Syndrom przedwczesnego wypalenia.

Wypalony bloger FPL przypominać musi dymiąca skorupę. Z zewnątrz pozornie okay; lico gładkie, ostatnie włosy przylizane ale puste wnętrze kopci czarnym, tłustym dymem a opuszczone przez dusze ciało pijanym krokiem zombie odbija się od ścian apartamentowca kupionego wcześniej za gruby hajs od buków. Zapadnięte oczy szukają punktu zaczepienia, w pokrywających ścianach koloru łososiowego morświna, równaniach Ottohausera. Za puste butelki po najtańszym bimbrze dostał by w skupie drugą chałupę. Mokra pościel po nieprzespanych nocach codziennie ozdabia balkon. Wypalenie. Słowo groza wg sztabu trenerów osobistych ujawnia się w regularnych fazach:

Potrzeba udowodnienia, że potrafię. Blog rośnie powoli ale niczym blob zabójca sięga coraz dalej, czat żyje nawet o 3 w nocy a ziomy na okulawionych chodnikach proszą o autograf. Strach wchodzić do galerii a św. Marcinem przemykam rowerem pokątnie.

Pracowanie coraz ciężej. To predefinicja obsesji, nieśmiały początek, pukanie od spodu. To zarazem odejście od oficjalnej linii bloga, że pisanie sprawia nam frajdę. Niestety czasami przypomina stawianie kloca na konkretną godzinę.

Zaniedbywanie własnych potrzeb. Nieistotne stają się inne potrzeby jak jedzenie, rodzina czy spanie. No dobra, to trochę bullszit ale poczekajmy na pierwszą kolejkę.

Wypieranie istnienia problemu. Bo go nie ma!

Zmiana systemu wartości. Filozofowie FPL podciągają pod ów punkt izolację oraz wyparcie się podstawowych potrzeb fizycznych. I tutaj punkt dla think tanków fantasy premier league bo nic tak nie wkurza jak pytanie w galerii handlowej na 3 minuty przed deadlajnem: nie wyglądam w tym grubo?

Zaprzeczenie. Nietolerancja względem innych blogerów lub graczy FPL. Postrzeganie innych za leniwych, głupich i niekompetentnych. W tym punkcie chciałem przeprosić każdego komu wytykałem Kante w składzie. Przepraszam. Jest mi głupio. Świetnie wygląda na drugim slocie. Dzik w polu karnym. Kot.

Wycofanie. Ograniczenie kontaktów do minimum. Bardzo dobrym trikiem przed startem FPL jest sekretna lista „przypadkowych” atrakcji dla rodziny i przyjaciół. Przypadkowe wyjście do kina, przypadkowy obiad albo spontaniczna kolacja czy wyjazd do mamusi. Wszystko nieprzypadkowo skorelowane z kalendarzem FPL.

Depersonalizacja. Utrata kontaktu z samym sobą. Pisanie staje się szeregiem powtarzających się funkcji mechanicznych. Łapiesz się na myśli, że znasz już z góry tematy wszystkich postów, które popełnisz na blogu do końca 38 kolejki.

Wewnętrzna pustka. Tym większa im bliżej deadlajnu GW1.

Depresja. Minuta po GW1. Dwie minuty po przejrzeniu tej najważniejszej mini ligi.

Syndrom wypalenia. 10 minut po GW1 a minutę przed rozpoczęciem tekstu Co poszło nie tak.

Koleżanki i koledzy, proponuję przejść na system slow FPL. Odejść w tym tygodniu od tabel i statystyk, wystawić blade ciało na żar tropików a do Twittera wrócić po weekendzie. Kolejne teksty uzależnionych od FPL blogerów tak po prawdzie wam w niczym nie pomogą. Tylko zamącą w wodzie pewności albo pokruszą filary niezłomnego przekonania do Lukaku. 10 strzałów w tę czy w tamtą naprawdę robi taką różnicę? Albo bramka strzelona ogórkom z drugiej ligi szwajcarskiej. Slow FPL to subtelna transgresja w stronę własnych składów i własnego zdania. To wyjście z bosymi stopami na łąkę, odszukanie złota w górach skalistych i sałatka neapolitańska przy Taco w knajpie na Powiślu. Przede wszystkim to oczyszczenie umysłu przed 11 sierpnia. Bo jeżeli teraz, jak ja, czujecie się wypaleni i puści niczym porzucona skorupa to za tydzień o tej porze będzie tu pandemonium idei. Cieszcie się ciszą.

 

Pierwszy sezon poza TOP10k. Czas na rewanż!

Zapisz się na newsletter, bądź na bieżąco!

Bez spamu!