Ostatnia taka kolejka.

36 kolejka EPL należeć będzie do tych wyjątkowych z co najmniej dwóch powodów. To ostatnia, powiedzmy, normalna kolejka sezonu, taka którą o 13:30 otworzy mecz Liverpoolu a zamknie w poniedziałek starcie Tottenhamu z Watford. Żadnych podwójnych spotkań, blanków czy innych popierdółek. Wyłącznie old school FPL. To również ostatnia kolejka FPL, którą oceniać będziemy pod kątem ewentualnej obecności, lub nieobecności, Salaha. Wczorajsze zejście pomocnika Liverpoolu w 75 minucie, przy wyniku 5 : 0, oznaczało niemal pewne minuty ze Stoke City. Oczywiście mój klub nie byłby sobą gdyby nie odpapieżył klasyki, tracąc w trakcie kilku uderzeń serca, dwa gole. Trudniejszy rewanż rzeczywiście sugerować może odpoczynek Egipcjanina, ale… mamy sprawdzone w boju Anfield Express, zatem pierwszy przeciek powinien pojawić się już w piątek wieczorem, natomiast samemu Salahowi pozostały do pobicia kolejne rekordy. Ten najważniejszy to przekroczenie granicy 31 bramek w sezonie – w tej chwili po 31 goli mają na koncie Salah, Ronaldo, Suarez i Shearer. Najwięcej w historii EPL, goli w sezonie, strzelili Cole i Shearer (34), ale mowa tu o mrocznych czasach 42 kolejek. Granica 31 bramek to era trzydziestu ośmiu rund, dlatego ewentualny gol ze Stoke City będzie kolejnym kamieniem milowym Salaha. Zresztą już bramka z Bournemouth pobiła rekord Didiera Drogby, pierwszego afrykańskiego piłkarza, który strzelił 30 bramek w Europie. Jest też realna szansa na europejskiego Złotego Buta. To nie koniec: Salah jest pierwszym piłkarzem w historii EPL, który w trakcie sezonu zdobył 3 nagrody najlepszego piłkarza miesiąca, pobił rekord Torresa w ilości bramek w debiutanckim sezonie, a na pobicie czeka jeszcze 40 klubowych goli Rusha. Wszystko w zasięgu Egipcjanina.

Te liczby i rekordy muszą dręczyć ambitnego Kane’a. Na pierwszych stronach angielskich bulwarówek króluje bowiem faraon a nie hurrikane. Anglikowi brakuje do Salaha tylko pięć bramek. Tylko. Ta myśl, jeden mecz więcej Tottenhamu, kalendarz, karne i więcej minut… to musi prześladować Kane’a karmiąc go nadzieją, że jeszcze się uda. A, że nadzieja karmi a nie tuczy, i zanim na okładkach rządzić będzie Salah oraz finał Ligi Mistrzów, to wcześniej, z niesamowitym finiszem sezonu, pojawić się może na nich Harry Kane. „Może”, „nadzieja”… to wszystko brzmi i wygląda romantycznie, i tak pięknie wpisuje się w historię sportowej rywalizacji. Kalkulacje obdarte z nadziei, analizowane przez filtr formy Kane’a i całego zespołu, wyglądają już mniej atrakcyjnie. Ocena ryzyka pozostaje nam. Czy stawiać na boga Salaha już o 13:30 w sobotę, czy oddać mu opaskę, albo przynajmniej ściągać na siłę, czy z wyrachowaniem odpuścić i poczekać na godzinę 21 w poniedziałek, kiedy to Kane stanie przed pierwszą szansą na następnego hattricka w sezonie. Obyśmy żyli w ciekawych czasach – to stare, chińskie przysłowie nie jest bynajmniej życzeniem nadejścia dobrych czasów tylko konkretnym przekleństwem. Taki sezon.

Pierwszy sezon poza TOP10k. Czas na rewanż!

Zapisz się na newsletter, bądź na bieżąco!

Bez spamu!