Moje ostatnie na Niszowym Blogu FPL.

Piątkowe Wieści z Szatni, część 37 będą moim ostatnim tekstem na Niszowym Blogu FPL. Nigdy nie mówiłem tego Gruwwie, ale mój związek z blogiem miał być pierwotnie krótką przygodą. Luźnym romansem z bliską mi statystyką i momentami jeszcze bliższym literackim grafomaństwem. Tymczasem w ciągu ponad 5 lat napisałem dokładnie 1287 artykułów, mniej lub bardziej związanych z fantasy premier league. Przyszedł czas na ten ostatni, najważniejszy, i na pewno najtrudniejszy dla mnie. Moja blogowa emerytura nie jest zaskoczeniem dla redakcji, gdzieś w połowie sezonu powiedziałem Łukaszowi, że potrzebuję odejść, odpocząć, że wypalony regularnym pisaniem dokończę na blogu aktualny sezon, ale przyszły spędzę już wyłącznie jako zwykły gracz i weekendowy komentator FPL na Twitterze. Termin pożegnania również nie jest przypadkowy, za moment długi weekend, w następny mam komunię dziecka i technicznie nie byłoby kiedy. W każdym razie przepraszam, bo to cholernie ciężki tekst do napisania.

Pisanie wypala. Mam wrażenie, nawet jestem pewien, że o FPL napisałem już wszystko. Przeszliśmy z Gruwwą przez niebo i piekło fantasy premier league wzdłuż i wszerz. Byliśmy wszędzie. Powiązaliśmy z FPL niemal wszystkie emocje, te dobre, i te złe. Poświęciliśmy jej tak wiele aspektów codzienności, że blog FPL był naszym drugim domem. Od bloga zaczynałem dzień, z blogiem kończyłem. Nie było nic w tym chorego ani nienormalnego, mimo że ktoś gdzieś powiedział, że za darmo to można najwyżej bawić się z dzieckiem. Ten blog jest dla mnie kurewsko ważny, mimo to pisanie nigdy nie stało się ważniejsze od rodziny, nigdy nie straciłem dystansu ani kontaktu z rzeczywistością. Ale dotarłem do ściany. Stanąłem przed jej parszywą hipnotyzującą bielą z pustą głowa i z wypalonym, martwym sercem. W pewnym momencie trzeba odejść. Taka jest smutna prawda o życiu. Nikt nie jest nieśmiertelny, nic nie jest nam dane na zawsze. Trzeba odpocząć i zacząć szanować wolny czas. Carpe Diem, to Horacy, My żyjemy to Akowcy Wajdy. FPL proponuje uczestnikom co sezon określoną ilość czasu. Dokładnie 38 kolejek. Ja od losu dostałem również prawie 6 lat na blogu.

Świat nie stanie kiedy skończę pisać. Jak co dzień miliardy wstaną rano do pracy, ktoś z kimś się prześpi, urodzą się dzieci i umrą starcy. W sierpniu, wraz z nowym sezonem, założycie ponownie konta. Tylko mnie na blogu zabraknie, ale to dobry moment, może nawet najlepszy, aby usiąść w drugim rzędzie i cieszyć się twórczym spełnieniem. Myślę, że wykonaliśmy dobrą robotę, że dużo na blogu pomogłem, i czuje, że była to świetna i satysfakcjonująca współpraca. Wiecie, kiedyś było tutaj pusto. Przez bloga przewijało się może kilkadziesiąt osób a FPL należało naprawdę do tych niszowych rozrywek. Dzisiaj polska społeczność FPL jest jedną z najbardziej dynamicznie rozwijających się grup FPL. Nasz rodak walczy o TOP3 OR, liczba polskich kont liczona jest w dziesiątkach, a może nawet setkach tysięcy. To nie jest wyłącznie nasza zasługa, ale głęboko wierzę, że Niszowy Blog FPL namówił niejednego do założenia konta, podniesienia rękawicy i zagrania pełnego sezonu. Mam nadzieję, że gdzieś tam z Wami byłem. Na dobre i na złe.

FPL to przede wszystkim ludzie. Uniwersalny język, który przez ostatnie 6 lat moją ścieżkę życia połączył z nowymi twarzami. Tak innymi i tak różnymi ode mnie. W tym ostatnim felietonie chciałbym podziękować całej naszej społeczności za ciepłe przyjęcie, za wszystkie pozytywne komentarze i za mnóstwo dobrych emocji, którymi dostałem po pysku. Dziękuję za zrozumienie, za wybaczenie grafomaństwa i za ten wspólny czas. Dziękuje wszystkim czatownikom, za dużo was aby wymieniać po nickach, znałem was lepiej niż myślicie. Dziękuje każdemu obserwatorowi na Twitterze, oraz nietuzinkowym przyjaciołom z Discorda. Dziękuję grupie przyjaciół z reala, których poznałem wyłącznie dzięki FPL. Z którymi piłem, upadałem i się podnosiłem. W tym miejscu chciałbym szczególnie podziękować poznańskiemu oddziałowi FPL, Ratajowi i Lolo, dwóch synów, ten gorszy, i ten lepszy, ale każdy wspaniały na swój sposób; Beniaminkowi, który mnie uczył polskiej szkoły filmowej, cudownym warszawskim banitom jak Longer, Dominik, CroXu, Zadziorny, Monti; najlepszemu na świecie Perle; fantastycznym Ślązakom Pietrzykowi i Oskarowi – Oskar,  zaszczytem było grać z Twoim Tatą w jednej lidze, drużyna Oberschlesien TG była zawsze z nami, i nigdy jej nie zapomnę – jest jeszcze Danny Boy, poukładaj tam sobie wszystko co trzeba i bądź szczęśliwy. Na koniec, najważniejsze podziękowania dla Gruwwy, od niego się wszystko zaczęło, i dzięki niemu, właśnie tutaj, wszystko się kończy. Dziękuje wszystkim za ten wspólny czas i do zobaczenia w nowych ligach FPL. Emerytura emeryturą, ale Kessel Run walczy dalej i do końca świata.

 

 

PRZEKAŻ DAROWIZNĘ NA BLOGA