gameover

To miał być weekend Alexisa Sancheza. Rozłożono czerwony dywan, ustawiono długie dębowe stoły zastawione przystawkami z najdalszych zakątków wszechświata; wynajęto armię mocarnych ochroniarzy i wybudowano pozłacane podwyższenie gdzie w krzyżowym ogniu dziesiątek reflektorów, w niedzielny wieczór pojawić się miał uśmiechnięty Chilijczyk. Pod oczekiwaną fetę wpisała się niemal cała 36 kolejka. Swój mecz poddał Tottenham, który na stadionie Młotów rozegrał prawdopodobnie najsłabsze spotkanie sezonu potwierdzając tym samym legendę o kolosie na glinianych nogach. Tylko przypomnę ubiegły sezon, gdy po przegranym majstrze Tottenham przerznął u siebie ze Świętymi, a w następnej kolejce zmieciony został przez Newcastle aż 5 : 1. Wracając do 36 kolejki; ze względu na dzień Alexisa nikt się nie wychylał. Manchester City rozbił Crystal Palace, ale punky rozłożyły się na tyle sprawiedliwie, iż poszkodowani byli wyłącznie posiadacze Sane. Podobnie poprawnie zagrały Lisy. „Tylko” asystę, przy OG, dał King, Lukaku przespacerował mecz ze Swansea, które dzięki 3 punktom uciekło ze strefy spadkowej. Trafiło tam natomiast Hull City. Bramki strzelały takie egzoty jak Defoe, Rondon czy Vokes. Wszystko to po to, aby nie zepsuć wieczoru Sancheza. Tymczasem nasz bohater wyszedł na scenę, zobaczył w tłumie Tuanzebe, cofnął się do środka i nasikał w majtki.

Cytując nieodżałowanego, doskonałego Billa Paxtona: Game over man. Game over. Trzeba wiedzieć kiedy zejść z barykady aby resztki energii przekuć w przygotowania do nowego sezonu. O ile takie podejście, w przypadku menedżerów FPL, nie zaskakuje to razi mnie, nawet wkurwia, rzucanie na finiszu ręcznika przez takie drużyny jak Everton, Southampton czy Liverpool. Daleko mi do hejtowania zarobków piłkarzy, ale za oczojebne opierdalanie się w ostatnich meczach niejeden gwiazdor powinien zostać na ławce a później ją jeszcze posprzątać po bardziej zaangażowanych kolegach. To taki moment gdzie otwierają się oczy i

klopp

padają słuszne pytania o zaangażowanie oraz ambicje ekip z topu. Hipokryzją na kilometr walą słowa Kloppa o walce do końca i o Ligę Mistrzów. Walczyć to potrafią Burnley, WBA, Bournemouth czy nawet relegowane już Sunderland, natomiast jaśnie pan Puel kolejny mecz z rzędu traktuje niczym warsztaty z gry defensywnej. Szczery jest przynajmniej Mourinho, dla którego puchar LE jest ważniejszy niż 4 miejsce w lidze. Jeszcze bardziej szczery był wczoraj gratulując kibicom Arsenalu, że w końcu mają się z czego cieszyć. Bo w sumie, kiedy my pomstujemy na Sancheza to Wenger świętuje pierwsze od bodajże 12 spotkań zwycięstwo z ekipą Mourinho.

Oblicze DGW36 może jeszcze zmienić dzisiejszy pojedynek Chelsea z Middlesbrough oraz środowy mecz Southampton vs Arsenal. Na razie jest letnio. Gdzieś tam na pewno są ekipy z Kompany’m, Forsterem i KDB w składzie; liczymy te punkciki za czyste konta ale tak po prawdzie dla wielu DGW36 to symboliczny game over. DGW37 i GW38 zgra się z codą sezonu 2016/2017 a później wszyscy zgodnie przejdziemy z fazy zniechęcenie do podekscytowania oczekiwaniem na nowy sezon.

Pierwszy sezon poza TOP10k. Czas na rewanż!

Zapisz się na newsletter, bądź na bieżąco!

Bez spamu!