Przeminęło z FPL

beks_1979

Pamiętam moje maleństwo patrzące na mnie wzrokiem pełnym ciekawości. Pamiętam ten jedyny na świecie zapach niemowlaka i mocny uścisk paluszków wcześniaka tak małych że aż strach było je dotknąć. Dzisiaj, już dziesięciolatek,  wkracza w czas pierwszych nastoletnich obaw i przywar. Rzekomo istnieją cztery rzeczy, których nie można cofnąć: rzucony kamień, wypowiedziane słowo, niewykorzystana okazja i czas który upłynął. Dzięki FPL poznaliśmy i piątą: kapitańska opaska po deadlajnie. Muszę się przyznać, każdy nowy sezon fantasy premier league budzi we mnie smutek. Owszem, intryguje nieznanym oraz ekscytuje wizją tabula rasa ale splątany, na razie na dobre, cienkimi łańcuchami z życiem –  co nawet nie przeszkadza, można przyzwyczaić się do białych koszul, niewygodnych butów czy wyżynającej się co kwartał ósemki; można również dopasować codzienność do FPL – boleśnie przypomina o przemijaniu.

Tak naprawdę lubię się smucić. Albo inaczej, nie należę do typów radosnych. Zazdroszczę optymistom pewności przyszłości a ludziom wiecznie uśmiechniętym serdecznej z reguły natury. Faken, niemal płakałem na Gladiatorze i mam w szafie kilkadziesiąt czarnych koszulek. Przemijanie mnie smuci, i mimo sympatii do bardziej ponurych emotikonów, upływ czasu akurat mi nie leży. Nawet wkurwia. Nie mam mądrości Miłosza, który na pytanie: co pan sądzi o przemijaniu odpowiedział – jestem przeciw. Przejmuję się. Z drugiej strony, gdzieś tuż pod skórą czuję że właśnie na tym polega mój związek z blogiem. Stał się moim towarzyszem, tak samo nieprzewidzianym jak Gruwwa kilka lat temu. Przemijamy wspólnie zmieniając pieluchy – no, kto teraz zmienia to zmienia –  i kapitańskie opaski. Nowy sezon, nasz prywatny czasomierz,  pojawi się przy okazji świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Oberwie w trakcie sierpniowych burz czy jesiennych deszczów. Podobnie jak dorastające dzieci lub coraz starsi rodzice powinien oswajać z przemijaniem bo przecież pierwszy sezon był niemal wczoraj. Czujecie? Jak przelatuje przez palce z każdą kolejką a następny deadlajn tworzy nową historię. Nie mówiąc o tych alternatywnych, którym nie daliście szansy.

Pewnikiem jest zmiana bowiem wszystko podlega wiecznym przemianom. Panta rhei.  Kolejne sezony powinny nas czynić bardziej doświadczonymi, ale najczęściej w gratisie dorzucają zgorzknienie i jakiś zalegający smutek. Z pierwszym sezonem jest po trochu jak z grzechem pierworodnym. Wraz z nim tracimy nieśmiertelność i wiarę a jeżeli decydujemy się grać dalej to nasze życie będzie naznaczone piętnem. Małym i nieznacznym. Nie wynośmy bowiem FPL na firmamenty, to tylko niszowa rozrywka którą obok hardcorowców rozumie niewiele osób. Nie jesteśmy szczególnie specjalni, na pewno nie w kontekście FPL. Akceptujemy wybory i idziemy dalej. Najczęściej w swoją stroną ciągnąc fantasy w tyle niczym cień. Tydzień w tydzień, miesiąc po miesiącu. Rok po roku. Smuci mnie to.

 

Napisane przez

garret