Uma tnie równo.

Gra o żelazny tron LMS rozpoczęta na dobre. Pierwszy do panującej od minionej kolejki miłościwej Edyty wystartował Łukasz Kublik, z Llorisem i Mane w składzie ugrał 98 punktów i wbił ex aequo na pierwsze miejsce tabeli. Plan mógł się nie powieść gdyby nie odpalony bench boost, który menedżerowi dał grube 3 punkty i top LMS. Przy biesiadnym stole nie ma już śladu po jedenastce Dubliners, ze szklanych tarasów wykidajło wykopał też z hukiem ekipę SR7, która jeszcze w poprzedniej kolejce, z wynikiem 137 punktów, uroiła sobie prawa do tronu. Po GW26 jej posiadacz wylądował na 31 miejscu. Gdzieś pomiędzy beczkami kiszonej kapusty a workami z grochem. Awanse do tronu zgłosili możni panowie z Check-Mate oraz Zeus Shooters. Sypnęli złotem, kiwnęli na dziewki i wbili zęby w ociekające tłuszczem wołowe udźce. Rezon odzyskał chuligan FPL Freak, tego strącił kułakiem, tamtego celnie posłanym kopniakiem i z miejscem szóstym usiadł przodem do drzwi. Te rozwarły się z hukiem, jęknęły ciężkio mosiężne zawiasy a do zadymionej izby wparował poznański banita Lolo. Ktoś cisnął kuflem, uchylił się zręcznie, poleciał trzydziesty siódmy ban, odskoczył, sparował i wysłał w stronę Królowej szeroki uśmiech. Piwa – krzyknął – sięgnął po obity zamszem zydel, zarzucił nogi na stół i podkręcił wąsa. Last, but not least, do grona najlepszych dołączyli wciąż anonimowy Daniel oraz jeszcze bardziej tajemniczy Jose Nuvem. Drepczą w miejscu, szukają miejsca, nowi to nie wiedzą jak się zachować.

Tymczasem Uma ścina ostatnią dwudziestkę. Szybko, sprawnie, bez sentymentów i emocji. Szatkuje kolegę Burrito, płaskim cięciem odprawia z turnieju uznanego Błażeja Bembnistę, posyła całusa Bernardowi a szybkim wypadem przebija serce Dominika z Easy Sunday. Dojrzałość – powiada – jest gorzkim rozczarowaniem, na które nie ma lekarstwa, chyba, że uznamy za jakieś lekarstwo śmiech. Zaczerpnęła tchu, odgarnęła z czoła niesforny kosmyk, i lekko ruszyła dobić pozostałych z parszywej dwudziestki. Odpadł blogowy Machete, wcale nie takie Twarde Sztuki, wściekły wilk, Ewelina, weteran blogowych rozgrywek Poranek Kojota, Rosomaki Alfa, Gang kubusia i paru innych. Wszystko szybko, wszystko sprawnie, ale z jakimś uznaniem, to już nie masy z pierwszego cięcia, to dusze, które nie dość, że dostały się do turnieju to jeszcze przeżyły dwie pierwsze masakry.

Po BGW27 ścinamy już tylko dziesięciu menedżerów. Powodzenia.