Ściana.

Nieoceniony, nieśmiertelny i boski Post Regiment darł się do mikrofonu „Gdy dopadną cię pod murem, kiedy potną twoją skórę, to nic, ty musisz dalej iść”. Zatem mur. Ściana. I GW24. Na początek Oczekiwań postawię dość śmiałą tezę – najlepsze wyniki wykręcam postawiony pod ścianą. Przez rywali lub z winy okoliczności przyrody. Kiedyś nawet wyliczyłem z notatek, że najwięcej punktów miałem z transferów za kontuzjowanych piłkarzy. Ściana w FPL to specyficzna sytuacja porównywana nawet przez filozofów owego sportu do heroizmu. Z przymrużeniem oczu. Otóż bohaterstwa nie da się zaplanować. Bohaterstwo się przytrafia. W FPL przyparty do muru nie kombinujesz, nie planujesz, tylko podrasowany adrenaliną działasz i wymieniasz atuty w stosunku 1 : 1.

Dalekosiężne planowanie uważam za największą zmorę FPL. Gdzie się ostatnio nie zaloguję niechcący wchodzę w środek dyskusji rodzaju Sona wezmę dopiero na GW27, albo Aubameyanga dopiero kupię na BGW. Nienaturalny przyrost ekspertów na TT, wysyp stron o FPL, pierdylion kalendarzy z fixami, wszystkie te niewątpliwe ułatwienia zamieniają fantasy premier league w pieprzony arkusz kalkulacyjny, Zdroworozsądkowe decyzje a nawet własne obserwacje, i te 90 minut ekranem, zamieniamy na kolor fixów lub na potencjalne zyski z podwójnych kolejek. Faktem jest, że mamy już oficjalnie potwierdzony pierwszy double gameweek – DGW25, w którym dodatkowe spotkanie rozegra Manchester City z Evertonem. Prorocy arkuszy kalkulacyjnych widzą z automatu tylko korzyści z posiadania piłkarzy obu drużyn. Tu i ówdzie widzę rady aby nie wyrzucać bezproduktywnego Richarlisona, bo ten zagra dodatkowy mecz z Manchesterem City. Czyli bazując na bieżącej formie Evertonu posiadaczom dorzuci dodatkowe 2 punkty. Ciężko również liczyć na worek punktów Sane, Sterlinga czy Aguero skoro Guardiola w trakcie 8 dni rozegra 3 mecze z Arsenalem, Evertonem i Chelsea. Umówmy się raz na zawsze: DGW nie daje żadnej gwarancji, że gość z 2 fixami da więcej punktów niż ten z jednym a dobrym. A obrazek taki jak ten:

nie gwarantuje min 12 punktów. Jak mnie pamięć nie myli, w pierwszym spotkaniu Manchester United przerżnął w trakcie DGW34 z WBA. Jest różnica pomiędzy znajomością drogi a podążaniem za nią. Są niektóre rzeczy, w których nikt nikomu nic nie pomoże, w których na nic się zda mądrość i nauka drugiego. Bo trzeba do nich dojść samemu. Własnym rozumem, własnym wyczuciem, własną stopą wydeptać. Własnymi nieszczęściami. Jest kilka takich rzeczy, gdzie trzeba być samoukiem. I między innymi to: jak podejść do DGW? Czy trzymać dalej Hazarda na BOU i HUD, czy już teraz zamieniać na Sane, który zagra mecz więcej. Albo na Sterlinga. Czy wyrzucać już Aubę a brać Aguero? Czy ma sens hitować Edersona? Takie problemy, i takie pytania rodzi planowanie, podwójne kolejki i filozofia arkusza kalkulacyjnego. Tymczasem to przyparci do ściany jesteśmy najgroźniejsi. Jak ta ranna bestia, jak mityczny bohater na stosie powalonych wrogów. Nie wiem jak z premedytacją wejść w taki stan, nie życzę nikomu kontuzji w składzie, ale obserwując gigabajty rozkmin fpl, uzasadnianie transferów naprawdę niszowych różnic jak James Ward-Prowse z Southampton odnoszę wrażenie, że umyka jedno: DGW, podobnie jak kalendarz, to wyłącznie okazja na punkty. Sposobność. Żadna gwarancja. Piłka nożna to nie jest Moneyball a nadciągający DGW25 nie jest powodem, nawet sposobnością aby wywracać składy do góry nogami. Zresztą patrząc na wyniki FA ten sezon podwójnymi kolejkami raczej rozczaruje a spodziewane perturbacje da się ogarnąć bez konieczności dodatkowych czipów. I tutaj zwycięzcą będzie każdy kto już wcześniej posprzątał skład drugą dziką kartą a teraz niemal rozbawiony obserwować będzie jak reszta hardcorów przepali je pod DGW.

 

Pierwszy sezon poza TOP10k. Czas na rewanż!