Te o wyborach.

Ja i transfery nie przepadamy za sobą. Podchodzę do każdego jak pies do jeża, ostrożnie, małym kroczkiem trzymając dystans i zawsze sam. Odkąd pamiętam mam z nimi problemy, przed GW11 tym większy, bo żaden nie wydaje się oczywisty. Martial, Barkley, Arnautovic,  Pereyra, Digne, Sterling, czuję świeży powiew nowego szablonu, jednocześnie jeszcze nie wiem czy to wyłącznie kostka z kibla czy już zapach kutej przez masy sztancy. Odpowiedzi nie znajdę w necie, bo problemy z FPL są najwyraźniej problemami trzeciego świata. Chociaż szanuję, że w tym kraju studia stały się ważniejsze od alkoholu i fejsa.

Tkwienie w pętli wyboru może mieć katastrofalne rezultaty. Nie pomoże wiedza gdy na moment przed podjęciem decyzji ciało i umysł ogarnia paraliż. Znam się na tym, bo oglądam genialne Good Place gdzie kłopoty z wyborem doprowadziły Chidi Anagonye do nagłej śmierci a ułożenie składu FPL byłoby dla niego torturą wymyślniejszą niż wyrywanie paznokci. Zauważyłem jedną regularność, lepiej mi szło kiedy hitowałem ponad umiar. Hulk miał wywalone na zdroworozsądkowy wybór i zamiast czekać z FT decyzję podejmował w dziesięć sekund. Tyle mniej więcej zajmował mi wybór zawodnika i zatwierdzenie transferu zaraz po meczu. Takie zabawy tylko z dalszym OR w tabelach, wyżej wraca wyrachowanie, ostrożność i planowanie. Tak jakby awans i zielona strzałka odbierały jaja i tłumiły kreatywność. Tylko w dwie ostatnie kolejki taka taktyka kosztowała mnie z 20 punktów. Hulk kupiłby Martiala i jeszcze poprawił Mendym, RMF Classic zamiast jabola pod trzepakiem pije w fotelu whiskacza, wierzy w kalendarz i posiadanie.

Wieże zawsze faworyzowały spokojną grę. Nawet przed GW11, wybór pomiędzy Barkleyem a Martialem traci trochę sens kiedy w zasadzie lepiej i … bezpieczniej… jest tak planować aby w weekend zagrać Hazardem i podwojonym w ofensywie Manchesterem City a za tydzień mieć Mane, Salaha i Firmino.  Bo ile jedenasta kolejka przebiegnie pod kątem oczywistości opasek Aguero i Hazarda, to na GW12 widziałem, że co bardziej szaleni rozważają potrojenie Salaha lub free hit ze składem opartym wyłącznie na ofensywie Liverpoolu (vs FUL) i Arsenalu (vs WOL). Wszystkie te pomysły łączy jedna rzecz – prostota. To takie atawistyczne podejście do FPL gdzie liczy się tylko i wyłącznie dana kolejka i tłuste punkty powyżej średniej. O następnej pomyślę jutro. Musze się przyznać, że ostatnimi czasy bardzo mi brakuje takiej prostoty a wiedza i doświadczenie niemal uwierają jak za ciasne gacie. Uciekając od FPL i Futa pogrążyłem się w świecie Red Dead Redemption, gdzie największą przyjemność daje mi bezcelowy nocny galop po prerii. Przepiękna pochwała prostoty i nieskomplikowania świata nieskażonego cywilizacją. Mam wtedy ochotę odpalić FPL i rzucić w migoczący ekran, czy tańczyłeś kiedyś z diabłem w bladym świetle księżyca? Szaleństwo bywa przecież naturalnym następstwem problemów z wyborem.