledwie 2 wygrali.

Marzec Villa rozpoczynała na 13 miejscu, mając przy tym stosunkowo małą, bo zaledwie ośmiopunktową stratę do baraży, jej wyniki kazały jednak wątpić w to, że nagle zacznie masowo zdobywać punkty, konieczne do walki o awans. W 2016 wpadli w bagno, a po trzech latach wiele wskazywało na to, że wcale nie śpieszy im się z niego wychodzić. Wtem, maszyna Smitha nieoczekiwanie zaskoczyła. 10 spotkań – 10 zwycięstw, 23 bramki zdobyte, przy zaledwie 5 straconych. The Villans szybko wskoczyli do szóstki i miejsca uprawniającego do gry w barażach nie oddali już do końca. W play-offach najpierw po karnych wyeliminowali WBA, by następnie na Wembley pokonać wspominane już Derby.

Gdyby tegorocznych beniaminków porównać do papierów wartościowych, wydaje się, że Villa byłaby akcjami – inwestycją niepewną, ale stwarzającą szansę bardzo korzystnego zwrotu. Nie chodzi tu tylko o ich zeszłosezonową chimeryczność, kiedy po ponad 30 kolejkach przeciętnych wyników nagle postanowili włączyć turbodoładowanie, ale przede wszystkim o to, że ze wszystkich pierwszoroczniaków właśnie talia Deana Smitha wydaje się być największą zagadką. Mimo to, witająca nas już od gw2 zielona autostrada niczym syrena kusi i podpowiada, że warto zaryzykować i przygarnąć do składu bordowo-niebieskiego lwa.

Jak widać, z chłopcami Smitha prawdopodobnie będziemy żegnać się od gw10, dlatego decydując się na któregoś z The Villans raczej nie czekałbym na to, by zobaczyć, jak wejdą w sezon, ale brał od razu, by jak najlepiej wykorzystać ich terminarz, który na początku sezonu ładnie rotuje się z kalendarzami Brighton i Burnley. Nie najgorzej wygląda to także, jeśli chodzi o Southampton. Uważałbym jednak przy tym na obronę Lwów, która w ubiegłym sezonie w 46 kolejkach Championship straciła 61 bramek (najwięcej spośród wszystkich beniaminków), zaliczając przy tym zaledwie 12 CS-ów (przy 21 Sheffield).

Biorąc pod uwagę różnicę poziomów pomiędzy ligami, defensywa Villi wydaje się być dobrą ofiarą dla naszych kapitanów, szczególnie w meczach poza Villa Park. Zdecydowanie ciekawiej sytuacja wygląda z przodu, 82 bramki (kolejne 4 strzelili w play-offach) to trzeci wynik po Norwich i WBA, a patrząc na kadrę Lwów widać kandydatów na potencjalne skarbonki. Ofensywie Villans warto przyjrzeć się tym bardziej, że na zielony ocean ich terminarza składają się min. Bournemouth, WHU, Norwich, czy Brighton, które niechętnie kolekcjonują CS-y, a czerwoną wyspą jest wiecznie dziurawy Arsenal. Naprawdę, przy takich przeciwnikach brak jakiegokolwiek podopiecznego Smitha wręcz boli i to pomimo faktu, że 25 (+ jedna dołożona w barażach) z 82 ubiegłorocznych bramek było udziałem nieobecnego już Tammiego Abrahama. Warto jednak pamiętać, że Lwy są drużyną swojego boiska – aż 50 trafień zaliczyli na Villa Park, co składa się na 61% wszystkich goli zdobytych w ubiegłym sezonie, na wyjeździe zaś tylko 32, do daje 1.4 bramki na mecz.

Największym ryzykiem sięgnięcia po zawodników beniaminka wydaje się być fakt, że po lecie pełnym transferów ciężko jest wskazać kto wywalczy sobie miejsce w pierwszym składzie. Przyjrzyjmy się więc bliżej pięciokrotnym mistrzom Anglii, którzy po trzyletniej przerwie wracają na piłkarskie salony.

Zawodnicy:

W sezonie 18/19 obsada bramki The Villans była tak samo burzliwa i zmienna, jak gra i wyniki całej drużyny z Villa Park. Z Hull rozpoczął Jed Steer (4.5), by już w następnej kolejce oddać miejsce między słupkami Ørjanowi Nylandowi (4.5), który pod koniec grudnia odniósł kontuzję eliminującą go z gry do końca sezonu i pozwalającą zaistnieć Lovre Kaliniciowi. Chorwat w 6.5 spotkania wpuścił 13 bramek, dokładając do tego jeszcze 3 stracone przeciwko Swansea w FA Cup. Zmieniony przez Steera w przerwie meczu z WBA na boiska Championship już nie wrócił, gdyż Anglik bronił bramki The Villans już do końca rozgrywek. Po drodze, w październiku jeden występ zaliczył jeszcze Mark Bunn, którego w klubie już nie ma. Lovre, pomimo absencji w FPL, w klubie cały czas jest i mimo plotek, że Villa chętnie się z nim pożegna, dostał 45 minut w towarzyskim meczu z Minnesotą (w drugiej połowie zmienił Stera, Villa wygrała 3-0) oraz cały mecz przeciwko Walsall (jedna stracona bramka).

Po drodze Lwy wygrały jeszcze 1-0 ze Shrewsbury, a cały mecz rozegrał Steer, który w sobotę bronił też przez 90 minut przeciwko Charltonowi, wpuszczając bramkę z rzutu karnego. Pamiętać trzeba również o Nylandzie, który choć w pre-seasonie na razie nie zagrał, to do momentu kontuzji był pierwszym wyborem Smitha. Jeśli dodamy do tego powracającego z wypożyczenia Matiję Sarkicia oraz ostatnie pogłoski o chęci pozyskania Mattii Perina lub Mohamada El Shenawiego, tłok na bramce robi nam się coraz większy. Mając w głowie to oraz popisy defensywne The Villans z ubiegłego sezonu, najsensowniejszym rozwiązaniem wydaje się omijanie bramki Lwów szerokim łukiem.

W decydującym momencie sezonu (od rozpoczęcia serii 10 zwycięstw do finału na Wembley), w polu Dean Smith stawiał na formacje 4-3-3 lub 4-1-4-1. W obronie pewnym punktem zespołu był wówczas wypożyczony z Bournemouth Tyrone Mings (4.5), który od swojego przyjścia 31 stycznia grał wszystko poza meczami z Bristolem (zawieszony) i Norwich (Smith posłał wówczas na boisko drugi garnitur). Z Mingsem na boisku Villa zaliczyło 6 ze swoich 12 CS-ów, a sam piłkarz dorzucił do tego 2 bramki, 3 żółte kartki i 1 czerwoną. W lipcu Mings został wykupiony z Wisienek za 22,3 mln, co jest drugim najdroższym transferem Vilii w bieżącym oknie. Ruch ten wydaje się pokazywać, że Lwy zamierzają budować swoją defensywę właśnie dookoła Anglika. Dopełnieniem na pozycji stopera był ktoś z nieobecnej już trójki (Mile Jedinak, Tommy Elphick, Axel Tuanzebe) lub Kortney Hause (4.5). W celu wzmocnienia defensywy na Villa Park ściągnięci zostali Ezri Konsa (4.5), który w minionym sezonie w Bretfordzie rozegrał 42 spotkania, w których zaliczył 11 CS-ów, zdobył 1 bramkę i otrzymał 4 żółte kartki oraz Belg Björn Engels (4.5), który w Ligue 1 zagrał w 33 spotkaniach Reims, zaliczając przy tym 12 CS-ów, 1 bramkę, 1 asystę i 4 żółte kartki. Poza wymienionymi, w składzie jest jeszcze nominalny kapitan James Chester (4.5), który z powodu kontuzji kolana wyleciał ze składu pod koniec stycznia, lecz w ciągu wcześniejszych 28 spotkań aż pięciokrotnie wpisywał się na listę strzelców.

W pierwszym meczu pre-seasonu Villa wygrała 3-0 Minnesotą United, zaczynając z Hausem i Konsą, którzy następnie zostali zastąpieni przez Mingsa i Chestera. W kolejnym spotkaniu, wygranej 1-0 ze Shrewsbury, w wyjściowym składzie na boisko wyszli Mings z Konsą, jednak po przerwie zmienili ich Chester z Hausem. Podczas wygranej 5-1 z Walsall duet stoperów ponownie był inny – tym razem na boisko wybiegł Mings z Engelsem, a w 70 minucie zmienili ich Haus i nieobecny, póki co, w FPL James Bree. W ostatnim z dotychczasowych spotkań, zwycięstwie 4-1 z Charltonem, ponownie zaczęli Mings z Konsą, przy czym ten ostatni w 65 minucie został zmieniony przez Engelsa, powodując wcześniej rzut karny, po którym padła jedyna bramka dla The Addicks.

Wizja boków obrony wydaje się być nieco łatwiejsza do odgadnięcia. W końcówce sezonu na prawej stronie rządził Ahmed El Mohamady (4.5), a na lewej Neil Taylor (4.5),czasami wspierany tam przez Hause’a. Na uwagę zasługuje zwłaszcza Egipcjanin, który w minionym sezonie Championship zaliczył 2 bramki i 8 asyst (2 bramki zdobył również w niedawno zakończonym PNA). Obraz idealnego taniego bocznego obrońcy, szalejącego z przodu ma na sobie jednak pewne rysy – pierwszą z nich jest to, że Mohamady wraca dopiero do zespołu po przerwie reprezentacyjnej, drugą – 24 letni, powracający z wypożyczenia Frédéric Guilbert (4.5), który powoduje, że Egipcjanin nie może być pewny gry w pierwszym składzie. W dwóch pierwszych spotkaniach pre-seasonu na prawej stronie obrony wymieniali się ze sobą właśnie Guilbert z młodym Bree (obaj dwa mecze po 45 minut), natomiast przeciwko Walsall Francuz dostał 70 minut, po czym został zmieniony przez Taylora. El Mohamady wrócił do składu na pierwszą połowę meczu z Charltonem. Grał wysoko, chętnie włączał się do akcji ofensywnych, jednak w przerwie został zmieniony przez Guilberta, który potem popisał się ładnym przerzutem do McGinna, po którym Szkot strzelił bramkę na 3-0. O ile więc wygranie rywalizacji z Jamesem Bree nie powinno być dla Mohamadiego problemem, o tyle utrzymanie miejsca w składzie, w obliczu ataków Francuza nie jest już tak oczywiste, zwłaszcza zważywszy na to, że pre-season lepiej przepracował były zawodnik Caen, który w ubiegłym sezonie Ligue 1 w 34 spotkania zanotował 1 bramkę i 2 asysty (już 3 asysty zaliczył za to w meczach pre-seasonowych).

Na lewą stronę za 15,6m z Southampton ściągnięty został natomiast Matt Targett (4.5), który rok temu w 13 meczach w barwach świętych zdobył 1 bramkę i zaliczył 3 asysty. Do tej pory, dystrybucja minut na lewej stronie obrony The Villans jest podobna do tej z przeciwnej flanki – w dwóch pierwszych spotkaniach Taylor z Targettem dostali po 45 minut, w trzecim wychowanek Southampton grał przez 70, po czym został zmieniony przez młodziutkiego Easha Sulimana, w sobotę natomiast zaczął Taylor, by w 65 minucie ustąpić pola Targettowi.

Reasumując, defensywa drużyny z Birmingham przypomina plac budowy, na którym Dean Smith chciałby wybudować szczelny mur, nie wiedząc jednak cały czas, jakich cegieł w tym celu użyć. Dodanie do tego faktu, że zeszłosezonowa konstrukcja do solidnych zdecydowanie nie należała, powoduje, że obrona Lwów raczej nie zachęca.

Jeżeli szukacie obrońcy do 4.5m, to wartą rozważenia opcją jest tu moim zdaniem Matt Targett. Wiele wskazuje na to, że wygryzie on Taylora ze składu, a regularna gra, połączoną z zielonym oceanem inaugurującym sezon powodowałaby, że Anglik może znacząco poprawić liczby z Southampton. Posiadanie 1.7% robi z niego potencjalnie ciekawą różnicę i stwarza możliwość uwolnienia środków i stania się skarbonką do sprzedania po gw9. Trzeba jednak pamiętać, że Targett, to przede wszystkim polowanie na punkty z przodu, a potencjalne czyste konta powinno się chyba traktować jako miłą niespodziankę. Nie należy też zapominać, że obecność w zespole Taylora i mogącego grać na boku Hause’a stwarza ryzyko rotacji. Drugą opcją do rozważenia za 4.5 jest posiadany przez 3.8% El Mohamady. Tutaj jednak sytuacja wymaga dokładnej obserwacji, póki co Egipcjanin rozegrał w pre-seasonie raptem 45 minut i wątpliwym wydaje się, by to on rozpoczął sezon na prawej stronie obrony. Na pewno warto mieć go jednak na radarze. Przeciwko Walsall, Minnesocie i Charltonowi asystami popisał się bezpośredni konkurent Mohamadiego – Guilbert. Jeżeli z Lipskiem znowu pokazałby się z dobrej strony, to myślę, że zagwarantuje sobie miejsce w wyjściowym składzie na pierwsze kolejki i również będzie ciekawą opcją. Ostatnim zawodnikiem na którego można zwrócić uwagę w obronie The Villans jest posiadany przez 1.8% Mings – jeżeli szukacie za 4.5 kogoś, kto byłby pewniakiem do gry od początku do końca, Tyrone wydaje się być jedynym tego typu zawodnikiem w Villi. Pytanie tylko, czy jest sens szukać kogoś takiego w obronie, która straciła najwięcej bramek w gronie beniaminków.

Ok, jak u Parandowskiego. Na początku był chaos. Po przeanalizowaniu obrony, co do której chyba nawet trener nie wie jeszcze jak będzie ostatecznie wyglądać i znalezieniu kilku nieoczywistych, może wręcz naciąganych opcji (sorry Mingi), przyszła pora na podróż przyjemniejszą i prawdopodobnie bardziej owocną. Siłą Villi w ubiegłym sezonie była jej ofensywa. Oddawali średnio 14.5 strzału na mecz i mieli posiadanie na poziomie 53.4%. Liczb tych w Premier League raczej nie powtórzą, ale mimo to inwestycja w ofensywnych graczy AVL kusi, zwłaszcza, że jest w kogo inwestować.

Jak pisałem wcześniej, na finiszu rozgrywek Smith rotował pomiędzy 4-3-3 z Abrahamem na szpicy, El Ghazim (5.5)i Greenem (5)/nieobecnym już Adomahem na skrzydłach oraz Grealishem (6)i dwójką z trójki Hourihane (6)/McGinn(6)/Whelan, a 4-1-4-1 z wysuniętym Abrahamem, bokami El Ghazi i Adomah/Green, środkiem McGinn – Grealish i cofniętym Whelanem, którego w razie potrzeby zmieniał Hourihane. Latem z klubu odeszli Adomah z Whelanem i przede wszystkim, powracający do Chelsea Abraham, a sprowadzeni zostali Jota (6), Trezeguet (5.5), Wesley (6) i Douglas Luiz (4.5), z Lille wykupiono natomiast El Ghaziego. Jak widać, mnogość nowych nazwisk powoduje, że ofensywa również może stać się laboratorium, w którym Smith eksperymentować będzie w poszukiwaniu optymalnego ustawienia. Przeciwko Minnesocie w pierwszym składzie w pomocy wybiegli El-Ghazi, Grealish, Hourihane, Jota i O’Hare, którzy w drugiej połowie zostali zastąpieni kolejno przez Davisa (4.5),Bjarnasona(4.5), McGinna, Greena i Lansburego (4.5). Najpierw, po strzale zza pola karnego na 1-0 trafił Grealish, a w końcówce dobre dośrodkowania Guilberta i Greena na bramki zamienili kolejno Landbury i Bjarnason. 45 minut rozegrał Wesley, oddając w tym czasie groźny strzał z dystansu. Bliski zdobycia gola był też Jota.

Przeciwko Shrewsbury po 45 minut otrzymał każdy z wymienionych, poza El Ghazim. Po raz kolejny bliski wpisania się na listę strzelców był Jota, z dobrej strony pokazał się asystujący przy bramce Hogana Wesley. W spotkaniu z Walsall po 70 minut rozegrali Grealish, Green, Hourihane, Jota, Lansbury i Wesley. Na ostatnie 20 minut na plac gry weszli również McGinn i Bjarnason. Mecz potwierdził, że papiery na granie ma Jota. Po dwóch grach, w których był bliski strzelenia bramki, tym razem wpakował piłkę do siatki 2 razy, dodając do tego asystę przy golu Wesleya, który również zakończył mecz z 2 bramkami i asystą. Warto zwrócić uwagę, że drugie z trafień padło po rzucie karnym, co stawia Wesleya w gronie kandydatów do przejęcia po Abrahamie strzałów z jedenastego metra. Wynik ustalił Grealish.

Przeciwko Charltonowi w środku zaczęła trójka McGinn, Hourihane, Grealish, na skrzydłach El-Ghazi z Trézéguetem, a z przodu młodziutki Davis. Wiele oczekiwano zwłaszcza od debiutującego w barwach The Villans Trézégueta. Dysponujący potężnym uderzeniem z dystansu Egipcjanin, w 34 meczach zeszłosezonowej Super Lig zaliczył 9 bramek i 9 asyst, oddając przy tym średnio aż 4 strzały na 90 minut gry. Pomimo wysokich oczekiwań debiut trzeba uznać za dość przeciętny – 24 latek szczególnie się nie wyróżniał i w 45 minucie został zmieniony przez Jotę. Świetne spotkanie rozegrali natomiast Grealish z McGinnem. Anglik asystował przy bramkach El-Ghaziego i Greena, natomiast Szkot sam dwukrotnie wpakował piłkę do siatki.

Ok, dotychczasowym rywalom The Villans do piłkarskich tuz daleko, ale nie zmienia to faktu, że mecze z nimi pomogły nieco wyklarować sytuację w zespole i pokazały, że piłkarze Villi atakować potrafią, a Wesleya, Grealisha, Jotę, czy McGinna spokojnie można wrzucać na watchlistę. W składzie zamieszać może jeszcze nowoprzybyły Douglas Luiz. Brazylijczyk rozegrał w ubiegłym sezonie w barwach Girony 16 spotkań, w których otrzymał aż 7 żółtych kartek. Ciężko go w związku z tym nazwać opcją do FPLa, może mieć jednak istotny wpływ na grę i ustawienie drużyny Deana Smitha – wydaje się być zastępstwem Whelana, który jednocześnie jest w stanie być partnerem do środka pola dla Grealisha i kogoś z pary McGinn – Hourihane, jak i defensywnym pomocnikiem umożliwiającym grę ustawieniem 4-1-4-1.

Najbardziej oczywistym wyborem z AVL wydaje się być Jack Grealish – kapitan i talizman drużyny z Villa Park. To jego powrót na boisko rozpoczął marsz po 10 kolejnych zwycięstw, który pozwolił Lwom wywalczyć miejsce w play-offach. W ubiegłym sezonie zdobył 6 bramek i zaliczył 7 asyst (w sparingach dorzucił do obu tych statystyk po 2 oczka), oddawał 2,1 strzału na mecz i podawał ze skutecznością 87,3%. Grealish wraz z Hourihanem ma rzuty wolne i rożne (w sparingach kornery wykonywał też Jota). Aż siedmiokrotnie dostawał statuetkę MOTM. Przede wszystkim jednak, jeżeli tylko był zdrowy, to był pewniakiem do gry w pierwszym składzie, zawodnikiem rotacjo-odpornym.

Lepsze statystyki od niego zaliczyli jednak McGinn i Hourihane – odpowiednio 7 bramek 9 asyst i 8 bramek 11 asyst. Szkot oddawał również więcej strzałów na mecz od Anglika, a Irlandczyk miał niemal tak samo dobrą skuteczność podań. Mogłoby się więc wydawać, że są to opcje równie dobre, co Grealish. Tu wchodzi jednak wspominana już kwestia rotacji oraz roli na boisku. Lubiący bawić się składem Smith prawdopodobnie będzie chciał dać swoje minuty zarówno Brazylijczykowi Douglasowi, jak i Bjarnasonowi, czy Lansburemu, w związku z czym, decydując się na pomocnika Villi, warto poszukać kogoś odpornego na rotację.

Tego typu zawodnikami wydają się być Grealish i McGinn, natomiast niekoniecznie Hourihane, który w ubiegłym sezonie aż 11 razy na boisko wchodził z ławki – zwłaszcza przy ustawieniu 4-1-4-1, w którym to zresztą, jeżeli już grał od początku, to ustawiany był właśnie na pozycji defensywnego pomocnika. Wadą McGinna jest natomiast to, że jako piłkarz w stylu box-to-box nie stroni od agresywnej gry, która niejednokrotnie kończy się dla niego żółtymi kartkami – w ubiegłym sezonie ujrzał ich aż 14. Ponadto, pomimo lepszych liczb, rola obu zawodników w zespole jest bardziej defensywna, od roli Grealisha. W związku z tym, nawet zważywszy na zeszłosezonowe statystyki, dla mnie notowania kapitana Jacka wciąż stoją wyżej od tych Szkota i Irlandczyka, choć na pewno warto ich obserwować, zwłaszcza tańszego o 0,5m McGinna.

Lewa strona w ubiegłym sezonie należała do El Ghaziego, który w lidze strzelił 5 bramek i zaliczył 6 asyst (dorzucając do tego kluczowego gola w finale baraży). Na prawej w meczach przedsezonowych z bardzo dobrej strony pokazywał się, przybyły z Birmingham City (w minionym sezonie zdobył tam 3 gole i 9 razy asystował), Jota. Obaj mogą być naprawdę ciekawymi opcjami, jednak ich pozycja ucierpiała w wyniku transferu Trézégueta, który z oboma może być swobodnie rotowany. Pamiętać należy również o Greenie, choć w jego wypadku mowa chyba bardziej o potencjalnym zmienniku niż kandydacie do gry w pierwszym składzie. Potencjał skrzydłowych Aston Villi powoduje, że w trakcie sezonu warto dokładnie im się przyglądać. W przypadku El-Ghaziego i Trézégueta dodatkowo kusi cena – 0.5 mniejsza od Grealisha, czy Wesleya. Fakt, że Egipcjanin dopiero co dołączył do klubu powoduje, że sezon powinni rozpocząć Ghazi z Jotą, później jednak trójka ta z pewnością będzie rotowana. Na korzyść Joty może przemawiać  fakt, że pre-season w jego wykonaniu wygląda chyba najlepiej, a choć do Villi przybył niedawno, to z Deanem Smithem współpracował już wcześniej w Brentfordzie.

Drugim najlepszym strzelcem w drużynie z Birmingham, po Abrahamie, był w ubiegłym sezonie Jonathan Kodjia (5.5), który zaliczył wówczas 9 bramek i 2 asysty. Wyjazd na PNA spowodował, że Iworyjczyk nie przepracował optymalnie okresu przygotowawczego (póki co nie rozegrał choćby minuty). Biorąc pod uwagę to, a także transfer i dobrą grę w pre-seasonie Wesleya, można sądzić, że Kodija po raz kolejny będzie musiał zadowolić się rolą zmiennika. Jeśli chodzi zaś o Brazylijczyka, to dla FC Brugge zdobył on w ubiegłym sezonie 13 bramek i 10 asyst ligowych, dokładając do tego 2 trafienia w Lidze Mistrzów i 1 w Lidze Europy. Jeśli dodać do tych liczb naprawdę dobrą grę w sparingach (nawet jeśli weźmie się pod uwagę słabość rywali) i wysokość transferu (25m – najdroższy transfer tego okienka w Villi), to wydaje się, że Smith znalazł zastępcę Abrahama – przynajmniej jeśli chodzi o miejsce w składzie, bo to, czy będzie tak bramkostrzelny jak Tammy, zweryfikuje sezon.

Prawdopodobny skład na gw1

Reasumując, Aston Villa jest prawdopodobnie najtrudniejszym do rozgryzienia beniaminkiem. Wątpliwości personalne pojawiają się tam niemal na każdej pozycji. Niepewne jest również to, czy bordowo-niebieska łódź wykorzysta sprzyjający terminarz, płynąc po oceanie zieleni w kierunku upragnionego portu utrzymania, nie rozbijając po drodze swojego złotego lwa o górę lodową o nazwie rzeczywistość. Rzeczywistość, która w Premier League jest zupełnie inna niż w niższej klasie rozgrywkowej, do której The Villans, pomimo swojej pięknej historii, zdążyli się już trochę przyzwyczaić. Granie od początku beniaminkiem, właśnie ze względu na ten przeskok, jest ryzykowne – rok temu przejechałem się na tym, od początku stawiając na Jotę i Dohertiego. Cóż poza moralnym zwycięstwem mi zostało, kiedy po 0 (słownie: zerze) punktów Matta po dwóch kolejkach wymieniłem go na szalejącego w lisach Pereirę.

W normalnych okolicznościach dałbym sobie pewnie czas, niech chłopaki się zaaklimatyzują. Te okoliczności nie są jednak normalne. Śpiew zielonych syren kusi. Nie jestem Odyseuszem. Nie przywiążę się do masztu. Poczekam na mecz z RB Lipsk (3 sierpnia 15:30). Ocenię jeszcze raz sytuację. Zacznę sezon z Grealishem lub Wesleyem.

No risk no fun.

Opcje: Wesley (6), Grealish (6), McGinn (5.5), Targett (4.5)

Do obserwacji: Hourihane (6), Jota (6), Trézéguet (5.5), El Ghazi (5.5), El Mohamady (4.5), Guilbert (4.5)

 

PRZEKAŻ DAROWIZNĘ NA BLOGA