Wyścig.

Przyspieszamy. Stopa dociska pedał gazu a bolid po wyjściu z prostej uderza prosto w bandę BGW27. Sypią się iskry, pęka spoiler, boleśnie przegryzasz wargę aż do krwi. BGW27 łamie żebra, przetrąca szczękę, ale to jeszcze nie koniec wyścigu. To nie kolejka, w której zagrałeś za 30 punktów kiedy wszyscy inni mieli 70. Każdy stracił. Niewielu zyskało. Przerzucasz biegi, wyrównujesz tor i tniesz po wyjącym asfalcie aż do białej linii GW28. Jest tak blisko. To już jutro. Twój umysł trwa w zawieszeniu. Twoje życie wisi na włosku. Nie masz czasu na decyzje, ale czujesz jak maszyną hamują kontuzje Rashforda i Laporte. Nikt jeszcze nie pociągnął za spust. Przeciwnicy jedynie się odsuwają. Czujesz się jak w malignie. W śpiączce. Nikt cię nie zmusi do powrotu do rzeczywistego świata. Liczy się tylko ten wyścig. Finisz. I dwa najbliższe okrążenia. GW28 i weekendowe GW29. Nie chcesz wrócić. Jesteś zawieszony w morzu czerni, masz światło na końcu sezonu, masz kości na maszcie. Dociskasz gaz jeszcze mocniej. Aż do oporu. Żyjesz tym życiem jakby to była śpiączka, ale kim jestem aby mówić Ci, że znam powody abyś zwolnił. Może tak będzie lepiej, masz i tak bilet w jedną stronę i nie sposób wyjść z tego żywym. Masz historię do powiedzenia, nie nie potrzebujesz doktora, nikt nie może uleczyć twojej uzależnionej duszy.

Trzy kolejki w ciągu tygodnia to tylko kłopoty. Skupieni na Rashfordzie nawet nie zauważymy, kiedy oberwiemy rotację lub nieoczekiwanym urazem. Przyspieszamy coraz bardziej, za moment miniemy metę GW28, wbijemy się z impetem w GW29 by nagle wjechać w gęstą mgłę BGW31. Ale gonimy. Trzymamy mocno ręce na kierownicy, nie spuszczamy wzroku z przeciwników. Oto gonię tego, który mnie wyzwał. Złowrogi szwadron samochodów za naszym samotnym jeźdźcem. Ostatnim FPL bohaterem. Półbogu. Superkierowcy złotego zachodu! Dwa wredne wozy wież są tuż tuż. Uderzają w pojazd. Piękny, samotny jeździec traci rytm. Wieże zbliżają się coraz bardziej. Do duszy naszego bohatera w obdarzonym duszą pojeździe, tak kochanie! Już mają uderzyć, dorwać go. Rozbić! Zgwałcić! Ostatni piękny, wolny duch na tej planecie. W tym wyścigu. W tym sezonie. I tylko historia pamięta, czy odpalił protokół Kun. Easy, czy wyhamował bezpiecznie Salahem. Wszystko to opowieść. Wierszówka przed dwudziestą ósmą kolejką. Mnie tam jeszcze nie było.