Ocean na końcu drogi.

Poznań o ósmej rano jest toczącym posokę szpetnym szarym olbrzymem z kostki polbruk a mój śmierdzący męskim potem, pełen zarazków i smarków tramwaj zaledwie jednym z trawiących giganta setek pasożytów. Wypchany po brzegi mięsem przecina powoli arterie giganta zostawiając po sobie ludzki śluz na każdym przystanku. Z nosem w książce gubię literki szukając rozkojarzony pomysłów na nadchodzącą kolejkę. Czuję przymus zakupu. Myśl naturalna w mieście, które szczęście potrafi dać góra nowym telewizorem. Kupiłbym Kane’a, ale Anglik coś stracił w ostatniej kolejce a wymiana za Aubameyanga, jest tym co mściwe wieże lubią najbardziej. Drugą opcją jest Son, podoba mi się ten pomysł, sprawdzam apkę i brakuje 0,1 do bezpośredniego transferu za Richarlisona. Poza tym kto tam usiądzie w meczu z Burnley? Pochettino przez Arsenalem nie upcha w jedenastce wszystkich ofensywnych zawodników. Kupiłbym Bernardo Silve, pozornie bezpieczny ruch z opcją na dwie następne kolejki, ale 2 celne strzały i zaledwie 4 stworzone szanse, z 4 ostatnich kolejek, to mało atrakcyjne cyferki a żadna z nich nie jest siostrą CroXa. Może Manchester United? Ktoś w zbiorkomie wybucha głośnym, histerycznym, śmiechem. Decyzję chcę podjąć zanim dotrę na miejsce, tak aby potem przez następne roboczo godziny wydajnie pomnażać PKB. Opcje się kurczą a pomysły co raz głupsze. Chicharito przestanie strzelać w momencie transferu a zacznie kiedy go sprzedam. Byłem już w tym miejscu. Pamiętam. Sterling lub Sane za grubego hita to tylko proszenie się w grudniu o kłopoty. Bo grudzień ceni cierpliwość w składach, wiarę w posiadanych premium pomocników i bogatą ławkę. Sprawdzając Jotę i Mooya, i już wiem, że przekroczyłem Rubikon i trzeba szybko zawrócić. Nie jestem jeszcze gotowy na palenie porzuconych na piasku okrętów. I wtedy wzrok prześlizguje się po linii obrony, odnajduje bramkarza i wybucha wkurwem. Ryan zagra góra jeszcze 3-4 spotkania, zapomniałem o tym pieprzonym Asian Cup, i że w planach powinienem mieć transfer na bramkarza.

Dwadzieścia minut po ósmej moje miasto jest już milczącym protestem brudnych dachów za szybą a ja odkładając decyzje  do jutra zastanawiam się ile trzeba mieć cierpliwości by się jej w końcu nauczyć.