Raport z oblężonego zamku.

Forteca Kessel Run widziana z lotu smoka przypomina wysuszone odchody przechodzącego drzewiej tamtędy giganta. Posępne, kruszejące mury otaczają niewielki zabłocony dziedziniec, pochylony donżon, starą kaplicę, kuźnię, zbrojownię i butwiejące od lat królewskie stajnie. Gdzieś pośrodku najwyższej wieży swoje komnaty ma władca zamczyska. Oprószony siwizną, zmęczony weteran pięciu kampanii FPL, najczęściej stoi wyprostowany przy wschodnim oknie, zatroskany obserwując wewnętrzny dziedziniec. Tam bowiem, pod czujnym okiem ostatnich generałów, ćwiczą niedobitki niegdyś świetnej armii naszego władcy. Pobrzękują kiepsko dopasowanymi pancerzami, uderzają długimi mieczami o okrągłe tarcze i powtarzają gromko za sierżantami: Salah w kurwie goli! Robią taki harmider, wzbijają w górę tyle pyłu i kurzu, że władca choć na dwa uderzenia serca zapomina o gromadzących się wokół zamku hordach wrażych wyznawców szalonego Kane’a. Pan zamczyska ma dwóch doradców. Piękną, krótkowzroczną czarodziejkę, której trójkątną twarz okalają kruczoczarne loki ułożone w artystycznym nieładzie, oraz zasuszonego filozofa, ostrożnego nudnego bibliofila i erudytę. Do piątkowego postu muszą zadecydować, czy otworzyć bramy i przyjąć sztandar Kane’a, czy może wyjść na blanki, postawić się hordom, lub w ostatnim momencie zawrzeć sojusz z którymś, z pomniejszych władców sąsiednich ziem. Władca ucieka od tych decyzji, zwleka, robi uniki jak młoda panna służebna naciskana przez nachalnego hrabiego. Przeczytał ostatnio książkę i bije się ze smutkiem, który pozostawiła. Dlatego zagaduje filozofa. Wiesz co jest największą tragedią tego świata? Ludzie, którzy nigdy nie odkryli, co naprawdę chcą robić i do czego mają zdolności. Synowie, którzy zostają kowalami, bo ich ojcowie byli kowalami. Ludzie, którzy mogliby fantastycznie grać na flecie, ale starzeją się i umierają, nie widząc żadnego instrumentu muzycznego, więc zostają oraczami. Ludzie obdarzeni talentem, którego nigdy nie poznają. A może nawet nie rodzą się w czasie, w którym mogliby go odkryć. Nad zamek tymczasem nadciągają ciężkie deszczowe chmury. Pozbawione regularnych kształtów, ołowiane, postrzępione ptaszyska. Pierwsze krople uderzają w mury i drewniane poszycia budynków. Władca odprawia milczącego filozofa i dalej stoi przy oknie obserwując ulewę, która obmywa już pusty dziedziniec jak woda nagą czaszkę olbrzyma. Niewzruszone hordy Kane’a wciąż tkwią na wzgórzach wybijając na tam-tamach bluźniercze mantry. Pan z wysokiego zamku podejmuje wreszcie decyzje, wpierwej woła czarodziejkę aby zaspokoić własną chuć i jej nie mające granic ambicje, później oficerów aby przekazać rozkazy.

Forteca Kessel Run widziana z lotu smoka przypomina wysuszone odchody przechodzącego drzewiej tamtędy giganta. Zamknięta jest w przezroczystej szklanej, śnieżnej kuli, wypełnionej równie przezroczystym płynem z drobinami złotej folii. I tylko uwięzionym w niej plastikowym figurkom wydaje się, że jakikolwiek wybór wytrzyma następne potrząśnięcie szklaną kulą przez znudzonego bachora, któregoś z pośrednich bogów fantasy premier league.

Pierwszy sezon poza TOP10k. Czas na rewanż!