Trójka poza radarem.

Wybory GW28: Virgil van Dijk – 2 punkty; Riyad Mahrez – 2 punkty; José Heriberto Izquierdo Mena – 6 punktów.

Sadio Mane 9.4. Posiadanie 8.3%. Senegalski pomocnik sprawia wrażenie gościa działającego wyłącznie w dwóch trybach: fast i hide. W pierwszym jest wszędzie; odciąga obrońców od Salaha, łamie linię, mija ich jak tyczki i non stop zagraża bramce przeciwnika. Druga opcja kojarzy się z magnetowidem ustawionym w tryb stand by. Wali po oczach zołzowatą diodą i zajmuje miejsce. W meczu z Młotami Mane oddał aż 6 strzałów (to najwięcej w kolejce, zaraz obok Mahreza); 4 z nich padły z pola karnego Adriana a 3 były celne; zdobył gola; stworzył 2 szanse i 1 setkę. Posiadany przez zaledwie 8% menedżerów jest niszą atrakcyjniejszą niż Mahrez lub np. Ozil – bo zagra z Newcastle, bo zagra w BGW31 i wydaje się w formie. Do czasu następnego przejścia w czuwanie.

Andrew Robertson 4.8. Posiadanie 4.7%. Bohater tych wszystkich komentarzy po GW28 – mogłem go wybrać zamiast VVD. Rozumiem wybór Virgila van Dijka: bezpieczniejszy skład (o tyle o ile, można traktować serio pomysły Kloppa o zrobieniu z Gomeza środkowego obrońcy); zagrożenie pod bramką przy SFG. Pech chciał, że Antonio zdobył honorowego gola, czym zdjął CS the Reds a Robertson zaliczył asystę przy bramce Mane. Robertson niestety w każdej chwili może zostać zastąpiony przez Moreno (którego absencję w składzie wytłumaczono przeziębieniem); ok może, ale boczny obrońca wyraźnie jest w gazie a po sobocie na biurku Kloppa zalega m.in. raport o jego 3 stworzonych sytuacjach, 2 stworzonych setkach, 6 wrzutkach, 92% dokładności podań na połowie przeciwnika oraz m.in. 3 udanych wślizgach.

Troy Deeney 6.3. Posiadanie 0.5%. Czas na niszę niszy z posiadaniem poniżej 1 procenta. Twarz Deeneya ma rysy dosyć grube, żeby nie rzec toporne, jest to jednak oblicze żywe, zmieniające się bez przerwy, grające całą gamą wyrazów. Męsko wydatny nos nosi ślady dawnego złamania, dołek podbródka zniknął w starej, ale wciąż widocznej bliźnie. Oczy Deeneya są bardzo dziwne. Gdy się nie spojrzy, dłoń machinalnie sprawdza czy sakiewka na miejscu, a pierścień na palcu. Myśl z niepokojem biegnie ku pozostawionej w domu żonie i córkach, a wiara w cnotę niewieścią obnaża swą naiwność. Nagle traci się wszelkie nadzieje na zwrot pożyczonych pieniędzy, pięć asów w talii do pikiety przestaje dziwić, autentyczna pieczęć pod dokumentem zaczyna wyglądać cholernie nieautentycznie, a drogo kupionemu koniowi zaczyna dziwnie rzęzić w płucach. To właśnie się czuje patrząc w butelkowo zielone oczy Deeneya. Jest tam więcej Hermesa niźli Apollina. I ta bestia, ten pomurnik zagra w sobotę z upadłym WBA.

 

 

Pierwszy sezon poza TOP10k. Czas na rewanż!