gv

Fantasy premier league nie kojarzy mi się z niczym dobrym. Bez wątpienia to tylko gra albo zabawa, i każdy kto tego nie rozumie powinien w tym momencie zamknąć przeglądarkę, spakować ciepłe ubrania i wyjechać w Bieszczady.  Przejście Połonicą Caryńską powinno na powrót ustawić priorytety. Tymczasem FPL najczęściej rozczarowuje a swoją cyklicznością zbyt celnie zestraja się z poszukiwaniem minionego czasu. Jedną z pierwszych książek Kinga, napisaną jeszcze pod pseudonimem Richard Bachman, jest Wielki Marsz. Alegoryczna wizja Stanów Zjednoczonych, w których każdego roku setka chłopców rusza w organizowany przez Władze marsz. Meta będzie tam, gdzie padnie przedostatni chłopiec. Maszerujemy i my mijając po drodze cuchnące rozkładem, porzucone konta, dezerterów, oraz zdeformowane kolejki rodem z obrazów Hieronima Boscha. Dobrego słowa o FPL nie powie najbliższa rodzina, dziewczyna czy chłopak. Oni wszyscy są przekonani, że następujące po sobie kolejki obarczone są brzemieniem niewykonanych obowiązków, porzuconych marzeń czy zaniedbanego potencjału. Oczywiście, zamiast grać można by w tym czasie przywracać pokój na bliskim wschodzie, robić wolontariat w domu starców albo nasłuchiwać SETI. Mamy własne wybory, pod warunkiem oddzielenia pasji od tego co najważniejsze. Owa cykliczność następnych kolejek prowadzi do linii końcowej. To tak jakby zamknąć człowieka w ciasnym wagoniku i z całej siły pchnąć do przodu. Wszyscy zmierzamy wyłącznie w jednym kierunku. Różni nas tylko odległość do ostatniej stacji i to co zostawimy po sobie innym. Paradoks albo kurestwo. Sam nie wiem. Przychodzimy na świat nadzy, różowi, rozdarci krzykiem pomiędzy ciepłem macicy a ostrym i zimnym światłem porodówki i już w chwili narodzin zostajemy obdarowani określoną ilością czasu na tym padole. Takie życie z wyrokiem na zawiasach. Pierwsza kolejka i tak, prędzej czy później, będzie ostatnią.

Według bardów i żebraków w życiu piękne są tylko chwile. O wyjątkowości i sensie FPL przypominają przede wszystkim nieliczne udane kolejki. Sukcesy w ligach. Poznani ludzie. Bogowie FPL są w miarę sprawiedliwi i każdemu w trakcie 38 kolejek podarują taką chwilę. Pobłogosławiony przez wieże, w ostatniej kolejce, oddycham spokojniej nie oczekując od GW25  niczego specjalnego. Natomiast Wam życzę abyście oczekiwali i szukali tych chwil. W opasce Sancheza, Sigurdssona albo Ibry. W realu i tutaj. Gloria victis.

 

Pierwszy sezon poza TOP10k. Czas na rewanż!